Czytelniczo

4 część Gateway słabsza się zrobiła. Robin jako inteligencja maszynowa nudzi jeszcze bardziej niż zwykle, choć trzeba przyznać, że Pohl konsekwencję ma żelazną. Krowy jako inkubatory dla dzieci genialne i jeszcze nigdy tego nie widziałam. To całkiem dobry cykl, kiedy się już naprzeżywałam, chociaż oczywiście oryginał jest najlepszy i niedościgniony. Trzecia część „tego co najlepsze w sf” za rok 97 bodaj, pod redakcją Hartwella, powalająca. Każde opowiadanie lepsze od poprzedniego. No dobrze, nie doczytałam jeszcze do końca, ale i tak jestem zachwycona 🙂

Opowieść kumpeli

Poznałam go przez gg. Gadaliśmy codziennie do 2 w nocy. To było w zeszłym roku – jak były mistrzostwa świata w piłce nożnej, założyliśmy się o wynik. On wygrał, ale powiedział, że zajęcie drugiego miejsca też dostanę nagrodę. Wysłaliśmy sobie paczki. 20 minut później znów do moich drzwi zapukał listonosz z wielkim bukietem róż… Chodziłam nieprzytomna, wszystkim mówiłam, że jestem zakochana, było mi wszystko jedno jak ten facet wygląda, wiedziałam, że z nim będę szczęśliwa. On nie chciał się spotkać.
W końcu się spotkali. Okazało się, że facet ma 160 wzrostu, jest chudy jak patyk i ma wygląd jedenastolatka.
Wiesz: ja nigdy w życiu nie byłam taka nieszczęśliwa, było mi tak głupio wobec niego, tak strasznie źle się czułam… nagle wszystko co mówił, w jaki sposób to mówił, okropnie mnie irytowało. Oczywiście znowu przyniósł wielki bukiet, i ja z nim i z tymi kwiatami… modliłam się, żeby tylko nie spotkać nikogo znajomego.

Taka przypowiastka. Lubię, jak mi to opowiada.

Jak być rozpieszczaną

Zawsze kiedy myślę, że wszystko już mnie w zyciu spotkało, że wszystko widziałam, że teraz to już tylko nudna wegetacja, spotyka mnie coś, co obraca wniwecz to przekonanie. Korespondowałam sobie z pewnym pracującym we Francji Polakiem, bardzo grzecznie, o knajpach, kulturze, jedzeniu i takich tam. I nagle w zeszłym tygodniu on stwierdza, że coś mi przekaże. Trochę się obruszyłam, ale tak uroczo napisał „wiem, że to może być krępujące, przecież się nawet nie znamy, ale ja jestem w gorącej wodzie kąpany”, że przestałam się obruszać, i uznałam, że tę jakąś – zapewne – butelczynę mogę przyjąć z wdzięcznością. W piątek przyjechał jego kumpel, który miał mi rzeczoną niespodziankę przekazać; stawiłam się gdzie się miałam stawić, i zaniemówiłam kompletnie. 7 butelek, i to jakich (żadna nie jest młodsza niż 5 lat). Mój sfrancuziały zblazowany kumpel, na którym nic nie robi wrażenia, lekko pobladł na ich widok i coś jakby zazdrość się w jego spojrzeniu pojawiła. Do tych butelek ze 3 kilo sera, w tym szwajcarski; ekskluzywne czekoladki, płyty cd, i kilka słoików z foie gras i innymi smakołykami. Zastanawiałam się, czy nie powinnam odmówić przyjęcia tej kontrabandy, ale było mi głupio wobec kolegi mojego korespondenta, poza tym postawiłabym go w dziwnej sytuacji. Zawiozłam więc dobra do domu, po czym… poszłam na kolację z rzeczonym kolegą. Bardzo było miło. Moja ukochana knajpa stanęła na wysokości zadania, potem były jeszcze inne. A w sobotę powtórka w najelegantszej włoskiej knajpie, dawno tak nie jadłam. I tu zagadka: co robi deesse po powrocie do domu o godzinie 3 nad ranem, poprzednią noc ograniczywszy do 5 godzin snu? Prawidłowa odpowiedź brzmi: czyta książkę.

Pogadanki babskie

Podekscytowana kumpela mi opowiada że przed chwilą gadała przez telefon (i się umawiała) ze swoim starym kumplem, po czym nagle dodaje z przerażeniem
– o rany ja się z nim przespałam!
Ja, z totalnym brakiem zrozumienia
– no i co z tego?
I wtedy ona zaczyna mi tłumaczyć, że bardzo lubi jego żonę, często u nich bywa, i jest jej głupio. Mnie też byłoby głupio w takiej sytuacji, ale co zrobić…

Jak bywać w księgarniach

Panience cieniutkim głosikiem pytającej w mojej ukochanej księgarni z tanią książką „a czy jest już nowa książka Paulo Coelho”, hiperpoprawnie wymawiającej nazwisko tego prawie najokropniejszego (ale w sumie nieszkodliwego, co i tak dobrze) znanego mi grafomana, mówimy stanowcze nie. Nabywamy sobie za to za całe 11 złotych „Zoologię fantastyczną”… ups, „Księgę istot zmyślonych” (tytuł zmienili, tłumaczenie na szczęście jest nadal Chądzyńskiej).

Jak odkrywać, że Internet jest maleńki

Umówiłam się wczoraj na randkę w ciemno – a co, w codzienności pourlopowej jakaś rozrywka mi się należy. Przed rzeczoną rozrywką odwiedziłam koleżankę celem napicia się wódki z sokiem pomarańczowym i pogadania o facetach. Z tego gadania wyszło nam, że parę razy umówiłyśmy się z tym samym facetem… następnie mój ciemnorandkowicz zadzwonił żeby się umówić już precyzyjnie, a koleżanka usłyszawszy, że ma na imię Marek powiedziała, że spotkała się z pewnym Markiem i podała mi parę charakterystycznych szczegółów. Oczywiście okazało się, że to ten sam, co mnie bardzo ubawiło. Facet elegancki i bardzo w porządku, tylko że ja akurat mam fazę zdecydowanego „nie” dla żonatych.