Wszystko wokół seksu

W ramach wczorajszej randki zostałam zabrana na Wydział Chemii, bo pan miał odloty na temat, jak mu dobrze na studiach było i jak chce tam ze mną iść, bo tam mu tak dobrze. Poza tym przez dwie godziny gadał o tym, jak kocha swoją nową pracę i swojego szefa, jak to sobie wzajemnie ufają i jaki jest szczęśliwy, że dostał tę pracę. Czy ktoś chciałby mnie może jeszcze czymś zaskoczyć?

W ulubionej francuskiej babskiej gazecie (za którą policzyli mi znienacka 11 zł, ja przepraszam, po jakim kursie 1,8 euro to jest 11 zł?) przeczytałam w ramach „historii, które najchętniej wymazalibysmy z pamięci” jak to pewna pani chadzała przez dwa lata z pewnym panem, który przystojny był, pieniądze miał, elokwentny, miły, wykształcony, dusza towarzystwa i w ogóle same zalety, wszystkie koleżanki oczywiście zieleniały z zazdrości. Pan miał jednakowoż jeden drobny feler: seksu nie uprawiał. W ogóle nie uprawiał. Nie interesowało go to, i już. Oczywiście baba koleżankom tego szczegółu nie zdradziła, bo i czemu.

W sklepie w sobotę me błądzące leniwie oko wynajduje prezerwatywy o zapachu czerwonego wina, co z radością pokazuję koledze. Kolega ogląda, czyta „zapach czerwonego wina” i pyta rzeczowo „a co to jest?”. Lekko zaniemówiłam – no niby wiem, że seksu nie uprawia, ale żeby aż tak? Są koło nas na wyciągnięcie ręki ludzie, dla których seks jest krainą odległą i tajemniczą jak egzotyczna dziedzina sportu.

Jak kaca leczyć

Stopień wysprzątania mieszkania kobiety zwanej ds wskazuje nieomylnie na wielkość posiadanego przez nią kaca. Należy przy tym od razu podkreślić, że jest różnica między sprzątaniem wykonywanym zamiast pracy, która powinna być wykonana, a sprzątaniem stanowiącym remedium na kaca. W tym pierwszym przypadku ds wynajduje sobie zazwyczaj zajęcia stosunkowo oryginalne i pochłaniające dużo czasu, na przykład czyszczenie srebrnego świecznika. W tym drugim przypadku wykonuje sprzątanie standardowe, tylko bardzo dokładnie. Jeśli w sobotnie wczesne popołudnie, będące zresztą dla ds subiektywnie wczesnym rankiem, skoro poprzedni wieczór skończył się o 4 rano, zastalibyście ją na klęczkach szorującą podłogi, to z pewnością wieczór poprzedni był udany. Co prawda powiedziane zostało wiele rzeczy, których nie powinny ludzkie uszy słyszeć, i kac jest bardziej moralny niż poalkoholowy, co się gorzej leczy, ale to pójdzie kiedyś w zapomnienie.
Odkryłam, że o 4 rano robi się jasno!

Dick niefantastycznie

Jeśli bohater nazywa się Runcible, to mamy do czynienia bez wątpienia z prozą Philipa K. Dicka, czego poza tym można nie zauważyć, bo „Człowiek o jednakowych zębach” to powieść zgoła niefantastyczna, z lat 50tych, kiedy Dick jeszcze nie zaczął pisać fantastyki. Lubię jego książki z tamtych czasów, w specyficzny sposób oddają tamten klimat, tamtą mentalność. Ameryka (i nie tylko) lat 50-tych… Myślałam w trakcie czytania, że oni poniekąd jeszcze tkwili w wieku XIX: już oczywiście wiedząc, że świat nieodwracalnie się zmienił, ale jeszcze nie do końca w to wierząc i nie mając jeszcze pojęcia, jak będzie wyglądał nowy. W takich na przykład „Godzinach” też to widać. Czy przypadkiem nie jest tak, że świat zmienił się bardziej między rokiem 1950 na 2000 niż między 1900 a 1950? Nieporównywalne, oczywiście. Może to tylko ja sądzę, bo już nie mogę wyobrazić sobie świata bez netu i komórek? (I tak jestem lepsza od tej nieszczęśnej większości, co bez telewizora sobie świata nie wyobraża).
Dick zawsze zajmuje się postawą ludzi wobec zmieniającego się świata, nowych odkryć. Doskonale we wszystkich książkach widać jego obsesję, że coś za chwilę się zmieni i trzeba będzie do tego się przystosować, a przecież nikt nas na tę zmianę nie przygotował. Potem w fantastyce miejsce zmian zajmuje na ogół entropia. Swoją drogą jak na pisarza, który jest całkowicie niezdolny do opowiedzenia jakiejś historii od początku do końca (zawsze poprzestaje na przedstawieniu świata), to on zyskał niewiarygodną popularność.
Zastanawiam się, ile osób sięga po taką książkę z pełną świadomością, co właściwie przeczytają (jak ja). Pewnie na większość działa zachęcająco nazwisko autora. Muszą się bardzo dziwić.

Zostałam karmicielką rybek misicowych. Pisanie bloga ma jednak nieoczekiwane konsekwencje. Pytanie, jakie to będzie miało konsekwencje dla rybek…

Ci panowie

Ten pan uznał, że skoro znikłam mu z gg, to godzina 0 w piątek trzynastego jest najodpowiedniejszą do wysyłania mi strzałek na telefon. I tak nie spałam, bo albo jestem przeziębiona, albo mam alergię (jeśli, to na trawy albo Cladosporium, zapamiętać i sprawdzić za rok), wybór olbrzymi, ale nie dotyczy mojego samopoczucia, nieodmiennie od trzech dni fatalnego. Z kolei od pana z poprzedniej notki dostałam maila (oczywiście na poprzedniego nie odpisałam i z gg też mu znikłam) długiego na jakieś 3 strony i mętnie informującego, że ogólnie mu źle i nie wie o co mu chodzi (jakbym ja wiedziała). Właściwie to może mu odpiszę „ja też nie wiem o co ci chodzi”.
Najpiękniejsze w życiu jest to, że takie rzeczy nie przestają mnie zadziwiać.

Jak być zadziwianą nieustannie

Dzień pracy zaczynam od odebrania maila od faceta, którego znam tylko przez net, wymieniliśmy może ze trzy maile (strasznie dużo pisał i nie chciało mi się odpisywać) oraz parę słów na gg, które to rozmowy inicjował on. Mail ma rozkoszny subject koniec i brzmienie następujące: „prosba
Nie kontaktuj sie ze mna wiecej w jakikolwiek sposob ani majlem ani GG
zapomnij ze w ogole istnialem
Zrywam kontakt i nie chce go utrzymywac prosze uszanuj i nie pytaj
dlazcego
przyjmij i niech tak to sie zakonczy
„.

Drugie zadziwienie było wczoraj i było pozytywne. Kolega ze Śląska pojechał ratować swojego kolegę, który gdzieś w Niemczech miał wypadek samochodowy (niegroźny, ale samochód skasowany i musi zostać wyjaśniać okoliczności). Zostawił mu swojego nowego forda mondeo (razem z kartami kredytowymi, ale to szczegół) i wrócił pociągiem. Chodzę i zastanawiam się, czy znam kogoś, kto zrobiłby coś takiego dla mnie.

Petycja

Zwracam się z uprzejmą, choć stanowczą prośbą o udzielenie mi wyczerpującego wyjaśnienia na piśmie, dlaczego facet, z którym wczoraj spędziłam przemiły wieczór, jest z Krakowa? Czy miało to na celu zademonstrowanie mi, że tacy faceci naprawdę istnieją? Informuję, że nigdy w to nie wątpiłam, czy jednakowoż mogliby oni istnieć w nieco bliższej lokalizacji?

Dziś rano, ds podąża do pracy. Chłopak na rowerze:
– Przepraszam, nie wiesz gdzie tu jest ulica Ironii Losu? – (Jakie ty, jakie ty, czy ja wyglądam na 17 lat? A może my do Ameryki poszliśmy, nie do Europy?)
– Równoległa – odpowiada zgodnie z prawdą ds.
– To znaczy… ta? – zdezorientowany chłopak wskazuje na wyraźnie prostopadłą.
– Nie, tamta – z mentalnym westchnieniem ds przechodzi do wyjaśnień wspomaganych machaniem kończyn górnych.

Czy Europa wie, że Polacy, którzy do niej idą, nie odróżniają prostopadłości od równoległości?