SNAFU

Wczoraj najpierw rozbolała mnie głowa. Mnie nigdy nie boli głowa, ale jak już boli, to w taki sposób, jakby ten ból był jedynym celem jej istnienia. Potem wylazło ze mnie zwierzę, nieznanego gatunku, ale duże, włochate i zębate. Zwierzę pogryzło jednego już byłego znajomego i spróbowało podeptać dwie przemiłe dziewczyny, na szczęście one są odporne na dziką zwierzynę. Następnie udałam się do dentystki sadystki – ja zazwyczaj jestem dość wyrozumiała nawet wobec dentystek, ale ta jest naprawdę wyjątkowa, znowu nie była łaskawa podać mi znieczulenia, a to była kolejna wizyta kanałowa.
-Och, przepraszam, ukłuło, to znaczy że jestem przy wierzchołku.
– Żadne ukłuło, wredna babo, boli mnie jak rozżarzone żelazo!! – powiedziałabym, gdybym tylko mogła. I tak 15 razy. Może tak musiało boleć, ale w dodatku oparzyła mnie trzy razy w wargę – ja rozumiem, że raz może się zdarzyć każdemu, ale trzy?
– Ojej, ale w ząb panią parzy? – pytała w dodatku ze słodko złośliwym niedowierzaniem.

Potem wyszłam stamtąd, przysięgając, że po kolejnej i ostatniej wizycie moja noga więcej tam nie postanie (i zapytam o jej nazwisko, żeby przypadkiem znów do niej nie trafić) i poszłam nabyć sobie rajstopy. Oczywiście weszłam do sklepu pięć minut przed zamknięciem, w ciągu 20 sekund wybrałam rajstopy, po czym znienacka zauważyłam, że to jest sklep Triumpha, skojarzyło mi się, że mój kostium kąpielowy jest na skraju rozlecenia się i zapytałam, czy mają kostiumy. Mieli. Poszłam mierzyć, co nie zajęłoby mi więcej niż 3 minuty, tylko że zepsuł mi się zamek w spódnicy. Personel po drugiej stronie wymieniał się głośnymi uwagami w stylu „ja już tu podliczyłam wszystko”, ja zaś usiłowałam coś zrobić, aby wyjść zza zasłonki w spódnicy (taki odpowiednik wyjścia z tarczą). Na szczęście zamek zaciął się w połowie, więc spódnicę jeszcze udało się wciągnąć, a już nie zdradzała chęci natychmiastowego spadnięcia. Kostium w danych okolicznościach przyrody oczywiście musiałam nabyć i to bez targowania. Wsiadłszy do tramwaju pomyślałam sobie znienacka, jak będzie fajnie, jak ta spódnica mi teraz spadnie i to mnie bardzo rozbawiło.

No dobra, wiem że ostatnio przesadziłam, i że bogom nie stawia się ultimatum. Wiem też, że wczoraj to było tylko łagodne ostrzeżenie (ale to jest moja ukochanaaaa spódnicaaaa!). Zamierzam być bardzo zadowolona z życia, uśmiechnięta i miła, nie domagać się niczego, i zaczynam od zaraz. Ofiarę z karmy bogom też złożę.

3 thoughts on “SNAFU

  1. misica, ja bym wolała jednak pomoc w składaniu ofiary, bo nie wiem jak się do tego zabrać 😉

    queenofchaos, jakby spadła, to z pewnością bym to opisała, przysięgam! przypomina mi to opowieść mojej matki, która ongiś była naocznym świadkiem, jak pewnej pani na ulicy spadły majtki. pani wyszła z majtek i jakby nigdy nic poszła dalej. szaleńczo mi ta opowieść zaimponowała i zawsze się zastanawiam, czy mnie w analogicznej sytuacji stać by było na taką zimną krew….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s