Dom mieć?

Wyjeżdżając na Święta mówiłam parokrotnie, jak nie zdążyłam się ugryźć w język, „do domu jadę”; ledwie przyjechałam, oznajmiłam „ojej, mogłam suszarkę wziąć z domu”. To gdzie ten mój dom?

…i po…

Święta streszczone w trzech słowach: litewski miód, 50%. Już wiem, co oni na Olimpie popijali. No dobra, niech będzie, że jestem starą alkoholiczką, ale były momenty, że się nie dało bez tego. W Wigilię zadzwoniłam do przyjaciółki domu, trzy pokolenia z tamtej strony, dwa z tej, oczywiście niektórzy już nie żyją, ale wspomnienie tych lat, kiedy jej matka była naszą zastępczą babcią, nadal żyje. Dowiedziałam się, że właśnie czeka na karetkę z kaftanem, żeby zabrali jej córkę (rok ode mnie młodsza, w dzieciństwie byłyśmy nierozłączne), od 10 lat cierpiącą na cyklofrenię, i właśnie mającą ostry nawrót. Jakie życzenia składa się w takiej sytuacji? Odłożyłam słuchawkę i ze łzami retorycznie zapytałam co takiego uczyniła ta kobieta, że ma takie życie? Akurat takie wydarzenia są u niej na porządku dziennym; gdybym kiedyś spisała historię jej życia, czego z pewnością nie zrobię, to Hiob by zmartwychwstał i schował się w kącie, a mnie nikt by nie uwierzył. A po kolacji wigilijnej siedziałam godzinami w ciemnościach trzymając za rozpaloną łapkę własną rozhisteryzowaną siostrę, twierdzącą, że ona chce do Mamy. Szwagier mówi, że jest lepiej, i pewnie wie co mówi, ale mimo tego takie momenty mnie wykańczają. Ewolucja mnie na to nie przygotowała, nie mam nerwów ze stali.

Ale summa summarum było miło; zabrali mnie do posiadłości ziemskiej, którą właśnie nabywają, 12 km od Zalewu, półtora hektara sadu i pól i porzeczek i nawet prąd jest. Terminarz pobytu miałam rozplanowany co do godziny, obiad u jednej części rodziny, podejmowanie obiadem drugiej, wyjście do trzeciej, przybycie starego kumpla, robienie sushi, wizyta u jednych znajomych, wizyta u drugich znajomych…

Najładniejszy prezent dostała Józefina, mianowicie owiewki. Chciałam do niej od razu wrócić, żeby jej zademonstrować, ale mi nie pozwolili. Będę jeszcze musiała je zamontować, lekko mnie to przeraża. A jutro znowu w drogę, zdaje się, jeśli plany nie ulegną zmianie w ostatniej chwili.

Ufff

Zguba się znalazła, mogę już więc podziękować szczerze matce naturze za zimną krew, którą mnie obdarzyła, i poczuć atmosferę świąteczną.
choinkaChoinki, prezentów pod choinką, śniegu i uśmiechów!

choinka

Reisefieber i inne opowieści

Święta zapowiadają się wspaniale, właśnie się dowiedziałam, że jedna członkini rodziny nam przepadła. Jest w Polsce od jakiegoś czasu, miała się odezwać przed Świętami, nie odezwała się, komórka zgłasza się tylko pocztą, nie wiadomo za dobrze, gdzie jest, szukaj wiatru w polu… W swoim niezachwianym optymizmie mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i zguba odnajdzie się dziś, najlepiej przed moim przyjazdem do Warszawy, że tak egoistycznie stwierdzę.

Poza tym gorąco upraszam rodzinę dalszą i bliższą oraz znajomych wszelkiej maści (nie żeby tego bloga czytali, jeszcze tego by brakowało, ale może jakoś telepatycznie do nich dotrze), aby powstrzymali od składania pod moim adresem życzeń typu „i żebyś wreszcie znalazła sobie fajnego faceta„, ponieważ ja doskonale wiem, że tak naprawdę mają na myśli „i żebyś wreszcie coś ze sobą zrobiła, zadbała o siebie, nie marudziła, i przestała być taka wybredna!„. Racja bezsprzeczna, ale kto lubi, żeby mu o tym 24 grudnia przypominać. Zwłaszcza, że właśnie jednemu panu powiedziałam stanowcze nie, kiedy zadzwonił wieczorem ze zdecydowaną propozycją, że musimy oblać mój nowy komputer i on już przygotował wino na tę okazję… Fajna propozycja, i pan też fajny, cóż z tego, kiedy poniekąd nie mógł się zdecydować, czy woli mnie czy moją koleżankę; a może i mógł się zdecydować, tylko nie umiał jej tego werbalnie przekazać w sposób nie pozostawiający miejsca na wątpliwości, a ona dzieliła się ze mną tymi wątpliwościami nie wiedząc o składanych mi propozycjach, a ja takich sytuacji bardzo nie lubię. Ale to bardzo. Ja się nie nadaję do życia w tym świecie z moimi skrupułami, naprawdę.

Autentyk 100%

Idę ulicą. Stoi pan z karpiami w wannie.
Idzie pan bez karpia i pyta
– A po ile karpie?
– 12 zł. z cerfity… z certyki… z rodowodem!

* * *

Stoję na poczcie. Pan przy okienku mówi
– Poproszę znaczki xxx, tylko na jednym jest zły adres, i ja poproszę kopertę, żeby napisać dobry adres.
– Ale to ja mam tylko taką wielką kopertę – martwi się panienka z okienka.
– Ale macie tu takie koperty na takie większe kartki? – dziwi się pan.
– Tak, ale są razem z kartką.
– To ja poproszę taką najtańszą kartkę z kopertą – mówi pan z rezygnacją.

W pragnieniu

wprowadzenia nieco humoru na tego bloga zacytuję, com dostała dziś rano na gg, od tego pana (to 5 miesięcy temu było, od tego czasu slowa z nim nie zamieniłam).
W Nowym Roku życzę Ci 12 miesięcy zdrowia, 53 tygodni szczęścia, 8760 godzin milości, 525600 minut pogody ducha i 31536000 sekund wspaniałego seksu! składam przed świętami więc i ich Radosnych Zdrowych i Spokojnych
do tego mocne postanowienie poprawy – nie będę Cię już Więcej napastował, bo skoro nie potrafię przekonać do siebie, to dla Ciebie może być przykre
Pozostaję Jednak w swej niespełnionej fascynacji Tobą.
No i piknie.
Bardzo mnie intryguje, jakim cudem od dwóch tygodni wskaźnik poziomu benzyny ruszył mi się najwyżej od milimetr. Do tej pory tankowałam raz na dwa tygodnie. Nie jeździłam jakoś drastycznie mniej niż zwykle. Widzę trzy możliwości:
a) wskaźnik się zepsuł
b) Josephine ma voiture zaczęła jeździć na powietrze, ewentualnie na wodę, bardzo miło z jej strony, pewnie ze strachu przed biokomponentami w paliwach
c) nauczyłam się jeździć ekonomicznie (znaczy normalnie, a nie po mojemu).