Przepiszmy sobie cytat w ramach uwielbienia

„Powinien jej to wyjaśnić, poinformować ją, że ‚pełna świadomość’ odnosi się nie do stanu, w którym człowiek zachowuje się w sposób uważany przez siebie za właściwy, niezależnie od opinii publicznej, choć to ważne; nie do świadomości tak przenikliwej, że człowiek nigdy nie dopuszcza, by strach, próżność, pożądanie czy wygoda zwiodły go i oszukały, iż jego zachowanie jest szlachetniejsze niż w istocie, choć to już bliżej; chodziło raczej o jasne i permanentne uświadomienie sobie, że w gruncie rzeczy cała ludzka działalność to kosmiczny teatr; wielkie, głupie, epickie i efemeryczne przedstawienie, w którym zachowanie jednostki, dobre czy złe, to zwykłe odgrywanie roli, a najważniejsze jest po prostu wycofanie się i obserwowanie swojego występu nawet podczas gry. […] Zdaniem Bobby’ego człowiek to miał – bingo! – albo nie, żadne tłumaczenie ani akademicka rozprawa nie zgryzą orzecha.”
Tom Robbins

Jak sobie nastrój poprawiać

(lub próbować przynajmniej). Oczywiście udać się do hipermarketu, jeśli przypadkiem jest się kobietą, pod pretekstem, że trzeba kupić płyn do spryskiwaczy, bo wypsikał się był. Płyn do spryskiwaczy nabywa się na podstawie koloru i wyglądu butelki, ponieważ niestety nie można jej odkręcić i powąchać; czy w ogóle są robione promocje płynów do spryskiwaczy z degustacjami, znaczy wróć, chciałam powiedzieć z możliwością powąchania? A jeśli nie, to może ktoś by w końcu zauważył, że kobiety kupujące płyn do spryskiwaczy stanowią poważny procent klienteli i że chciałyby one jednak powąchać swój potencjalny nabytek?

Kupowanie płynu do spryskiwaczy trwa znacznie krócej niż opisywanie tego w notce, następnie oddajemy się poprawianiu sobie humoru (czynność z góry skazana na niepowodzenie), nabywając kompulsywnie między innymi cztery słoiki oliwek i trzy paczki makaronu. Oraz wypachniacz do powietrza Brise, od półtora roku wiedziałam, że w końcu go nabędę przy takiej właśnie okazji; ale teraz mi zabrakło pomysłu na rzecz absolutnie niepotrzebną, a absolutnie konieczną do nabycia w przypływie chandry, oczekuję propozycji. Oraz dwie pary majtek, z czego jedne z mikrofibry, ktoś chyba nie zauważył, że zima się skończyła, proszę pani. W trakcie łażenia po sklepie można również doznać olśnienia i odkryć, że brzuch nieustannie boli autorkę tych słów z powodu owulacji (owszem wiedziała ona od dwóch dni, że zaczyna jej się owulacja, na podstawie innych przesłanek, ale jakoś nie skojarzyła jednego z drugim, cóż).

A tak naprawdę to wyszłam z pracy pół godziny wcześniej, ponieważ kumpel telefonicznie powiadomił mnie z parkingu, że mój samochód przebywa nań z otwartą maską. I to nie był przedwczesny prima aprilis. Proszę nie okazywać mi politowania otwarcie.

Dobranoc

Mam własne mieszkanie w tym miejscu, gdzie był mój pokój w domu rodzinnym, wszystko sprytnie połączone przez genialnego architekta działającego tylko po tamtej stronie jawy. Spędzamy wspólny wieczór z Mamą i siostrą, takie zwykłe radosne bałaganienie domowe, jakieś kucharzenie, jakiś śmiech. Jest tam też mój facet, nikt znany mi w rzeczywistości (ma długie włosy, nigdy w życiu nie byłam z długowłosym facetem), który nieustannie mnie przytula. Jestem tak szczęśliwa, że niemal potrafię zwerbalizować to uczucie, jednocześnie bez żadnego pojęcia, że to sen. Budzę się z twarzą w poduszce, przez 700 milisekund jestem z rozpędu szczęśliwa, a potem dociera do mnie, że to był tylko sen i że znowu przespałam godzinę grania radia. Jest 8:20. Przecież nie mogę popełnić samobójstwa rano, przez następne dziesięć minut ta jedyna myśl obija mi się natrętnie o puste ściany czaszki, brzęcząc jak mucha. Potem budzi się duenia i mówi „atawistyczne pragnienie wielopokoleniowej rodziny? Przecież doskonale wiesz, że nie wytrzymałabyś z własną matką i siostrą miesiąca. Nawet gdyby. I jakie niby samobójstwo, ty bluźniąca kretynko?„. Ma rację. Ale dzisiejszy dzień może się już skończyć, jeśli o mnie chodzi.

Prawda o mej tożsamości

Bardzo interesującą reklamówkę dostałam na adres blogowy. Wygląda jak list od blogowicza i głosi „I teraz będzie chwila narcystyczna – zaintrygowałeś mnie, bo jesteśmy w sumie do siebie podobni. Geje z blogami, urodzeni w tym samym roku i do tego mający takie same zainteresowania.” Nie da się ukryć, przejrzeli mnie na wylot. Jestem gejem, tylko płeć nie ta.

Jak godzinę w weekend zgubić

a nawet kilka godzin, właściwie. Do Katowic pojechaliśmy na imprezę. Z racji niedospania (w piątek zleceniodawca trzymał mnie do 21 i jeszcze kazał myśleć) zaliczyłam zjazd, jak tylko goście zaczęli wychodzić, czyli o godzinie 4 nowego czasu, bardzo mi było głupio z tego powodu, za to załapałam się na łóżko (po przebudzeniu odkryłam zresztą, że w promocji było to łóżko z gospodarzem, ale nie takie rzeczy na imprezach się zdarzają). Za to byłam pierwszą osobą, która się poderwała do pionu i posprzątała całe mieszkanie. To taka autoreklama, jakby ktoś mnie chciał na imprezy zapraszać. Kolega P. domagał się, żebym się napiła i oddała mu kierownicę w drodze powrotnej, ale nie zgodziłam się, mimo zaufania, które do niego żywię. I słusznie, powrót wieczorem w promieniach słońca, ze wskaźnikiem prędkościomierza przekraczającym 160 (z górki dociągnęłyśmy do 180, dzielna Józefina) był rzadką przyjemnością. W drodze do Katowic było gorzej, padał śnieg, a wieczorem błądziliśmy nieco po obcym mieście w ciemności i strugach deszczu.

Przestawianie zegarów dostarczyło nam dużo perwersyjnej przyjemności, od 1 już nikt nie wiedział, która naprawdę jest, ponieważ wszyscy mieli sprzeczne opinie, a trzeźwych już wśród nas nie było. Kiedy wydawało się, że doszliśmy do ładu, gospodarz nagle zdumiał się „co wy mówicie, że do przodu przesuwamy? A ja przesunałem wszystkie zegary o godzinę do tyłu!„, i zabawa zaczęła się od nowa. Po schlaniu się Martini (krzywiąc się niemiłosiernie przy każdym łyku, nie znoszę bowiem tego trunku dość wyjątkowo, wino jednak się skończyło) dostałam głupawki na temat śmiania się z cudzych nazwisk, znanych mi notabene od ładnych paru lat. Głupawka była zaraźliwa. A mnie zaraz potem zrobiło się bardzo głupio, i zaczęłam wszystkich przepraszać. Mam niejasne wrażenie, że na kolanach, ale wolę tego nie pamiętać.

Kobiety rządzą światem

i nie jest to bynajmniej radosne odkrycie. Szef zgodził się wczoraj wypożyczyć projektor firmowy bez problemu, raz zresztą już pożyczałam, nic się nie stało, pismo oficjalne mam od sponsorów. A dziś dzwoni i oświadcza, że rozmawiał z kadrową, i że ona się niestety nie zgadza (nic dziwnego, baba jak tylko może, to utrudnia innym życie, taki model). I nie mam projektora. Musiał koniecznie z nią rozmawiać, ja pytam retorycznie?

Jak się testować

Testy na HIV są anonimowe, co dobrze brzmi, a zaczyna się od tego, że w poczekalni pełnej ludzi należy głośno oznajmić, że mianowicie przyszło się zrobić testy na HIV. Nie miałam odwagi spojrzeć w oczy nikomu z obecnych, mimo świadomości, że sama chęć zrobienia testu jeszcze o niczym nie przesądza. Potem dają do wypełnienia mnóstwo ankiet na temat seksu, narkotyków i igieł, a potem wbijają jedną z tych igieł, znaczy mam nadzieję, że jednak jakąś inną, w żyłę. Miałam ochotę uciec.

Pomysł łaził za mną od dawna, ale nigdy nie miałam odwagi. Stopniowo dowiadywałam się, gdzie jak i kiedy, myśląc, że kiedyś wykorzystam wiedzę. I nadal nie miałam odwagi. A po co mi żyć z tą świadomością w razie czego, myślałam. Będzie jak ma być. Dowiem się we właściwym momencie. Ostatnie siostrzane przejścia mnie zdeterminowały, uświadomiły, że takie rzeczy zdarzają się jednak również nam i naszym bliskim. I że jeśli… to przecież można się leczyć. Im wcześniej, tym lepiej. Od razu zapytałam, co dalej w razie pozytywnego wyniku, uzasadniając pytanie tym, że jak odbiorę taki, to będę w ciężkim szoku i nie będę rozumiała co się do mnie mówi. Zostałam wyedukowana. Nawet zdrowe dziecko można urodzić, co pozostaje na poziomie abstrakcji nieosiągalnym dla mnie.

Możesz nie odbierać wyniku, rzekłam do siebie wychodząc; oczywiście to zupełnie nie w moim stylu. Zawsze lubiłam dużo wiedzieć, to teraz będę wiedzieć jeszcze trochę. Nie wiem tylko po co, ale może kiedyś się dowiem.