Kobiet za kierownicą strzeż się

Należy unikać na drodze ds za kierownicą, jak pokazuje praktyka. Potrafi ona bowiem najpierw wlec się 50 na godzinę za autobusem, środkowym pasem trzypasmówki (gądowianka – dla tych co wiedzą o co chodzi), stwierdziwszy, że nie ma sensu go wyprzedzać. Następnie nagle, po skręcie w prawo, zobaczyć sens w wyprzedzaniu, dociągnąć do 90 na godzinę na trójce, zmienić energicznie dwa pasy wciskając się między dwa samochody i przekraczając linię ciągłą przy tym (ale przynajmniej użyła migacza) i przejechać na czerwonym świetle. Po czym, sama siebie się przestraszywszy, zwalnia i dalej się wlecze.
Ledwie zdążyłam wejść do pracy, a od razu zaatakowali wieścią hiobową, że właściwie to nieźle by było popracować w ten weekend. I to ostro popracować. 1 maja, święto pracy, nieprawdaż.

Jak kwiatki podlewać

Rośliny doniczkowe zwane popularnie kwiatkami podlewałam, odkąd sięgam pamięcią, czyli odkąd umiałam utrzymać w dłoni konewkę, zapewne. Kilka razy w tygodniu, z niezbędnymi przerwami wakacyjnymi i urlopowymi. Wydawać by się zatem mogło, że mam w tym nieco doświadczenia. Tym razem jednak gdy staję na stołku, nonszalancko wsadzam dziób konewki w splątane gałązki trzykrotki i równie nonszalancko podlewam, dziób niechcący zaplątuje mi się w gałązki i zanim jestem w stanie zareagować, delikatnie pociągnięta doniczka spada na podłogę przecudnym łukiem parabolicznym, dowodząc raz jeszcze prawa powszechnego ciążenia. Niewielka w sumie doniczka gdzieś w czwartym wymiarze mieściła w sobie mniej więcej 5 kilo świeżo zwilżonej ziemi, sądząc po stanie mojej kuchni. Wilgotna ziemia wraz ze szczątkami roślin i kamyczkami ze spodu pokrywa równo całą podłogę mojej kuchni, stołek, blat kuchenny, gazety, czajnik, kubek z herbatą i moje kapcie. Zamiatanie skutków nieszczęścia jest mało wydajne, ponieważ się maże (nie wiem czemu opcja pozostawić jak jest, aż wyschnie na piasek i wtedy odkurzyć nie trafiła mi do przekonania). Ścieranie na mokro wymaga wypłukiwania ścierki po każdych 10 cm kwadratowych. Następne sprzątanie kuchni jak odpocznę, gdzieś tak za 7 lat.

Nie wiem co, ale na pewno nie kobieta

Pod koniec dnia pracy kolega informuje mnie na gg, że ma 180 cd (z zawartością) do oddania, a właściwie do sprzedania po złotówce. Stawiam się więc w centrum miasta w sklepie zupełnie innej proweniencji, gdzie oczywiście okazuje się, że kolega musiał znienacka wyjść, więc jego kolega wpycha mi w ręce wielką foliową torbę wypchaną cdkami i stanowczo każe wziąć to do domu i przejrzeć, bo nie może się to odbyć w sklepie. Wytaszczam, przeglądam na murku pod sklepem (takich błędów ortograficznych jak żyję nie widziałam), wybieram, wracam, oddaję. Po wyjściu ze sklepu nagle dociera do mnie, że moje buty naprawdę nie nadają się już do chodzenia, a skoro już jestem w centrum, to niewiele myśląc niezwłocznie udaję się do sklepu pn. Ryłko. Jeden rzut oka na półki ujawnia, że interesujących mnie butów bez czuba i na obcasie średniej wysokości (6 cm) jest wybór ogarnialny ludzkim umysłem, a nawet moim, żądam więc swego rozmiaru, mierzę, płacę i wychodzę w nowych butach na nogach. A teraz proszę mi pokazać kobietę, która tak kupuje buty.

Wracam do domu, wyskakuję z butów i reszty odzieży codziennej, dżinsy wyskakują z szafy wprost na moje odnóża, zabieram rower, i kiedy wiatr przenika mnie do szpiku kości i wyciska łzy z oczu, na nowo godzę się z życiem i światem. Nawet z niebytnością na Mazurach w ten weekend, wychodzi bowiem na jaw, że byłabym szóstą osobą na małej sportinie. Lubię hardcore, ale są jakieś granice. Poza tym oczywiście tak naprawdę to chcę na morze. Tak, ta rozumna część mojej bogatej osobowości przypomina mi dokładnie: trzecia nad ranem, przenikliwy wilgotny ziąb, ciemność wokół, światła statków w oddali, siedzę skulona i przypięta szelkami do relingu, dłoń zlodowaciała zaciśnięta na rumplu, gapię się w kompas, nieustające huśtanie, mdłości czają się gdzieś na obrzeżu świadomości, ta noc się nie skończy. Tak, tego właśnie chcę.

Lepiej późno niż coś tam

Naprawiłam kodeki i takie tam, i obejrzałam z tej okazji „Lepiej późno niż później”. W oglądaniu filmów na kompie dobre jest to, że jednocześnie można robić jeszcze coś innego; ale naprawdę podobał mi się Nicholson spadający z łóżka. I mam do powiedzenia tylko tyle, że jak Keanu może namiętnie podrywać pięćdziesięcioletnie kobiety, to mógłby lepiej się zająć mną. Tak. Dobranoc.

Smaszno i smutcholijnie

Doła mam i nie zawaham się go użyć. Nie jadę na Mazury, bo wyszło w końcu, że byłoby tylko na weekend, plus dwa dni na samotny dojazd (dzień w tę, dzień w tamtą), czyli dzień urlopu trzeba wyszarpać, a dopiero co brałam. Kombinowanie z dojazdem do Warszawy i jechaniem stamtąd z rodziną też nie wychodzi, ze względu na wiadome zamieszanie w stolicy oraz inne uwarunkowania. Pływałam wczoraj w basenie przez półtora kilometra wyobrażając sobie żagle nad głową i robiło mi się coraz gorzej. Następnie udałam się do supermarketu na bezsensowne samotne zakupy (poszukiwałam wyciskarki do cytryn, nawet mieli, ale tylko do plasterków. Krojenie cytryny w plasterki tylko w celu jej wyciśnięcia nie było zachęcającą wizją. Za to kupiłam sobie mątewkę, tylko ze względu na nazwę) i zrobiło mi się całkiem źle. I zdaje się, że tak już będzie. Antologia „13 kotów” pomogła, ale tylko doraźnie i domiejscowo. W dodatku temperatura w domu spadła mi do 18 stopni i musiałam się przeprosić z ogrzewaniem, a dziś rano i tak obudziłam się z bólem gardła. Ile czasu może człowieka boleć gardło? Bo pojutrze miną dwa tygodnie od czasu, jak zaczęło. Jakby ktoś mógł mnie dobić, to poproszę, byle humanitarnie.

Refleksja taka o niezmienności

Rok temu (i parę dni, ale darujmy sobie drobiazgowość):
– nie siedziałam jeszcze nigdy za kierownicą samochodu;
– nie miałam własnego roweru;
– nie pływałam nigdy po morzu;
– nie znałam osobiście Misicy.

A na co dzień przekonana jestem, że absolutnie nic w moim życiu się nie zmienia. O.