Czuję się tak jak wyglądam, wyglądam…

…zabrakło mi adekwatnego porównania, bo nawet kot ze śmietnika by nie przywlókł czegoś takiego jak ja w obecnym stanie. Gdyby wczoraj odbył się Armageddon, mogłabym go przeoczyć. W pracy urywał mi się telefon i bezustannie ktoś coś ode mnie chciał, ja zaś w trakcie spełniania tych życzeń robiłam za mediatora, usiłując uratować świeżą miłość mojej przyjaciółki, zagrożoną gwałtownym krachem z powodu drobnego nieporozumienia. Porozmawiałam z obiektem tejże miłości, i kiedy jego wyjaśnienia mnie przekonały, porozmawiałam z drugą stroną, ryzykując zjedzenie i rozszarpanie pazurami; ale w końcu wszystko się udało. Jakbyście kiedyś potrzebowali negocjatora, aby zakończyć jakiś konflikt na skalę światową, to wiecie gdzie się zgłaszać. Przed pracą i po pracy odstałam swoje na dwóch pocztach (ponieważ do obsługi ds nie wystarcza jedna poczta, o nie – koniecznie muszą być dwie, jedna od paczek, druga od poleconych). Między pracą i pocztą a aerobikiem musiałam jeszcze koniecznie zahaczyć o bankomat, pod nim zaś stała Misica i wyraźnie na mnie czekała, chociaż patrzyła na mnie wzrokiem niemal morderczym. Zaraz wyjaśniła, że mnie nie poznała i była zła, że jakaś obca baba się na nią gapi (tego mi było właśnie trzeba, by mnie utwierdzić w przekonaniu, że ostatnio się gwałtownie zestarzałam). Potowarzyszyłam Misicy chwilę, po czym pognałam na aerobik, gdzie wycisnęli ze mnie siódme poty. A może piętnaste. Następnie pognałam do domu, gdzie miał mnie zaszczycić agent PZU i zabrać mi gruby plik banknotów w zamian za nader mglistą obietnicę niewielkiej rekompensaty finansowej w razie gdyby coś się przytrafiło Józefinie. Zanim agent zdążył dotrzeć, ja zdążyłam odebrać smsa od mego zleceniodawcy, którego sens brzmiał mniej więcej tak: „wyślij mi natychmiast to, co mi ostatnio wysłałaś, bo nie doszło”. Zdążyłam odpalić komputer, znaleźć i wysłać potrzebne pliki, załatwić sprawy z agentem, a następnie zażądać od niego, by mnie podrzucił na miasto, w planach bowiem miałam jeszcze tylko małą imprezkę z okazji przybycia do miasta koleżanki rezydującej na stałe w odległych częściach Europy. Imprezka udana nadzwyczaj; o 2:30 postanowiłam się zwinąć do domu i jednak przespać przed kolejnym dniem pracy. Doprawdy ogrom wykazanej silnej woli budzi mój podziw. Dziś rano na przebudzenie powiedziałam sobie „kobieto, jeśli zamierzasz w ten sposób sobie udowadniać, że masz nadal 18 lat, to ci się z całą pewnością nie uda”. Ale bywało gorzej, nieprawdaż.

No dobra, jeśli wczoraj był Armageddon, to powiedzcie mi o tym, bo sami rozumiecie – mogłam nie zauważyć, prawda?

2 thoughts on “Czuję się tak jak wyglądam, wyglądam…

  1. przesaaaadzasz z ta samocena. calkiem jeszcze dobrej baby to by na smietnik nie wyrzucili. :))
    szkoda, ze dopiero teraz wiem o Twoich zdolnosciach negocjacyjnych. o pare lat za pozno…
    jesli, przynajmniej na jakis czas, nie pijesz to po tej imprezie chyba nie jest tak zle. co? wyspisz sie i bedziesz jak nowa /18-tka:)) /

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s