I nadszedł koniec, czyli dramat na dwie osoby

Żeby mieć to już za sobą, prawie od progu rzucam do niego z udawaną beztroską
– Słuchaj, podlejesz mi kwiatki w przyszłym tygodniu?
A. patrzy na mnie z miną taką, jakbym mu właśnie oznajmiła, że pod domem wylądował statek pełen małych wrzeszczących zielonych ludzików, które twierdzą, że jest ich ojcem.
– A co, czyżbyś się gdzieś wybierała? – pyta z całkowitym zaskoczeniem, zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że za chwilę jest maj i ludzkość w większości korzysta z czterech dni wolnego.
– Tak. Na Mazury. – Już wiem, że to będzie krótki mecz.
– Ach – na jego twarzy pojawia się uśmieszek pełen złośliwej satysfakcji – więc jednak wybrałaś Mazury…
Mniej więcej tego się spodziewałam, ale w tym momencie coś we mnie pęka, bezpowrotnie, superglue już tu nic nie pomoże.
– Wybieranie, mój drogi, polega na tym, że ma się wybór. A jeśli się nie mylę, ty jakoś nie byłeś łaskaw zaproponować mi niczego innego. Więc o jakim wybieraniu mówisz, zechcesz może w tej chwili sprecyzować? – gdybym miała w zasięgu szklankę wody, zamarzłaby z trzaskiem. On chyba jest głuchy i ślepy, bo zamiast rzucić mi się do stóp wyciągając z kieszeni diamentowy pierścionek, brnie dalej, z głupawym uśmieszkiem
– Wiesz, nie ośmieliłem się nic zaproponować, bo przecież wiedziałem, że i tak wybierzesz te swoje żagle…

Przd chwilą zamrażałam głosem, teraz z kolei mam w środku swej osoby jakieś 3 tony wrzącego ołowiu, które bardzo chcą znaleźć sobie ujście. Ale duenia ma lepszy pomysł, w mojej głowie rozbrzmiewa z mocą dziesięciu megaton „co ty tu jeszcze robisz? WYJDŹ!”. I ja wychodzę. Wsiadam do samochodu i przejeżdżam pół miasta o wiele za szybko, łamiąc jakieś 50 przepisów, wściekła nieprzytomnie.

A potem nagle odczuwam taką ulgę, że zupełnie słabnę, i muszę zwolnić do 30, bo nie mogę utrzymać kierownicy. Więc to już koniec, i przestanę się stresować i przestanę się zastanawiać nad każdym wypowiadanym słowem i będę mogła robić to na co mam ochotę, bez pogardliwych pytań „a po co ci to”? Więc to naprawdę było takie proste? (Więc ja naprawdę znowu byłam tak potwornie głupia?)

To teraz muszę znaleźć kogoś do moich kwiatków.

20 thoughts on “I nadszedł koniec, czyli dramat na dwie osoby

  1. Człowiek sobie spokojnie czyta, uśmiech do siebie jak głupi, myśli dużo tego ale i tak nie ma co robić, aż tu nagle nowa notka i wcale nie wesoło…. Nie myśleć, nie zadawać pytań nie planować (co będzie to będzie) wyjechać i dobrze się bawić-kapito?

  2. ech.. „i tak wyginely mamuty”… natomiast jesli chodzi o kwiatki to ostateczna metoda jest nalac im troche zapasu do podstawek pod doniczki. zbiednieja ale przezyja. warto te wiedziec czy osoba, ktora bedzie podlewala w zastepstwie ma reke do kwiatow. jesli nie to zmarnieja tak samo jak w pierwszym przypadku.

  3. G -> zeby tak zupelnie wcale nie myslec i nie zadawac pytan trzeba by bylo przeleciec przez zycie (doslownie) jak w skeczu monthy pythona. heh :)) smieje sie na samo wspomnienie

  4. G. zamierzam się dobrze bawić. a nawet myślę, że właśnie teraz mi się to uda na pewno 😉

    dc. ale ja NIE JESTEM mamutem! (jeszcze nie) A opiekę do kwiatków znajdę…

  5. Czemu, zamiast po prostu zapytać czy podleję Ci kwiatki, robisz sceny na blogu? 😉 Podleję, tylko podrzuć mi klucze. No, chyba że ostatnio źle się nimi zajmowałam… 🙂 Wiesz, że nie mam serca do kwiatków 😉
    A te robaki w doniczce, to nie moja robota, ja je tylko zauważyłam 😉

    PS. Cholera, napisałabym, że mi przykro w związku z A, ale jak czytałam jak się męczysz w tym układzie, to w sumie czuję jedynie ulgę, że już po wszystkim…

  6. Misico, dzięki serdeczne, oczywiście pamiętam o Tobie – żadne sceny, to miała być taka klamra kompozycyjna dla notki 🙂

  7. niewykluczone, że będę na DOlnym Śląsku aż do czwartku (!), więc jakby co to również mogę kwiatki podlać 😉 wraz z Obywatelem.

    Gratuluję decyzji. Gratuluję 🙂

  8. no ja bym podlała, ale też wyjeżdżam- nad morze:D
    i moje podleje moja współlokatorka:)

  9. Jako wprawkę stylistyczną proponuję wyobrazić sobie, że osoby dramatu przypadkiem zamieniły się rolami. Jakie wtedy byłyby komentarze?

  10. M. – to znaczy jak zamieniły?
    że ds zachowywała się jak A. i została porzucona?
    że ds jest mężczyzną i porzuca kobietę, która zachowuje się jak A.?

    pytanie dodatkowe: co Cię tak gryzie w tej całej sytuacji?
    oraz: ja ciągle nie łapię tekstu z hodowlą, wytłumaczysz?

  11. Oczywiście thea, że odpowiem, skoro pytasz.
    Zacznę od pytania dodatkowego. Nic mnie nie gryzie, serio. Kolega A. ani mnie grzeje, ani ziębi, koleżanka ds również, z dokładnością do uzależnienia od czytania Jej bloga.
    Zamiana ról znaczy to, co znaczy: że to A. pyta o kwiatki, ds się dziwi, bo wcześniej delikatnie zasugerowała, że wolałaby spędzić ten weekend z nim, A. strzela focha, wybiega, jakby go furie goniły i pędzi przez miasto jak wariat autem, po czym oznajmia, że the game is over. Byłem ciekaw, czy ktoś zechce się zastanowić, jak wyglądałby jego komentarz wówczas.
    A tekst o hodowli nie był tekstem o hodowli, tylko o niskim poziomie drażliwości. Znalazłem to kiedyś na stronie jakiegoś hodowcy psów, było to uważane za wadę rasy, stąd skojarzenie.

  12. w prawdzie problem kwiatkow juz rozwiazany, ale podobno mozna tez do butelki nalac wody i wcisnac ja w doniczke, i ta woda wsiaka sobie i mozna kwiatki zostawic na dluzej… ale nie praktykowalam, bo nie stety u mnie w pokoju kwiatki nie chca rosnac, nadrabiam za to w pracy, a tu zawsze ktos jest i sie zdazy nawet ze jak poprosze to je popodlewaja jak mnie nie ma 🙂

    a co do scenki … no cozto nie jest dla mnie tak jasne ze to koniec… chyba ze dialog przedstawiony byl niekompletny 🙂 … i zostawilas sobie cos nas nie wtajemniczajac 🙂

  13. chciałam powiedzieć że NIE JESTEM MĘŻCZYZNĄ. (co za ulga)

    kocham Was baby za te oferty kwiatkowe i w ogóle :* (lumpiata, dlaczego Ty przyjeżdżasz, jak ja wyjeżdżam, no zgłupiałaś, aaa!)

  14. zmieniłam zdanie, jedziemy z Obywatelem do Krościenka.
    Wrocław zaliczymy, kiedy będziesz w domu 🙂

  15. Serdeczne dzięki za zignorowanie, od jutra jestem bez netu, nie spotkamy sie zatem na Mazurach i nie wznisiemy wspólnego toastu w Noc Walpurgii, trudno.

  16. przyrzekam, że już nigdy nie będę narzekać na prawowitego, przyrzekam, że już nigdy nie będę narzekać na prawowitego, przyrzekam, że już nigdy nie będę narzekać na prawowitego, przyrzekam, że już nigdy nie będę narzekać na prawowitego, przyrzekam, że już nigdy….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s