Domofon

Minęły dwa lata od czasu, jak mam Józefinę. Nikogo więc nie powinno zdziwić, że dokładnie w drugą rocznicę kupna samochodu w ramach jesiennych porządków znalazłam w schowku pasażera drugie dno. Można tam schować różne fajne rzeczy i mieć zdecydowanie więcej miejsca, niż się miało przez ostatnie dwa lata. Usprawiedliwiam się sama przed sobą, że ja przecież nie jeżdżę na miejscu pasażera, ale mimo wszystko chyba nikt mnie nie przebije.
Zaległam wczoraj wieczorem na kanapie z książką „Domofon” Zygmunta Miłoszewskiego, do której rzekłam sugestywnie, lecz bez specjalnej nadziei
– I żebyś mnie nie rozczarował… – godzinę później bałam się iść do kuchni, musiałam zapalić wszystkie światła w domu, a i tak dostawałam palpitacji na widok uchylonych drzwi łazienki. Nie jestem podatna na horrory, zazwyczaj mnie śmieszą. Z Kinga lubię tylko „Misery”, trochę „Carrie”, i oczywiście Levina „Dziecko Rosemary” (ale czy to na pewno horror?) Lovecraft mnie nudził, chociaż wychowałam się na dziewiętnastowiecznych opowieściach grozy i wszelkie przedwieczne demony oraz podobne chwyty znam na pamięć. Ale powieść Miłoszewskiego dzieje się tu i teraz, nawiedzony nie jest stary dom na odludziu, tylko najzwyklejszy blok na warszawskim Bródnie, i to nadaje temu horrorowi zupełnie nową moc oddziaływania. Bohaterowie to zwykli współcześni ludzie, którzy traktują opowieści o upiorach tak samo, jak ja bym je potraktowała, po czym nagle znajdują się w środku takiego koszmaru. Okazało się, że w Polsce można napisać znakomite czytadło i nie trzeba w tym celu przybierać anglosaskiego pseudonimu. Pod koniec trochę mu się sypie logika oraz akcja, ale czepiam sie bardziej z przyzwyczajenia niż z przekonania. Poważną pretensję mam tylko jedną. Autor najwyraźniej nigdy w życiu nie miał kaca (chociaż nie wiem jak to jest możliwe) bo tak opisuje postępowanie bohatera: obudził się, stwierdził, że ma monstrualnego kaca, wstał i poszedł do kuchni. Z monstrualnym kacem nie da się wstać i iść do kuchni, bardzo mi przykro. To mu odebrało trochę wiarygodności, ale mniejsza o to. Dawno nie było tak, żebym naprawdę się nie mogła oderwać od książki.

7 thoughts on “Domofon

  1. No nareszcie trafiłam na kogoś, kto mi podpowie, co czytać i dlaczego 😀
    Fajna jesteś, ds, lubię cię…

  2. alex, zarumieniłam się, dzięki 🙂

    goga, to Domofon spróbuj, jestem przyjemnie zaskoczona

    thernity, niebieska 😉

  3. boje się na samą myśl i za często siedzę sama w mieszkaniu żebym mogła takie rzeczy czytać

  4. moje Szczęście jeździło służbowym samochodem trzy lata, ale dopiero, jak go oddawał, bo wymieniali na inny, odkrył przypadkiem gdzie się włącza przeciwmgielne 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s