The joy of driving

Znów będzie o Józefinie, zostałyśmy bowiem zaciągnięte na kurs doskonalenia techniki jazdy. W ramach reklamy klub proponuje za 20 zł dwie godziny jeżdżenia, podczas gdy normalnie płaci się 200 i dostaje godzinę teorii plus 3 ćwiczeń. Niezły biznes, tym bardziej, że warunki do treningu akurat były świetne: marznące resztki śniegu i błoto. Zaczęliśmy od slalomu między pachołkami, przy czym ja najpierw twierdziłam, że w ogóle się nie zmieszczę między te pachołki, potem się upierałam, że nie dam rady mniej kręcić kierownicą, a na koniec nonszalancko przejeżdżałam między nimi czterdzieści na godzinę, ledwie dotykając kierownicy. Gdzieś po drodze instruktor pochwalił Józefinę (spróbowałby nie), mnie kazał się przysunąć z fotelem bardziej do przodu, więc teraz mam wrażenie, że jeżdżę z kolanami pod brodą. Następnie ćwiczyliśmy rozpędzanie się i hamowanie na coraz dłuższych odcinkach toru, przy czym ja się kłóciłam z instruktorem, że wolę hamować za wcześnie niż za późno, a on mnie przekonywał, że mam tu ćwiczyć wyczucie odległości, prawda natomiast leżała w moich nowych zimowych oponach. Już przy ostatnim okrążeniu facet sam się złapał w pułapkę każąc mi hamować już teraz, po czym ze zdumieniem stwierdził
– Przepraszam, to moja wina, ja naprawdę nie sądziłem, że pani się zatrzyma na tak krótkim odcinku…
Następnie jeździliśmy na luzie – instruktor twierdził, że jest to ćwiczenie, które świetnie wychodzi kobietom, i faktycznie miał rację. Choć nie wiem, na czym to polega. Na deser trenowaliśmy poślizgi, i za pierwszym razem, przyznaję, wrzasnęłam. Nie cierpię tego uczucia, kiedy traci się panowanie nad kołami, ale lepiej nie tracić wtedy również głowy.
Było to w sumie pouczające doświadczenie i zdumiewająco męczące 2 godziny za kółkiem. Kiedy zobaczyłam potem wieczorem swój samochód, który zdążył już wyschnąć, mało nie zemdlałam – cała Józefina miała gustowny kolor obeschniętego błotka. Dokładnie cała. Łącznie z lusterkami. W ogóle nie było widać lakieru spod błota. Natychmiast udałam się na myjnię, gdzie uprzedziłam, że mam naprawdę bardzo brudny samochód. Panowie uśmiechnęli się pobłażliwie, po czym jednak lekko pobledli widząc ten okaz nieszczęścia. Ale trzeba przyznać, że stanęli na wysokości zadania.

1 thought on “The joy of driving

  1. no to Ci zazdroszczę. Już od dłuższego czasu ostrzę sobie zęby na szkołę jazdy ekstremalnej, a tu najbliższa dopiero w Poznaniu:(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s