Czym nie popijać wina

Pierwszą noc urlopu, co było już dwa tygodnie temu, spędziłam u krakowskich znajomych, gdzie najpierw raczyłyśmy się z koleżanką czerwonym winem, butelka na dwie, panowie pili trunki mocniejsze. Następnie udałam się za gospodarzem do kuchni i zaproponowałam
– Wiesz co, chyba ta Metaxa to już ci niepotrzebna, uwolnię cię od niej… – gdyż w butelce było zdecydowanie mniej niż jedna trzecia. Otóż chyba nie zorientowałam się, że ocena na oko ilości trunku w butelce rozszerzanej u dołu może być mocno myląca, lub po prostu nie należy popijać Metaxą czerwonego wina, albo może coś z tą Metaxą było nie tak (ta wersja odpowiada mi najbardziej), ponieważ skutek dnia następnego był opłakany. Nie mogłam się zwlec z kanapy, gdzie umierałam na raty, a przecież musiałam dalej jechać. Dopiero po wyjechaniu z Krakowa w okolicach południa poczułam się lepiej, a ostatecznie życie mi uratowało zsiadłe mleko w Chłopskim Jadle. Ach, niezapomniany smak. Zaś Metaxa na mojej liście trunków nie nadających się do spożycia aktualnie zajmuje miejsce pierwsze.

Pierwszy raz w tym roku tak bardzo tęskniłam za domem… w każdym razie za tym miejscem, które nazywam domem. Było mi bardzo dobrze, i z całą pewnością myśl o powrocie do pracy napawała mnie niekłamanym obrzydzeniem, a przecież co jakiś czas łapałam się na myśli, że chcę już być w swoim domu. Siedzieć na kanapie, słuchać jednym uchem radia, i gotować sobie obiady. W końcu w niedzielę wieczorem wjechałam do Wrocławia, było ciepło i ulice jasno oświetlone, jechałam przez znane na pamięć kąty, przepełniona radością. A głos w mojej głowie spokojnie powtarzał „byłam tu szczęśliwa”. Ten głos zaczął się już godzić z nieuchronnością zmian, w przeciwieństwie do reszty mojej osoby.

Czytałam Murakamiego „Koniec świata”, taka fantastyka z thrillerem i horrorem pomieszana, najciekawsze były te fragmenty, gdzie opisywał potrawy japońskie i codzienne życie (uroczy fragment, gdzie bohater chce koniecznie wynająć fajny zagraniczny samochód, a nie te nissany i toyoty), reszta zaskakująco mało oryginalna. Właściwie nie wiem czemu spodziewałam się po Japończyku czegoś zupełnie odmiennego od naszych zachodnich powieści. Poprawiłam „Stukostrachami” Kinga, zazwyczaj za nim nie przepadam zupełnie, ale to się nawet dało przeczytać. Trzeba mu przyznać, że warsztat ma znakomity. Teraz do jogurtu śniadaniowego spożywam „Arcydzieła”, wybór opowiadań fantastycznych pod redakcją O.S. Carda, sporo z nich znam, ale wybór jest rzeczywiście interesujący. Przynajmniej do połowy każde jest lepsze od poprzedniego. Nowe tłumaczenie Ellisona „Ukorz się pajacu” jest natomiast oczywiście sporo gorsze od starego, może z wyjątkiem tytułu.

7 thoughts on “Czym nie popijać wina

  1. Jedną z zalet blogów jest to, że się można wiele nauczyć. Nie będę próbował Metaxy po czerwonym winie. 🙂

    Nieco ponad tydzień temu w supermarkecie natknąłem się na Arcydzieła. Też się nie oparłem. 🙂

  2. szyper – w supermarkecie!! :O ale ważne, że się natknąłeś i nie oparłeś 🙂

    zupa – akurat dziś wystąpiły nieprzewidziane problemy natury prawnej, więc ostatecznie nie wiem…

  3. mignona, na dwoje babka wróżyła 🙂 może sobie pożycz jako i ja uczyniłam?

    goga, Piekara! wiedziałam, że o czymś zapomniałam. to co czytałam, było bardzo bardzo, ale było tego o wiele za mało…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s