Weekend jak każdy inny

W piątek wieczorem wylądowałam w klubie, niestety z samochodem, to znaczy samochód zaparkowany był nieopodal, ja natomiast byłam w środku (klubu, nie samochodu) i nie spożywałam alkoholu w przeciwieństwie do wszystkich innych (osób, nie samochodów). Co nie przeszkadzało mi czuć się wyśmienicie, ale po długich i mętnych rozważaniach towarzystwo zdecydowało o przenosinach do domu (nie mojego, dodam). Najpierw jednak musieliśmy się zaopatrzyć w alkohol i tu wynikł problem, ponieważ okazało się, że całodobowy przy placu Legionów już nie jest całodobowy. Teraz jest 6-24. Świat się kończy, naprawdę. Zapytałam dramatycznie, czy przypadkiem panujący nam niemiłosiernie bracia K. wprowadzili prohibicję, gdy spaliśmy, ale nikt nie wiedział. (Ja nie wiem jak nocny przy pl. Legionów może nie być nocny, zawsze był! Naprawdę nie wiem, jak mam dalej żyć). Dobra, znaleźliśmy w końcu inny całodobowy, gdzie oczywiście od wejścia wyskoczyła na mnie Metaxa, ale jej nie kupiłam (dziwicie się?). Ukontentowałam się żubrówką. Dojechaliśmy do domowego celu, gdzie postanowiłam dogonić towarzystwo alkoholizujące się już od dłuższego czasu, w tym celu wlałam w siebie sporą ilość żubrówki duszkiem. (Stara i głupia, naprawdę, ja już niczego w życiu się nie nauczę). Pół litra na dwójkę to nie jest oszałamiająca ilość, ale wypita w przyspieszonym tempie zrobiła swoje, i około godziny 5 zalegliśmy wszyscy plackiem. Niektórzy na łóżkach, a ja na podłodze koło koleżanki. Pamiętam, że rzekłam „ja tylko tak na chwileczkę” po czym ocknęłam się gwałtownie i była 6:30 (obudził mnie kumpel gadający przez telefon, przy czym on twierdzi, że nic podobnego, ale myślę, że nie można mu ufać jako nietrzeźwemu). Czułam się zdecydowanie bardziej rześka niż chwilę wcześniej, a w mojej głowie imperatyw kategoryczny wrzeszczał, że natychmiast chce do domu, zagłuszając wszelkie inne myśli, więc nawet przemknęło mi przez głowę, że wsiądę w samochód i pojadę powolutku… ale mam fabrycznie wbudowany moduł zapobiegania głupim pomysłom, pojechałam więc do domu taksówką.

W ten oto sposób poszłam spać w sobotę o 7 rano i pierwszą falę kaca przespałam do południa; druga dogoniła mnie w autobusie, którym wracałam po samochód, nie wiem czy wiecie, że komunikacja miejska strasznie, ale to strasznie trzęsie i hałasuje. Odebrawszy porzuconą Józefinę pojechałam do knajpy, w samą porę, bo właśnie napadł mnie wielki głód pokacowy (moja dieta do 17 składała się z jogurtu, soku pomidorowego i mniej więcej pół kilograma ogórków kiszonych, jestem przekonana, że życie im zawdzięczam). Z knajpy zabrali mnie na kręgle, gdzie mieliśmy być godzinkę. Zapłaciliśmy 30 zł za tę godzinę w ramach promocji, i jak nam emocjonującą grę przerwało w połowie, bo się czas skończył (zawsze to robi) to koleżanka poszła negocjować, że chcemy jeszcze jedną godzinę. Dostaliśmy. Za darmo. A potem dostaliśmy jeszcze dwie. Za darmo. Nie mam pojęcia, czy właściciele zapomnieli, że żyjemy w czasach drapieżnego kapitalizmu, że tanstaafl i tak dalej, ale graliśmy w sumie ponad 4 godziny za te jedne 30 złotych, nie sądzę, żeby jeszcze kiedyś mi się tak udało. Jedną z ostatnich partii nawet wygrałam w pięknym stylu, 105 punktów, rekord życiowy. Poza tym było wesoło, zwłaszcza jak koleżanka uparła się rzucać szesnastką. Zaś w niedzielę w końcu odespałam, posprzątałam mieszkanie, w którym koty z kurzu zaczęły już się ganiać, i pojechałam do kina. Czy mógłby już być weekend, bo ja zdecydowanie muszę odpocząć..?

7 thoughts on “Weekend jak każdy inny

  1. oj, faktycznie sklep na Legionow od kiedy pamietam byl calodobowy :/ nie jest dobrze 😉

  2. No, faktycznie, przydałby Ci się ten weekend.
    Żal mi Cię, więc Ci go załatwię.
    Potrwa to jednak kilka dni, bo wiesz – masa papierkowej roboty, procedury, biurokracja…

  3. ja się właśnie relaksuje z książką w łóżeczku – o ile można się relaksować z 38 stopniami gorączki 😉

  4. aga, jest to tragedia i niesprawiedliwość dziejowa…

    szyper, może jakaś łapóweczka przyspieszy sprawę..? 😉

    laska, zazdroszczę, podziel się gorączką 🙂

  5. To jest ten plac z dużym skrzyżowaniem tuż za Ostrowem, tak?
    To ja tam kiedyś omc w buzię nie dostałam, bo panowie podbramni potrzebowali szybko kupic coć do picia, a ja się zastanawiałam co kupić, niepoważna jakaś.
    🙂
    Faktycznie skandal, taka zmiana godzin.
    Powinni przymaniej ogłaszać to w regionalnej, prawda?

  6. tak całkiem „tuż” za Ostrowem to on nie jest, trzeba jeszcze cały rynek objechać, ale duże skrzyżowanie jest. Możesz myśleć o jakimś sklepie w okolicach Hali Targowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s