Nigdy się do nich nie przyzwyczaję

Przechodzi Stephanie szybkim krokiem i nagle odwraca się i z emfazą wykrzykuje
– Antoine!
Ja podskakuję na krześle, Antoine zachowuje więcej spokoju, a Stephanie na wysokim c ciągnie
– Je t’ai vu ce matin? [czy już cię dziś widziałam?] – na co Antoine się zastanawia chwilę, po czym nieśmiało odpowiada, że chyba nie, więc Stephanie starannie artykułuje
– Bein alors, BONJOUR! – i biednemu Antoine nic innego nie pozostaje niż odpowiedzieć bonjour, a zadowolona Stephanie idzie dalej, spełniwszy obowiązek.
(A kiedy Jean-Pierre o poranku zbliża się do mnie – celem powitalnego ucałowania w oba policzki – gapię się na niego z miną zapewne morderczo nieprzystępną, kompletnie nie łapiąc o co mu właściwie chodzi, aż stropiony mówi, że możemy sobie dać buzi albo uścisnąć rękę, co wolę, więc zamieniam szybko minę pitbulla na minę „a bo ja z Polski jestem i w dodatku blondynka”. Ale i tak może chyba jednak cmok-nonsens polski wolę, wiecie, chociaż nigdy się nie spodziewałam, że to napiszę.)

8 thoughts on “Nigdy się do nich nie przyzwyczaję

  1. No, teraz, dzięki kwadratowym nawiasom, to ja rozumiem! Nie wszystko jeszcze, co prawda, ale tendencja jest prawidłowa. 🙂

    Jaki cmok-nonsens polski?

  2. mig, pewnie można, ale wiesz, między wronami trzeba krakać, czy jakoś tak, cóż, trzeba się dostosować…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s