O czym śnić, gdy deszcz

W moim śnie Voldemort ostatecznie zamordował Harry’ego Pottera na zakręcie malowniczej drogi górskiej, i wszyscy ludzie robili tam pielgrzymki, bo w ściśle określonych chwilach duch Harry’ego się tam pojawiał, a ja zrobiłam tam biznes, wiecie – parkingi, budki z lodami i kiełbaskami z grilla, pamiątki okolicznościowe i takie tam. Szkoda doprawdy, że na jawie nie mam takiej głowy do robienia kasy. Potem się obudziłam, była niedziela rano, i postała w mej głowie myśl, żeby dotrzeć w końcu na ten basen, lecz okazało się, że jest zimno i pada. Ktoś tam na górze mnie chyba nie lubi…

Anny było

Więc Skype przez 25 minut.
– …Sartre, de Beauvoir, nie warto żadnych teorii filozoficznych tworzyć, bo widzisz, taki Sartre się zupełnie pomylił, ale pojedź koniecznie do Maisons-Lafitte, i zrób nam zdjęcie, bo właśnie będziemy zaraz oglądać film o Giedroyciu, mają tam tablicę wmurować, a Piotrek to durnowaty jest, i nie będę ci przez telefon do Paryża mówiła żadnych szczegółów, a teraz będziemy mieć wakacje, do końca sierpnia, i pisz, koniecznie pisz takie małe felietoniki o Paryżu, albo wiersze pisz, pisz wiersze o Paryżu…

Nie potrafię o tym pisać w żaden zrozumiały sposób. Nie potrafię z nimi rozmawiać. Nie potrafię z nimi nie rozmawiać. Nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób można było coś takiego zrobić z własnym życiem, i to trzy osoby, trzy przecież niegłupie osoby. I jak można było coś takiego własnej córce zrobić. Z nadmiaru miłości? Z nadmiaru egoizmu? Doskonale wiem, że nie można nic zrobić, ale kompletnie nie umiem się z tym pogodzić. Czasem myślę, że najlepiej byłoby, gdyby umarli wszyscy troje jednocześnie, i nienawidzę się bardzo za te myśli, i dalej tak myślę.

– Ciotka zmarnowała jej życie – artykułuję wieczorem w samochodzie – żaden facet, który się pojawił, nie był wystarczająco dobry, a ona miała słaby charakter, słuchała mamusi – i wiem, jak strasznie głupio to wszystko brzmi i jak w żadnym stopniu nie oddaje tragedii, ale i tak gadam dalej – ona ma 50 lat, nigdy w życiu nie pracowała, nigdy w życiu nie miała faceta, ma za to schizofrenię, której nie leczą, bo udają, że nie ma problemu. Można z nią gadać tylko o malarzach i literaturze. Z nimi wszystkimi w ogóle tylko o tym można, mają własny zamknięty świat. Chciałabym kiedyś przestać myśleć, co się stanie, jak jedno z nich umrze, ale nie potrafię…

A w przyszłym tygodniu Londyn

Pokłóciliśmy się z eMem trzy dni temu dość spektakularnie, bo ja wprawdzie nie z tych co się czepiają skarpetek pod łóżkiem oraz podniesionej klapy, natomiast jak o 22 godzinie nie ma ani w domu faceta ani w telefonie żadnej informacji o przewidywanej godzinie powrotu, to mnie szlag nagły trafia i nie odpuszczę. Wiem, ONI nieodmiennie uważają to za zamach na swoją wolność: żywo mam w pamięci, jak moja siostra tresowała swojego obecnego małżonka, a on w tej kwestii potrafił dokonać niemało (kiedyś szukała go nie tylko ona, ale również cała rodzina oraz firma, on tymczasem spał twardo we własnym domu). Całkowity brak zrozumienia dla faktu, że druga osoba się zwyczajnie niepokoi, ponieważ wypadki się ludziom jednak zdarzają. Powrócony eM oczywiście się nadął i usiłował mi wmówić, że rozładowany telefon jest wystarczającym usprawiedliwieniem, ale nie dałam się przekonać. Ostatecznie przyznał mi rację (następnym razem zobaczymy, czy faktycznie coś dotarło) i w ramach przeprosin znienacka zadzwonił następnego dnia w południe, żebym z nim poszła na lunch. Pracujemy aktualnie daleko od siebie, i nie ma możliwości przedrzeć się przez permanentne korki paryskie w rozsądnym czasie, ale pomyślałam, że pewnie coś załatwia i jest gdzieś w pobliżu. Zaskoczył mnie całkowicie, kiedy okazało się, że przyjechał na motocyklu pożyczonym od kumpla. Swoją drogą ciekawa jestem, kiedy tu będzie tyle motocykli na drogach, że one też się zakorkują…

Aaa!

– A ty potrzebujesz wizy do Londynu.
– Od dwóch lat Polska jest w Unii Europejskiej, nie potrzebuję żadnej wizy.
– Ale Londyn nie jest w Schengen.
– Ale jesteśmy w Unii Europejskiej, i Anglia otworzyła dla Polaków rynek pracy… w przeciwieństwie zresztą do Francuzów.
– Ale Samuel ma podwójne obywatelstwo, zgubił francuską kartę tożsamości i musiał wyrabiać wizę.
– Polska. Jest. W. Unii. Europejskiej. Od ponad dwóch lat. Nie ma żadnych wiz.
– Ale wiesz, z Londynem to różnie bywa, lepiej sprawdź.
– … (Aaa!)

Syndrom

Ewidentnie mam syndrom mieszkanki stolicy. Za każdym razem, kiedy szukam czegoś na mapie Francji, wpisuję ulicę lub stację, i zawsze zapominam o mieście, więc mapa mi przypomina uprzejmie, że będzie jeszcze wdzięczna za podanie miasta lub kodu pocztowego, na co ja się oburzam, że Paryż nie jest domyślny, przecież powinien…
Poza tym od wczoraj siedzę na 19 piętrze z widokiem na Défense oraz inne fragmenty Paryża i jest tak fajnie, że nawet nie chce mi się pisac bloga, praca znacznie ciekawsza…

Piscine czyli basen

Kiedy już eM przebolał, że obudziłam się o 10 rano (jak mam kaca, to nie mogę spać, a kaca miałam, bo przyjechali polscy znajomi na weekend i trzeba było oprowadzać po knajpach, degustować wino i takie tam męczące obowiązki wieczorno-nocne), zapytał czy chcę iść na basen. No ba. Zgarnęliśmy rzeczy i pojechaliśmy. Ujechaliśmy z kilometr, a tu znienacka zagrodzona droga. Pojechaliśmy naokoło 5 km, też zagrodzone. Pojechaliśmy jeszcze bardziej naokoło, a tam jeszcze bardziej zagrodzone. Dojechaliśmy już prawie do Polski, a tam znów zagrodzone i do basenu nie da się nijak dojechać. Wróciliśmy do domu, zabraliśmy rzeczy z auta i ruszyliśmy pieszo, a tam Tour de France (to dlatego drogi zagrodzone). Przedarliśmy się przez tłum, przeszliśmy jakieś 5 km w klapkach, a było nas w sumie 4 osoby, wszyscy pozostali mieszkający we Francji znacznie dłużej ode mnie, ale dlaczegoś tylko ja wysnułam przypuszczenie, że basen będzie zamknięty z powodu Tour de France… Jak łatwo się domyślić, był istotnie zamknięty (przecież mnie już Francuzi niczym nie zaskoczą).

Panna z mokrą głową

Mógłby ktoś mnie uszczypnąć, bo zdaje się, że jeszcze się nie obudziłam. Chociaż śniła mi się bardzo przyjemna plaża, morze, fale, a teraz to jakiś koszmar…

Nieustający upał wygrał ze mną w kwestii klimatyzatora, który włączony jest całą noc, ja śpię z zatyczkami w uszach, wskutek czego oczywiście nie słyszę rano budzika, eM też go nie słyszy, bo klimatyzator zagłusza, więc od trzech dni spóźniamy się radośnie do roboty. Ja w dodatku z mokrą głową, bo przecież nie będę tracić czasu na suszenie w taki upał. Na razie nie mam z tym problemu, ale od poniedziałku zaczynam poważny kierat w tych wieżowcach na Defense, więc przynajmniej przez pierwszy tydzień będzie chyba wypadało stawiać się o jakiejś przyzwoitej porze. Oczywiście w kwestii wyjazdu do Londynu nic jeszcze nie jest ustalone, nieustająco uwielbiam Francuzów. W każdym razie właśnie spędziłam pół godzinki patrząc im w oczy i powtarzając, że przejazd Eurostarem w tę i z powrotem jest tańszy niż trzy noce w hotelu w Londynie, więc na weekendy muszę wracać do Paryża, bo to jest tańsze i bardziej sensowne. Mam nadzieję, że udało mi się dotrzeć do ośrodków decyzyjnych w ich mózgach, o ile jakieś w ogóle mają.

W zasadzie to ja tu przyjechałam, żeby coś się działo, więc jak zwykle – jak się zaczyna dziać, to najchętniej schowałabym się w jakieś ciasne ciemne miejsce (może być koja dziobowa na carterze, bardzo proszę) i żeby nikt ode mnie nic nie chciał, tak? Bądźmy szczerzy, przecież ja się kompletnie nie nadaję do tych wieżowców na Defense oraz jeżdżenia Londyn-Paryż. Czy naprawdę ci wszyscy ludzie są ślepi? Jedyna nadzieja w tym, że po dwóch tygodniach się na mnie poznają i z pogardą odeślą mnie do Polski, gdzie znajdę sobie jakąś cichą przytulną norę i będę tam siedzieć.