Tate

Krzywiłam się, kiedy pani laska namawiała mnie na Tate Modern, ze sztuką współczesną nigdy nie było mi bowiem po drodze. Jednak uznałam, że może w końcu powinnam zrozumieć, dlaczego ich nie rozumiem. To była pouczająca wizyta. Modern to w tym przypadku po roku 1900, takie precyzyjnie wyznaczone kamienie milowe nigdy się nie sprawdzają w sztuce, bo przecież nie jest tak, że z wybiciem godziny 12 i nadejściem nowego wieku oni nagle zaczynają inaczej malować, pisać, komponować, ani nawet inaczej kochać, marzyć i cierpieć. Cezura oznacza, że mamy tam oczywiście Dalego, którego uwielbiam bez zastrzeżeń i nawet potem uzasadnię dlaczego (swoją drogą, to właśnie Dalego jest najbardziej moim zdaniem genialny obraz wszech czasów, który udowadnia bezsprzecznie, że w XX wieku można było namalować klasyczny obraz o tematyce najbardziej oklepanej przez ostatnie dwa tysiące lat, który jest absolutnie oryginalny i zapiera dech w piersiach, mam na myśli Christ of St. John of the Cross, którego jednak w Tate nie ma), oraz Magritte’a, o którym nieraz już tu było (w Tate jest śliczny obrazek przedstawiający cztery kadry z tego samego pokoju, niczym się nie różniące, oprócz tego, że na pierwszym kadrze siedzi człowiek na krześle, a na pozostałych go nie ma). Niestety mamy też na przykład Pollocka, i tutaj już zaczyna się okres w sztuce, któremu odmawiam racji bytu, nie przemawiają bowiem do mnie splątane linie i czerwone prostokąty na brunatnym tle, które podobno należy kontemplować. Potrzebowałam jednak tej przebieżki po National Gallery i obejrzenia ewolucji malarstwa, żeby zaczęło mi świtać. Kiedy namalowali już wszystkie tematy widoczne częściej lub rzadziej dla oczu ludzkich, kiedy wynaleźli już tysiące nowych technik, zaczęli eksplorować własne umysły, podświadomość, próbowali śledzić procesy myślowe (to oczywiście nie wzięło się znikąd, były nowe prądy filozoficzne, Freud i koledzy, zmiana obyczajowości, ale pomińmy to, bo za chwilę mi wyjdzie podręcznik sztuki współczesnej, a doprawdy brak mi wiedzy ku temu). Dali i Magritte robili to samo, tylko ja z nimi jestem kompatybilna, śnię w kolorystyce Dalego i doskonale rozumiem obsesyjną symbolikę Magritte’a. Ktoś inny zapewne ma w głowie zamotane linie Pollocka i inne czerwone kwadraty na brunatnym tle. Niech będzie. Tym niemniej, kiedy widzę trzy kolorowe plamy i objaśnienie głoszące, że czerwień podkreśla odcień granatowego, a żółty symbolizuje, i tu następuje ciąg słów siedmiosylabowych nie mających sensu ani osobno ani razem, to prycham i odchodzę z pogardą, to się nie zmieni.

Co mnie ruszyło w Tate Modern: nasz Sasnal, oprócz patriotycznej dumy to jest bardzo dobry obraz, który udowadnia, że w XXI wieku można jeszcze namalować zrozumiały obraz i mieć coś do powiedzenia. Pani nazwiskiem Susan Hiller, która w tekturowych pudełkach formatu A4 gromadzi rozmaite przedmioty (jest tam na przykład sól z Wieliczki, malowane glowy lalek albo woda z różnych rzek) i je starannie kataloguje, tworząc archiwum osobiste. Po obejrzeniu kawałka początkowy sceptycyzm przeradza się w zrozumienie, a potem w podziw, jej bowiem naprawdę udało się stworzyć coś na kształt poezji materialnej, a przy tym nie ma tu żadnej egzaltacji. Jest próba ocalenia od zapomnienia fragmentów własnego życia, o co przecież w każdej sztuce od początku chodzi i co każdej blogującej osobie powinno być bliskie. Juan Muñoz i jego wisząca figura, nawiązująca do cyrkówki Degasa, widzianej przez mnie dwa dni wcześniej w NG, i która jest przerażająca, chociaż nie ma w niej obiektywnie niczego strasznego. A przecież kiedy przypadkiem powtórnie trafiłam do tej sali, mało nie wrzasnęłam ze zgrozy. Jego też cudowna rzeźba siedmiu facetów siedzących na ławce i zaśmiewających się z czegoś niewiadomego, czarująca i niepokojąca. Nazwisko do zapamiętania, ja chcę się koniecznie dowiedzieć, co on jeszcze zrobił. Thomas Schütte i jego przedziwne „rzeźby” z plasteliny, przedstawiające dwóch facetów w wieku mocno średnim, powiązanych ze sobą, o bardzo bogatej mimice. Są do kompletu ich fotografie, któe odpowiednio oświetlone i upozowane robią jeszcze bardziej niesamowite wrażenie. Opis sugeruje wymowę polityczną, ja jednak natychmiast pomyślałam o czekających na Godota Vladimirze i Estragonie, i zaczęłam nawet wyobrażać sobie inscenizację sztuki z wykorzystaniem tych dzieł Schüttego.

Z innych ciekawostek jest krótki film o mieście Tirana, które tonie w błocie i biedzie, i którego mieszkańcy malują pudełkowate bloki na żywe kolory; instalacja z czterech lustrzanych sześcianów, niestety nie można było wejść między nie, co trochę odbierało jej sens istnienia; wielkie jajo wypolerowane w środku i przecięte, w środku powstaje kolumna światła, która jest właściwą rzeżbą, całkowicie niematerialną; dokumentacja przedziwnego happeningu pewnego Amerykanina, który przez trzy kolejne weekendy zanosił do pobliskiej galerii zawartość jednego swojego pokoju czy też kuchni, po czym chodził po potrzebne mu przedmioty do codziennego życia, a po użyciu odnosił, skrupulatnie odnotowując. Otworzyła mi się przy tym buzia szeroko, ponieważ po pierwsze mnie by się NIE CHCIAŁO, po drugie wcale jednak nie miałabym ochoty wystawiać swojego życia na widok publiczny (robię to tutaj przy pomocy słów od ponad czterech lat, ale to jednak coś trochę innego) (więc, idąc dalej, w jego pojęciu Big Brother byłby też sztuką… to głupia i złośliwa konkluzja, przyznaję), po trzecie mnie by się nie chciało i dostałabym szału po czterech godzinach takiego zanoszenia i odnoszenia, po czwarte pomysł był tak idiotyczny, że aż interesujący. Jak Big Brother prawie. Przypomniała mi się przy okazji baba, o której kiedyś w Obcasach czy innym Formacie było – po jej śmierci rodzina odkryła, że latami opisywała szczegółowo swoje życie, ileśtamset zeszytów zapisanych w stylu „na obiad zrobiłam to i to, przyszedł ten i ten, położyłam się, usiadłam, wyjrzałam przez okno, poszłam spać”. Skóra cierpnie, Oczywiście nie mam prawa marudzić, bo piszę bloga i to bardzo dużo, więc może za parę lat też będę takie notatki prowadzić, ale bardzo proszę mnie zabić, gdyby miało do tego dojść. Poza tym w Tate dużo innych przeżyć, Picabia i Chirico, i przedmioty surrealistyczne Man Raya, Picasso i Chagall, i neorealiści późniejsi, ale ileż można pisać o malarstwie, to ma tyle samo sensu co malowanie o literaturze. Po wyjściu w nagrodę dostajemy Millenium Bridge nad Tamizą, czyli śliczna subtelna kładeczka tylko dla pieszych, niezapomniany z niej widok na św. Pawła, a w ogóle niewiarygodna jest ilość dźwigów widzianych z brzegów Tamizy, ale i tak to miasto jest ciągle z XIX wieku.

Teraz pragnę wszystkich esejów Herberta. Ech.

6 thoughts on “Tate

  1. ds czy Ty przypadkie, nie pomylislas zawodu? Krytykiem jakims bys zostala albo co, ludzie by skorzystali 🙂 ja w kazdym razie dziekuje 🙂
    buziaki po indonezyjsko-malezyjsko-hongkongowe

  2. A jak życzysz sobie umrzeć? Bo ja się dziś przy goleniu zastanawiałem, jak długo po dekapitacji człowiek, a właściwie jego mózg, jeszcze widzi, słyszy i rozumie, jeżeli w ogóle.
    Może by tak więc połączyć pożyteczne z pożytecznym i przy okazji taki eksperyment zaplanować? Stałabyś się sławna pośmiertnie! To co, piszesz się? 😉

  3. kaja, nie kombinuj 😉 masz zdjęcia indonezyjsko-malezyjsko-hongkongowe?

    szyper, po pierwsze przetestuj to na sobie, mnie na sławie nie zależy; po drugie mogę Ci powiedzieć, ani pół sekundy, bo przerwanie rdzenia kręgowego powoduje natychmiastową śmierć i zanik przetwarzania bodźców.

  4. Dali jest jedynym malarzem, którego nie cierpię. Magritte’a uwielbiam.
    Szalenie zazdroszczę tego zwiedzania.

  5. Dali mnie odstręczył trochę pazernością i masową produkcją swych dzieł sztuki, coby się więcej nachapać.

    szyper, a wiesz, jak umiera karaluch, któremu się łeb utnie ? tak słyszałam gdzieś to lata całe temu, i zapomnieć nie mogę…
    no więc, taki karaluch umiera… Z GŁODU… bo juz nie ma otworu gębowego, czy czego tam, żeby jedzenie pobierać…
    take tam off topic 😉

  6. Bałabym się napisać notatkę o sztuce. Bałabym, że coś palnę, że się zbłaźnię, albo coś.
    Albo, że mi słów zabraknie, nie wiem.
    Tobie wyszło, ale nadal – ja bym się nie odważyła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s