Melancholia i nostalgia

to dla mnie wyłącznie hasła w słowniku. Nie nadaję się do malowniczego siedzenia na parapecie i zamyślonego patrzenia w dal, nie ja przeglądam stare listy, białe zeszyty ani żółte kalendarze, nie ja popadam nad nimi w sentymentalną zadumę. A jednak i mnie zdarza się, prozaicznie poszukując czegoś na twardym dysku, natrafić znienacka na katalog z wakacyjnymi zdjęciami sprzed lat ponad pięciu. Robiła je moja koleżanka, która chyba inaczej widzi świat niż przeciętni ludzie, bo jeszcze nigdy w życiu nie wyszło jej żadne zdjęcie. Wtedy mogła jeszcze być usprawiedliwiona posiadaniem jakiejś starej radzieckiej smieny, ale gdy jej dać do rączki nowoczesną japońską idiotenkamerę, która fotografuje całkiem samodzielnie, w efekcie również uzyskuje się wyłącznie różnorodne rozmazane plamy i smugi.

Obejrzałam sobie więc kilkadziesiąt zdjęć przedstawiających rozmaite zamglone sylwetki czy krajobrazy o kolorystyce mocno dowolnej, prześwietlone lub niedoświetlone; i dokładnie sobie przypomniałam, jakie to były cudowne wakacje. Moje małżeństwo się właśnie rozpadało, świeżo pozwoliłam sobie w końcu na zdjęcie mentalnej żałoby po Mamie, jak ostatnia idiotka pakowałam się w romans, z którego nie mogło wyniknąć nic dobrego, za cztery miesiące miałam kupić własne mieszkanie, chwilę potem zacząć samotne życie, rok później założyć blog… Na tych okropnych nieostrych zdjęciach nawet przez mgłę nie widać tego wszystkiego. Jest na nich roześmiana dziewczyna, zdumiewająco młoda i zaskakująco jak na mnie szczupła, która oczywiście nie ma pojęcia, jaka przyszłość ją czeka, i zupełnie się tym nie przejmuje. Obok mnie K, który chwilę później wyjedzie do nielegalnej pracy w Stanach, gdzie nikogo nie będą obchodzić jego skończone studia ani liczne talenty i gdzie uparcie będzie walczył o coś nienazwanego, gorzkniejąc jeszcze przed trzydziestką.

Jedno z najpiękniejszych moich zdjęć wakacyjnych przedstawia rozmazane źdźbła niejasno żółtawej trawy na pierwszym planie, kawałek dalej całą naszą niewyraźną czwórkę w kostiumach kąpielowych (domyślam się, że się wszyscy uśmiechamy), białawe niebo nad nami, i niepewny trójkąt, który musi być wodą. Gdyby miało pocztówkową ostrość i kolory, ani w jednej dziesiątej nie przywołałoby tych żywych wspomnień. Patrzyłabym tylko na różne swoje krosty, wałki tłuszczu i krzywą minę, nie widząc tego, co to zdjęcie naprawdę przedstawia.

8 thoughts on “Melancholia i nostalgia

  1. Superekstra.
    Chyba nie jestem zbyt bystra, skoro dopiero teraz dotaro do mnie, że masz za sobą jakieś małżeństwo, eeee…
    (ślini się i robi zeza)

  2. Nieostre zdjęcia kojarzą mi się właśnie z odległym wspomnieniem. Tak jak pamiętam buzie swoich przedszkolnych przyjaciół. Zamglone.

  3. mignona, wspominałam o eksmężu parokrotnie, ale dość przelotnie i bez emocji 😉 możesz nie pamiętać i nie musisz się ślinić 😉

    małgośka, a jeśli się nałoży zamglenie własnej pamięci z zamgleniem zdjęciowym, to uzyskuje się całkiem miły efekt…

    szyper, w imieniu autorki dziękuję za zrozumienie intencji przyświecających kompozycji tej notki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s