Mitomania

Trafiłam przypadkiem na wątek zaczynający się od żali, że ukochany okazał się wyjątkowo obrzydliwym patologicznym kłamcą. Przede wszystkim skłamał dziewczynie, że jego żona i dziecko zginęli w wypadku samochodowym cztery lata wcześniej, podczas gdy rzeczeni nieustająco cieszą się życiem. Przypomniało mi to dwóch mitomanów, których znałam. Streszczę dla tych, którym się nie chce czytać odnośnika: mitomania to jednostka chorobowa, oni przynajmniej częściowo wierzą w to, co opowiadają, nie są w stanie odróżnić swoich wyobrażeń od rzeczywistości. Kłamią nie w celu osiągania wymiernych korzyści, tylko z przymusu wewnętrznego.

Jeden „mój mitoman” był ojcem przyjaciółki mojej siostry, nasze matki się lubiły, więc historię znałam dość dobrze. Przy okazji był niezłym dziennikarzem, który skończył karierę raczej gwałtownie po tym, jak sfingował swoje własne porwanie. Wcześniej miewał liczne procesy o to co napisał, bo wprawdzie napisane było ślicznie, ale prawdy w tym była ledwie szczypta. Potrafił również całej rodzinie opowiedzieć, że właśnie leży w szpitalu ze świnką z komplikacjami; bliscy rwali włosy z głowy i jechali go odwiedzić, po czym okazywało się, że takiego pana w szpitalu nie ma. Wtedy nie ogarniałam jeszcze całości, wydawało mi się to dość zabawne, dopiero teraz myślę, że jego żona musiała przejść piekło. Był oczywiście przystojny i elokwentny, więc pewnie na początku sądziła, że pana boga za nogi złapała (ona sama urody nieszczególnej). Potem zapewne stopniowo coraz bardziej ją irytowało, że na małżonku zupełnie polegać nie można; w końcu bolesna prawda zaczęła do niej docierać. W czasie kiedy moja siostra poznała swoją koleżankę (o ile się nie mylę, to było na początku podstawówki), jej rodzice chyba zaczęli się już rozwodzić, ale ta sprawa trwała bardzo długo i była ciężka, jako że pan mąż oczywiście jej nie zamierzał ułatwić. Tuż po osiągnięciu dorosłości córka zmieniła sądownie nazwisko, żeby jej nikt z tatusiem nie kojarzył. To chyba najwymowniejszy komentarz do sprawy.

Wiele lat później moja koleżanka opowiedziała mi o swoim facecie, i to zabrzmiało dziwnie znajomo. Mówił jedno, robił zupełnie co innego, w okolicznościach absurdalnych. Powiedziałam jej wtedy co wiem o mitomanii, i ostrzegłam, żeby się raczej trzymała z daleka. Mitomani jednak potrafią być niesłychanie przekonujący (prawdopodobnie dlatego, że święcie wierzą w to, co mówią). Po jakimś czasie wróciła do niego, „bo takie piękne wiersze jej pisał”. Straciłam z nią kontakt, nie wiem, co było dalej; mam nadzieję, że zdążyła się wyzwolić z tego związku, zanim było za późno.

Schizofrenia paranoidalna ma nieco podobne objawy – chory ma urojenia nieraz niezwykle wewnętrznie spójne i rozbudowane, również święcie w nie wierzy. Różnica jednak jest prosta – w przypadku schizofrenika nawet laik zorientuje się natychmiast, że coś jest mocno nie w porządku. Mitomana nie da się wykryć bez pomocy faktów. Strach pomyśleć, ilu ich jest wśród nas… a ilu pisze blogi?

19 thoughts on “Mitomania

  1. No, i piszą na blogu, że im piesek wpadł pod samochód, my wszyscy płaczemy, a oni nawet nie mają pieska. ;-/
    Mnie się akurat nie trafił mitoman, tylko zwykły kłamczuch.

  2. Nie no najlepsze z takich blogowych jazd, to jest odwrócenie kota ogonem, topienie czarownic i publiczne etykietki – najlepiej poparte ubraną w mądre słowa argumentacją nie do zbicia czyli ‚udowodnij, że nie jesteś wielbądem’ – nikt delikwentowi nie wierzy a sami jesteśmy na tle wszystkiego super czyści jak Mr. Propper. jest to na pewno jakiś sposób na nudę i zwiększoną poczytność bloga.

    Ja osobiście ponoć jestem i mitomanem i kłamcą. dwa w jednym. czasem to nawet bym chciała. zaoszczędziłabym przynajmniej na wódkę i ewentualnych gachów. kiedyś bolało dużo bardziej, teraz już jest to raczej temat do anegdot. zwłaszcza przy okazji spotkań towarzyskich. Choć nie spływa nigdy.

  3. W pierwszej klasie liceum miałam taką koleżankę, parę lat starszą, z życiem ogromnie skomplikowanym, ale jakże barwnym.
    Wierzyłam jej, kibicowałam, po cichu marzyłam, żeby przeżyć coś choć w połowie równie interesującego.
    Śpiewała ponoć w Piwnicy pod Baranami z Jackiem Wójcickim, który się w niej zakochał na poczcie. W wyniku dziwnych urzędowych zawiłości i strasznych zbiegów okoliczności okazało się, że są małżeństwem. Było to głównie za sprawą pani Wójcickiej-matki, która obłąkańczo dążyła do połączenia na zawsze dwojga młodych. Koleżanka moja miała straszliwy dylemat, bo przecież małżeństwo cywilne wykluczało przystępowanie do komunii. Pamiętam, że odbierała jakieś rozpaczliwe telefony, podobno z Piwnicy, że Jacek nie wystąpi, jeśli jej nie będzie na widowni – i w ten deseń. Po jakimś czasie zorientowałam się, że to wszystko bajki. Później doszły mnie słuchy, że poroniła jedno dziecko, a jakiś czas potem drugie zmarło w szpitalu. Moje wiadomości na jej temat skończyły się na rozpaczliwych próbach rozwodu z Wójcickim, którego on nie chciał i który walczył o utrzymanie małżeństwa.
    Parę lat później spotkałam ją z jakimś zwykłym facetem. Ten przynajmniej nie był wyimaginowany, ale w jej oczach widać było obłąkanie.
    Do tej pory czasem o niej myślę, jak jej się życie potoczyło i czy ktoś się zorientował, że trzeba ją leczyć. Smutne.

  4. znaczy, aaa, ja tylko tak sobie zakończyłam notkę, broń boże nie miałam na myśli nikogo znajomego ani nieznajomego!

    nielot, no właśnie myślę że blogi to idealne miejsce do takich manipulacji. i w sumie całkiem niegroźne. „zwykłego kłamczucha” chyba łatwiej jednak zrozumieć, chociaż czort wie co gorsze…

    Bajka, znaczy Igora sobie wymyśliłaś? 😉 a spływać powinno, tak jak kiedy pies Cię obszczeka.

  5. nie, wymyśliłam sobie to w jaki sposób powstał, to, że jestem chora i na co i generalnie całą akcję pomocową sobie wymyśliłam. całą siebie. wszystko po tym jak skasowaliśmy stronę… bo zarzucano mi żerowanie na ludzkim współczuciu. w końcu nadarzyła się okazja.

    nie, nie spływa. po prostu z czasem traktuje się to mniej emocjonalnie.

  6. Józefina, niesamowita historia. ciekawe czy te dzieci to też wymyślone… mitomanii podobno niestety nie da się wyleczyć, więc duży problem, jeśli ktoś się wpakuje w taki związek.

    Bajka, no to pozazdrościć wyobraźni 😉 może też popróbuję coś sobie wymyślić…

  7. a to sobie nie wymyśliłaś, że we Francji jesteś? ja cały czas sądziłam, że w Pcimiu Dolnym…

    wiesz. w necie to jest dopiero popis dla wyobraźni. pół biedy jeśli to sie ogranicza do koloryzowania, bo koloryzuje każdy. zdarza mi się np widzieć w tramwaju faceta, który zwyczajnie patrzy sobie na mnie i lekko sie usmiecha (widać, że mu sie podobają moje kolczyki np ale tak bez fetyszyzmu) a na blogu mogę napisać, że patrzył płomiennie. no bo przecież jak juz ktoś na mnie patrzy w tramwaju to musi płomiennie, nie? gorzej jak to się rozszerza i okazuje się, że wszystko to sam kolor. ale na szczęście da się to łatwo odcedzić. prędzej czy później wyłazi.

  8. Czytasz Idiomkę?
    Bo jak raz na temat przedostatnio tam było.
    Napiszę jej, żeby tu zajrzała.
    Wstrząsającą historię laska przeżyła.

  9. Bajka, jasne że w Pcimiu Dolnym a nie w jakimś Paryżu 🙂 też mam wyobraźnię hurra!
    Koloryzowanie zgoda, oczywiście też to robię delikatnie, inaczej nie byłoby śmiesznie. Mitomania to sporo więcej, i nie jestem pewna czy da się odcedzić tak łatwo. Ale możliwe że oni na takich np blogach zmyślają dużo bardziej, bo czują się „bezkarni”? Z drugiej strony przy słowie pisanym dużo łatwiej wytknąć rozbieżności. Na żywo nie dajesz rady, a jeszcze człowiek zaczyna się tłumaczyć, opowiadać kolejną historię, wszystko ze szczerym przekonaniem.
    Ja niestety już nie pamiętam szczegółów tego co opisałam, ale to było właśnie takie barwne i cały czas się zmieniało jak kalejskop.

    Mig, niestety nie czytam, podrzuć dokładniejszego linka. jak spojrzałam na ostatnie notki to nic takiego nie widzę, a chętnie bym przeczytała.

  10. Tu Idiomka 😉 Na wezwanie Mig 😉

    podeślę Ci mailem link i hasło do archiwum – jak raz notka pasująca do Twojej….

    Mnie się udało 🙂 Choć do dziś płacę cenę 😉

  11. zadnego mitomana (notabene elegancka nazwa na tak ochydna przypadlosc)
    nie znam – moze oprocz mojej kolezanki, amerykanki ktora uwazajac ze british accent jest najbardziej cool – podrywala facetow, udajac go bardzo ladnie:) no i doigrala sie, poznala goscia, przez 8 miesiecy z nim chodzila, i tak sie meczyla, ze w koncu nie dala rady – i z nim zerwala mowiac, ze wraca do Anglii:))

    znam natomiast jedna taka osoba – nie wiem czy to jest gorsza przypadlosc – tzw. full of shit – mniemanie o sobie co najmniej jak stad do ksiezyca, pelna roszczen wobec swiata, krolewna..brrrr..

  12. Największym szlagierem był ten blog, którego autorka najpierw spektakularnie umarła, by potem znów zjawić się wśród żywych 🙂
    Następny mitoman skasował bloga zaraz po moim szczerym wyśmianiu.
    Reszta się ukrywa.
    A ja pewnie mam na imię Pinio i siusiaka 😉

  13. idiomka, dzięki. rzeczywiście… brak słów. oby nigdy więcej…

    ania, bardzo śliczna historia, chociaż nie wiem czy to już podpada pod mitomanię. swoją drogą przypuszczam że otarłaś się o takich, tylko nie wiesz o tym… i może lepiej.

    małgośka, umarłam z powodu Pinia z siusiakiem 😉 a jak takie fajne rzeczy opisujesz to podawaj linki, co? też chcę się pośmiać!

  14. To straszne, gdy chorego człowieka opuszczają najbliżsi, kiedy się zorientują, że jest chory. Samotność w chorobie musi być koszmarem.

  15. szyper, mam nadzieję, że idiomka nie zajrzy do Twego komentarza. są granice poświęcenia nawet wobec choroby najbliższych osób.

    mlodamezatka, oczywiście. może bywa tak, że niektórzy się realizują na blogach itp i nie mają już potrzeby kłamania w realu…

    p. przerażająca historia…

  16. straszne jest, kiedy chory nie chce sie leczyc, a Ci, ktorzy juz o jego chorobie wiedza, a nie moga uciec (np. rodzice) tez nic z tym nie robia:(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s