Bo życie to… sami wiecie

Historia zaczyna się od dr S, już nieżyjącej lekarki z pracy mojej Mamy, wspominałam tu o niej kiedyś. Fantastyczna kobieta, rodowita warszawianka, w Powstaniu brała udział, i tak dalej. Miała bardzo kochanego męża i jedną córkę, która przeżyła chyba szczęśliwe dzieciństwo, a potem niestety dorosła i stała się panią Dabacką. Urodziła Dabackiemu dwoje dzieci, rówieśników mnie i mojej siostry, i wszystko byłoby fajnie, gdyby pan Dabacki nie okazał się kutasem złamanym. Usprawiedliwię nieczęste tutaj użycie tak nieeleganckiego określenia: parę lat później z rzeczoną córką Dabackiej porównywałyśmy wyczyny naszych tatusiów. Przebiła nas informacją, że jej zrobił kupę na wycieraczkę.

Dabacka rozwiodła się w końcu z tak uroczym małżonkiem, przyprawiło ją to o ciężką nerwicę, ale życie jakoś toczyło się dalej. Ukochana córka, mądra i ładna, poszła na studia. Po pierwszym roku wróciła prosto do Drewnicy, z ostrą psychozą maniakalno-depresyjną. Było tam dużo barwnych historii, z próbami samobójczymi, ucieczkami do sekty i słyszeniem głosów; takie rzeczy, które ładnie wyglądają na filmie, w prawdziwym życiu mocno znerwicowanej kobiety i jej syna licealisty zaś niekoniecznie. Dla drogiego tatusia to oczywiście była świetna okazja, żeby się jeszcze trochę odegrać na byłej żonie i nieszczęśliwą córkę przeciwko niej popodjudzać. O studiach nie było już mowy, dziewczyna do dziś nie pracuje, od czasu do czasu wraca do szpitala. Był jednak jeszcze syn, duma swej matki i babci, mądry i zdolny, z wielką pasją do weterynarii. Poszedł na wymarzone studia, poświęcił się potem ukochanej pracy. Nie było tak całkiem różowo, bo przez pewien czas nie utrzymywał kontaktu z matką i siostrą (naprawdę, trudno mu się dziwić), ale jakoś się wszystko ułożyło.

W ramach pogawędki wielkanocnej zapytałam siostrę
– A jak tam młody Dabacki? – dowiedziawszy się uprzednio, że u Dabackiej starszej i młodszej bez zmian.
– Ma padaczkę i podejrzenie tętniaka – beznamiętnie odparła moja siostra.

6 thoughts on “Bo życie to… sami wiecie

  1. Weźźźź.
    Coś w rodzaju fatum, albo nie wiem, az się zimno robi.

    Słuchaj, kupiłam „Lalę”. Na Twoją odpowiedzialność! 🙂

  2. na wspomnienie Drewnicy i odwiedzania tam Mamuta to dzis robi mi się zimno przy skroniach…

  3. mignona, fatum albo zła karma, albo nie wiem co. pominęłam jeszcze parę drobiazgów, jak to że kobieta bez pracy była długo, a dwoje dzieci na utrzymaniu; jak już znalazła pracę, to oczywiście ją wykorzystywali w sposób nieopisywalny, i tak dalej. i żadnego wytłumaczenia dlaczego akurat na nią to wszystko spada…
    W razie czego zwracam kasę za Lalę, ale będziesz musiała napisać krytykę 🙂

    Bajka, przykro że wywołałam takie wspomnienia 😦

  4. strasznie zmęczonam a nie jest to nota relaksacyjna ale blogi są jak pudełko czekoladek 😉

    lalę tez kupiłam ! zgłoś się do wydawnictwa po odpał za reklamę ! 🙂

  5. Wpadłam tu, żeby o tej „Lali”, i co widzę? Jestem trzecia, co kupiła za Twoją reklamą 🙂 Na allegro. Nie mogę się doczekać przesyłki.

    Co do notki, to ja takich rzeczy nie potrafię komentować. Jakoś wcale nie cisną mi się na klawisze żadne wnikliwe refleksje. Tylko jedna: Siła złego na jednego. Wzdech.

  6. spt, odpoczniesz w paryżu ;)gorzej będzie jak zbiorowo zaczniecie ode mnie żądać zwrotu kasy, bo Wam się „Lala” nie spodoba…

    dżozefin, mnie też się żadne refleksje nie cisną. dlatego musiałam to w końcu opisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s