Gdybym wam powiedziała

Zawsze chciałam, żeby ludzie obdarowywali mnie książkami, a oni uparcie nie. Wyobrażam sobie, że moja rodzina prowadziła między sobą następujące dialogi
– A co kupimy ds tym razem w prezencie?
– A może… ksiażkę?
– Eee, książkę? Już jedną jej kupiliśmy, jak miała 3 latka, i zaraz ją podarła. Kupmy jej coś trwalszego, na przykład srebrną cukiernicę, na pewno się ucieszy bardziej niż z jakiejś tam kupki papieru!
A kiedy w końcu moje marzenie się znienacka spełniło i blogowa koleżanka moja Goga oznajmiła, że chce mnie obdarować książką, to jednocześnie okropnie się zakłopotałam, strasznie ucieszyłam oraz bardzo przestraszyłam. Bo co, gdyby mi się ta książka nie spodobała? Napisałabym ot tak beztrosko „dziękuję za książkę, jest beznadziejna”? Albo „hmmm, wiesz, w zasadzie to oczywiście tak, przeczytałam i muszę powiedzieć że… oj sorry, żelazko zostawiłam, muszę lecieć!”.
Na szczęście nie ma takiej konieczności. Judy Budnitz zadebiutowała w 99 powieścią „Gdybym ci kiedyś powiedziała”, która dość mocno kojarzy się z sagą Eriki Jong „Pamięć dopisze„. I tam i tu narratorkami są cztery kobiety, przedstawicielki kolejnych pokoleń, najstarsza z nich na początku wieku emigruje do Ameryki, kolejne opowiadają o swoich czasach i poszukiwaniu korzeni. Narracja Jong była konkretnie osadzona w czasie i miejscu, jej bohaterki to intelektualistki. Budnitz zaczyna zupełnie inaczej, niemal baśniowo. Pierwsza narratorka pochodzi z jakiejś wioseczki w głębokich lasach, nigdzie nawet nie pada jej nazwa. Jej brat był jakimś półmitycznym stworzeniem – a może tylko w jej wspomnieniach taki został? Nie dziwi się niczemu, przyjmuje otaczający świat niemal jak dziecko. Dopiero w połowie książki orientujemy się, o jakich czasach i o jakim kraju mowa. Narracja jej córki, wnuczki i prawnuczki nie ma już w sobie niestety tej magicznej mocy. Córka oczywiście wstydzi się matki, za wszelką cenę chce być Amerykanką jak jej blond koleżanki. Wnuczka na podstawie kilku starych pamiątek wysnuje wniosek, że babka była księżniczką, a opowieść o rodzinnej wsi to tylko złośliwe kłamstwo. Dopiero najmłodsza z rodu naprawdę zrozumie swoją prababkę.
Mężczyźni w tej powieści – ojcowie, bracia, mężowie, kochankowie – pojawiają się tylko przelotnie. Szybko umierają, giną, odchodzą, są porzucani. To kobiety trwają, a wraz z nimi pamięć i ciągłość historii. Bardzo ciekawy debiut powieściowy dwudziestosześciolatki, pełen zaskakująco świeżych opowiastek; choć pod koniec forma jej wyraźnie spada, a poza tym za złe jej mam, że bezczelnie ukradła Cortazarowi sweter-dusiciela.

21 thoughts on “Gdybym wam powiedziała

  1. to luźne nawiązanie, czy powinnam przeczytać „Pamięć dopisze”
    mnie się oczywiście najbardziej podobała ta pierwsza, baśniowa część. I narracja. Przeczytałam pierwszą stronę a tam było o braku kolorów i od razu zobaczyłam ten krajobraz, czarno-biały jak na starych filmach. I czytałam w schronisku nad Wierchomlą, w kwietniowe, ciepłe dni, a tam było o zimie i ja czułam mroźny wiatr na policzkach i słyszałam śnieżne zawieje. No wciągło mnie na ament.

  2. mnie też wciągnęło natychmiast, ten początek jest rzeczywiście niezwykle udany. poza tym odwrócony mit sinobrodego szalenie mi się podobał, i to wybieranie faceta przez Sashie jest złośliwie urocze.

    Jong zupełnie inna w klimacie – bardzo mnie bawi, że przy tak podobnej tematyce i konstrukcji (i jestem pewna, że Budnitz ją czytała, „pamięć dopisze” wyszła dwa lata wcześniej, a ona też jest pochodzenia żydowskiego) powstały dwie tak różne książki. Ale o to przecież chodzi.

  3. No ładnie, ładnie! Otwieram ci ja sobie rano ds-owego bloga i czytam o antidotum na doła. Jako, że kinematograficznie mocno opóźniona jestem to nim skomentuje postanowiłam się douczyć. Zagooglałam. Film ściągam. Wracam, a tu nowy post i znów muszę doczytać, dogooglać i już czuję, że skończę w Merlinie… ;))

  4. No właśnie, no właśnie, no właśnie! Dlaczego wszyscy uważają, że książka w prezencie to pójście po najmniejszej linii oporu?! Dlaczego ludzie zawracają sobie głowę wymyślaniem oryginalnych drobiażdżków na pamiątkę, skoro one potem stoją i się kurzą, a książkę omijają szerokim łukiem jako prezent niegodny? Wzdech.

    Ja niestety mam tak głęboko zakorzenione przez ojca, że książki można wypożyczać z biblioteki, a kupowanie, to wyrzucone pieniądze, że obracam piętnaście razy w rękach te 30 zł, zanim wydam na książkę. Za to jak już trzymam mój własny tom w ręce – to ah! mam ciarki z lubości. I tylko trochę mnie sumienie gryzie. Najlepszym rozwiązaniem są prezenty 🙂

  5. ja od paru lat kultywuję nową świecką tradycję : do każdego prezentu bośonarodzeniowego dorzucam książkę. o.

    Dżozefin – boSH, ale to przecież TAKA PRZYJEMNOŚĆ mieć swoje właśne ksiązki, i sobie siadać wieczorem przed regałem, i przestawiać je, ustawiać, głaskać, przebierać, wybierać… mmmmmmm ! ja tam się boję wchodzić do księgarni, bo za każdym razem zostawiam minimum dwie stówy 🙂 albo ponad stówę… euro :)))

  6. książki to jedyna rzecz na której nie oszczędzam 🙂

    nic w świecie nie pachnie lepiej niż nowa książka i nic w świecie nie nadaje się lepiej na prezent niż książka!

  7. a tak swoją drogą, to chętnie bym przeczytała i „gdybym…” i „pamięć…”
    MOŻECIE MI JE SPREZENTOWAĆ :DDD

  8. maraska, to ja przepraszam… 😉

    Dżozefin, no właśnie właśnie, nie rozumiem też. widzę że masz zakorzenione dokładnie tak jak ja. noszę się z notką na ten temat, ale trochę się wstydziłam 😉

    zupa, ja też usiłowałam obdarowywać, ale tak bez przekonania to bez sensu. a książki niestety kurz zbierają, i to ich jedyna wada.

    laska, co za entuzjastyczne hasło reklamowe 🙂

  9. podziwiam te osoby ktore maja czas na czytanie co najmniej paru ksiazek w miesiacu.. ja nie mam – ale to chyba wynika z wewntrznego zoorganizowania.. u mnie w pracy ludzie przynosza przeczytane ksiazki dla innych, tak samo jest w fitness club – i ciagle sobie obiecuje, „ja tez przyniose!” i mija nastepny tydzien i nic..:(

  10. laska, ale szkło zbiera kurz 😉

    ania, też nie mam czasu czytać ile bym chciała. na pottera przyznaję, specjalnie się przygotowałam. tak to czytam głównie po parę stron przed zaśnięciem, zależy jak wciąga. czasem w pociągu. pomysł z przeczytanymi książkami genialny!

  11. Mi się podobało do połowy.
    Po odejściu od magiczności na rzecz psychologizowania to już nie było to.

  12. też mi nikt książek z własnej woli nie kupuje. trzeba zaciągać do księgarni, wskazywać półkę, tytuł i najlepiej jeszcze zanieść samej do kasy i zapłacić… a książka to jeden z najlepszych prezentów, jeśli mnie spytać.

  13. Z rodzicami nie było problemu, bo pchali we mnie książki nie czekając na okazję. Najfajniej było jak szli do księgarni wybierać książki dla swoich bibliotek, a ja szłam z nimi i buszowałam. Przy okazji zawsze coś wysępiłam dla siebie. Natomiast od innych ludzi nie pamiętam, żebym dostała książkę w prezencie. Jakieś durnostojki i inne pierdolniki to i owszem.

  14. oczywiście poszukam w Empiku, bo już kilka razy zauważyłam, ze to co polecasz pochłaniam z przyjemnością!
    A ostatnio słyszałam (albo gdzieś przeczytałam nie pamiętam), że państwo młodzi zamiast kwiatów po uroczystości w kościele zażyczyli sobie książki (nie wiem, czy przedstawili jakąś listę czy liczyli na dobry gust gości, ale jak dla mnie pomysł bomba)

  15. Moze to były książkii dla domu dziecka? Bo syszaalam o tym. Zamiast kwiatów książki lub maskotki lub pisaki lub kasa do puszki ma fundacie.
    Ale może zmodyfkuje przy wlasdym weselu i zażyczymy sobie dla nas książki. To niegłupi pomysł. a jaka niespodziamka!! :-))) posrod stu egzempaltrzy mapewno znajdzies ie coś godnego.

  16. I jeszccZE chciałam powidzieć , że jestem na 203 stronie harrryego.
    Teraz już wsyzystkim będę mówić, że pierwsze wrażemiem sie nie kierować.

  17. nie, nie do Domu Dziecka, z pewnością dla samych młodych. Patrz, nawet z praktycznego punktu widzenia to świetny pomysł – w środek bilecik z życzeniami i jest pamiątka ślubna na całe życie.

  18. my tak zrobilismy, uznaliśmy, że wolimy książki zamiast kwiatów, które i tak wylądują w koszu.

    ale trzeba było zrobić listę….

  19. U nas w rodzinie problemem jest NIE dostać książki. Czasem mi się wydaje, że w naszym wypadku, to właśnie jest chodzenie na łatwiznę. Co prawda w związku z tym zdarzały nam się takie kwiatki, że trzy osoby (w jednym domu!!!) kupiły ten sam tytuł po stówce za sztukę i potem trzeba było zwracać do księgarni. To wymusiło na nas skatalogowanie dóbr i licytacje kto kupi np. najnowszego Harrego Pottera (i co za tym idzie pierwszy go przeczyta) :)))

  20. mignona, no to mamy podobne odczucia, ale ogólnie książka naprawdę niezła.

    fonnika, i jeszcze zapłacić! skandal…

    nielot, to ja dostawałam, ponieważ zawczasu przed okazją prezentowałam listy książek pożądanych 🙂 no i jeszcze parę rozumnych znajomych, jak pani laska1, potrafi mi coś wybrać 🙂

    issue, myślę że przedstawienie listy tytułów to w ogóle jest bardzo dobry pomysł. polecam wszystkim.

    dżozefin, dobra, wyślę Ci coś po francusku 😉

    kka, popieram książki i listę.

    maraska, ale mimo wszystko książkę nawet łatwiej jest oddać do księgarni, lub sprzedać na allegro i kupić sobie coś innego, niż w przypadku innych durnostojek (choćby dlatego że potem przychodzi teściowa z wizytacją i pyta „a ten piękny pomarańczowo-niebieski złocony wazon ode mnie to GDZIE stoi?”) 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s