Rękawica

Przy każdej kąpieli wieczornej sobie przypominam, że mam paniom napisać, jaką sobie fajną rękawicę kupiłam w Yves Rocher, gdzie zasadniczo kupuję żele do kąpieli, bo niektóre cudnie pachną (kakaowy i migdałowy na przykład). Rękawica jest pięciopalczasta, Odpowiednio Szorstka, a ja sobie nigdy nie mogę dobrać odpowiedniej szorstkości, więc to cud, i w dodatku żel się na niej pieni, chociaż zawsze myślałam, że do tego wymagana jest gąbka. Kosztowała rien du tout czyli jakieś bodaj 1 euro, i ogólnie jest bardzo godna polecenia. Ma tylko jedną wadę, mianowicie przekładanie jej z ręki na rękę chwilę zajmuje z racji 5-palczastości, ale i tak bardzo ją lubię.

Poza tym ostatnio jestem wielką fanką reklam Nespresso z Clooneyem. To jedyne reklamy, z których obfitego występowania w tv się cieszę, i oglądam za każdym razem z tą samą przyjemnością. Ciekawe czemu…

W ośmiu do auta nie wsiadajcie

Byliśmy ostatnio w knajpie z naszą sąsiadką, której znajomi miesiąc temu mieli wypadek, wsiadłszy w ośmiu do jednego 405 i zderzywszy się z ciężarówką. Bodaj trzech z nich opuściło ten padół. Dowiedzieliśmy się, dlaczego było ich aż tylu w jednym aucie: pojechali mianowicie w dwa samochody, ale wygłupiali się na rondzie, zatrzymała ich więc policja, kazała dmuchać w balonik i zabrała ze sobą kierowcę jednego auta. Nie wiem czemu nikt nie poprowadził drugiego samochodu, pewnie nie było trzeźwego – zabrali się więc w ósemkę do drugiego auta, a potem stało się co się stało.

Co mi przypomina, że raz kiedyś jechałam almerą w 7 (dorosłych) osób, siódma była w bagażniku i bardzo potem żałowała tej decyzji. A jeszcze wcześniej zmieściliśmy się do malucha w piątkę. Teraz już maluchów prawie nie ma, a mocno używane auta są dostępne za niewielki pieniądz, więc młodzież pewnie nie ma takich kombatanckich wspomnień…

Chyba przestanę jeździć do pracy

Raptem na dwa dni starczyło mi zapału, żeby dojeżdżać komunikacją publiczną. RER nabrał ostatnio zwyczaju psucia się za każdym razem, kiedy tylko do niego wsiadłam. Ja wszystko rozumiem, ale cztery razy pod rząd to jednak lekka przesada. Wsiadłam zatem dziś rano w auto, które zresztą ma nowy rozrusznik. Skrobanie szyb przeżyłam, korki przeżyłam (phi, nie takie korki już widziałam), więc na zakończenie podróży w ostatnim tunelu w nagrodę dostałam wypadek motocyklowy. Ja jestem antygapiem, to znaczy panicznie się boję, że mogłabym zobaczyć jakąś krew, zwłoki, albo oderwane kończyny, i powiadam Państwu, że bardzo ciężko się omija rozbity motocykl oraz ciało jego właściciela z zamkniętymi oczami. Dałam jakoś radę, ale mam plan, żeby od jutra przeprowadzić się do pracy na stałe, bo z tymi dojazdami wyraźnie coś jest nie tak.
PS. Kocham Orlińskiego.

Fajne filmy widziałam

Każdy na innym nośniku; pierwszy dawała tv francuska, mianowicie „Oczy szeroko zamknięte”, i jak kocham Kubricka, tak tego filmu nie da się oglądać ponownie, bo się taaaak okroooopnie ciąąąągnie. No dobra, Cruise i Kidman gadający po francusku też mi nie pomogli, ale jednak głównie ten rytm przeszkadza. Rozumiem doskonale, dlaczego Kubrick się na to zdecydował, ale to jeden z tych eksperymentów, które się udały, tylko pacjent nie przeżył. Poza tym naprawdę nie działa przeniesienie całości w czasy współczesne – Cruise jako bogaty wzięty lekarz, który ma tylko dwie wizyty po południu i w dodatku je sobie radośnie anuluje, już to widzę pod koniec XX wieku. Nie wiem, co w ogóle strzeliło Kubrickowi do głowy, żeby filmować jakiegoś nędznego niemieckiego modernistę, na tym główny problem polega.
Drugi film zaserwowałam sobie z dvd, „Nieskończony umysł” – oczywiście nieco się zirytowałam, że sprowadzili fragment losów Feynmana do rzewnej love story, ale z drugiej strony to jest całkiem znośny kawałek kina i jeśli szeroka publiczność przy okazji się dowie, kim był Feynman, to tym lepiej. Szkoda, że jednak nie zaakcentowali bardziej jego rozterek związanych z budową bomby. W ogóle on akurat zasłużył na znacznie bardziej rozbudowany film, i dałoby się to zrobić.
A w niedzielę w kinie obejrzałam „Stardust„, lepiej późno niż wcale, i jestem zauroczona – świetny film. Albo ja nie doceniłam tej książki Gaimana, albo z takiej sobie książki powstał znakomity film, co się zresztą często zdarza. To nie jest wierna ekranizacja, ale film jest dokładnie taki jak trzeba; oczywiście nie da się uniknąć skojarzeń ze Shrekiem, ale w dzisiejszych czasach nie można już traktować baśni i mitów poważnie, a jak się je traktuje niepoważnie, to natychmiast nasuwają się porównania ze Shrekiem. No i trudno. Bardzo mi się podobało przez całe dwie godziny, których upływu w ogóle nie zauważyłam, i chyba nawet nie byłam jedyna.

Naprawdę

w ogóle nie można na Państwa liczyć. Ale to w ogóle. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że wyszła piąta część Thursday Next?? I co ja bym zrobiła, gdyby pani zupa nie wróciła w samą porę z tej Kostaryki? Proszę się natychmiast poprawić, albo się obrażę, o.

Kosz koszmarów

W niedzielę miałam pierwszy w życiu koszmar z udziałem mojej Matki. Byłam w domu na Święta, wszystko było na opak, prezenty, które dałam, były nie takie; w końcu zaczęłam się domagać wyjaśnienia, dlaczego to moja siostra jest zawsze tą dobrą córką, a ja nie. Na co moja Matka wyzwała mnie od cyber-dziwek (!!), które nie wiadomo co w tym internecie wypisują. Wstrząsnęło mną to tak, że się natychmiast obudziłam, kompletnie znokautowana. I uświadomiłam sobie, że właśnie jest ósma rocznica Jej śmierci. Nie należy się w tym w każdym razie doszukiwać poczucia winy, że prowadzę bloga, bo jako żywo nawet moja podświadomość go nie posiada aż tak obficie. Raczej resztek poczucia, że byłam złą córką wyłącznie ze swojej winy, acz tym razem wydział marzeń sennych w mym mózgu raczył nieco przegiąć. Cóż, bywa. Byle nie częściej niż raz na osiem lat, ja proszę. Za to wstałam i poszłam na basen, może w ogóle o to chodziło.

Jak w bajce

Dziś się czułam zupełnie jak w symulacji komputerowej: nieliczni ludzie w RER, nieliczni ludzie na peronach, pomknęłam do pracy szybko i bez korków, oglądając je sobie tylko z wielką satysfakcją przez okno. Strajk się skończył, a nie wszyscy jeszcze to zauważyli, stąd taki raj na Ziemi miałam. Od poniedziałku z pewnością czeka nas powrót do tłocznej rzeczywistości, ale na razie przede mną weekend, a na dziś wieczór mam obiecane wyjście do knajpy, więc cały dzień poświęcę rozważaniom, czy wolę coquilles Saint-Jacques, czy może zwykłe mule…

A poza tym bardzo do mnie przemówiło to: „Przyznam się panu szczerze, że w pewnym momencie było mi bardzo głupio, że przez tyle lat zapierałem się sympatii do ulubionej piosenkarki, tylko dlatego że nie było to trendy. Zrozumiałem, że właśnie od takich drobiazgów zaczyna się rezygnacja z własnej tożsamości. Ukrywając to, kim jesteśmy, co lubimy, co nas wzrusza, co ekscytuje, z lęku, że zostaniemy wyśmiani lub źle potraktowani, tak naprawdę zapieramy się siebie. Tracimy możliwości poznania ludzi, którzy mogą się okazać nam bliscy, odbieramy sobie część radości życia.„. Dixit Tomasz Raczek.