O chorowaniu i innych przyjemnościach

Wczorajszy dzień przespałam. No, z drobnymi przerwami, ale jak mnie eM obudził o 17:30, to kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem, która jest godzina, jaka pora roku i o co w ogóle chodzi. Zwłaszcza że bardzo realistycznie śnił mi się świat „Lodu”, więc nic dziwnego, że byłam nieco zagubiona. Chyba jednak w trakcie snu nastąpiło jakieś przesilenie, bo czuję się lepiej, i zaczęłam nawet podejrzewać, że oberwałam jakimś wrednym wirusem wyprodukowanym specjalnie, aby powalać ludzi z Europy Środkowej i Wschodniej. W dodatku mam nowe krople do nosa: użyłam ich raz, po czym dostałam straszliwego ataku kichania i byłam pewna że się uduszę, ponieważ między jednym kichnięciem a drugim nie mogłam w ogóle zaczerpnąć powietrza. Przeprowadziłam nawet ze sobą w trakcie kichania rozmowę wewnętrzną „Spokojnie, jeszcze nikt nie umarł od kichania!” „Ale mnie wcale nie pociesza, że będę pierwsza…”. Krople odstawiłam na parapet i obchodzę je szerokim łukiem, już wolę mieć katar. Ani chybi postanowili mnie wykończyć na amen w tej Francji.

Czas spędzany w pieleszach domowych umilam sobie gotowaniem, i tak na przykład przez dwa ostatnie dni produkowałam lasagne. eM był zachwycony. To wprawdzie o niczym nie świadczy, bo on jest zachwycony zawsze, kiedy ja gotuję – podejrzewam że liczy na to, że mnie w ten sposób ugłaska i będę to robić częściej (to mu się nie uda), ale lasagne wyszły naprawdę przepyszne. Przetestowałam też przepis na makaron z łososiem wędzonym, który dostałam od pani laski, i teraz mam w lodówce zapas łososia wędzonego i serka mascarpone na najbliższe dwa lata. A w piekarniku mam aktualnie sernik, niestety oczywiście z francuskiego fałszywego sera (jak powiedzieć Francuzom, że nie mają porządnego białego sera, to się śmiertelnie obrażają, co faktów nie zmienia), więc pojęcia nie mam, czy coś z tego wyjdzie. Moją dewizą życiową jest jednak „nie wiesz, póki nie spróbujesz”.

A propos zakichania się na śmierć, rozmyślałam sobie potem dla poprawy nastroju o różnych idiotycznych sposobach na rozstanie się z tym światem. Od dawna najgłupsze wydaje mi się udławienie się na śmierć na przykład przy obiedzie (i przy okazji mam od dawna lekką obsesję, że to właśnie mi się przydarzy). Zwłaszcza jeśli zgromadzona jest cała rodzina, siedzą i jedzą, i nagle jeden z nich, zdrowy jak byk, bierze niefortunny kęs i po dwóch minutach nie ma człowieka. Strasznie bez sensu jest zrobiony człowiek, że te różne otwory są tak blisko siebie. Ciekawe swoją drogą, czy zwierzęta też umierają z powodu zadławienia. Oczywiście śmierć w wypadku samochodowym nie jest wiele mądrzejsza, ale z tym jakoś się wewnętrznie godzę, bo w ogóle uważam, że blaszane pudło zwane samochodem to wyjątkowo idiotyczne osiągnięcie gatunku homo sapiens, więc nie powinno dziwić, że dodatkowo służy do zabijania.

10 thoughts on “O chorowaniu i innych przyjemnościach

  1. Francuz ma sie prawo obrazic na kogos, kto nie zna brillat savarin !!!
    http://images.google.fr/imgres?imgurl=http://www.fromages-xavier.com/images/fromage-brillat-savarin.jpg&imgrefurl=http://www.fromages-xavier.com/brillat-savarin-piece-p-381.html&h=427&w=640&sz=83&hl=fr&start=10&um=1&tbnid=8i7zMoCANIW0GM:&tbnh=91&tbnw=137&prev=/images%3Fq%3Dsavarin%2Bfromage%2Bblanc%26svnum%3D10%26um%3D1%26hl%3Dfr%26rlz%3D1T4GGLJ_frFR239FR239%26sa%3DN

    sernik z tego wychodzi taki, ze trzeba losowac komu przypadnie ostatni kawalek !

    Z mniej zaawansowanych technicznie polproduktow (np. la faisselle) tez da sie zrobic, ale trzeba wyciskac i odsaczac. W koncu do czegos facet moze sie przydac 😉

  2. laska 🙂

    p, daj dokładny przepis. na moje oko to nie wygląda jak coś na sernik, ale jestem otwarta, mogę spróbować. francuzi o tym faktycznie nie mówili, polecali właśnie faisselle, ale ja jej nie ufam. no naprawdę, czy trzykrotnie mielony twaróg na sernik to aż taka fanaberia? 😉

  3. zawsze do Hiszpanii jeżdżę z sernikiem w ramach prezentu, bo tam to już w ogóle nie ma szans.

    w temacie głupiej śmierci – to mi się zawsze przypomina Przeminęło z wiatrem – jak pierwszy mąż Scarlett O’H – na froncie umarł na świnkę i ona nie mogła tego przeboleć i ja ją naprawdę rozumiem;)

    obsesja zakichania. u mnie przekłada się na obsesję czkawki. kiedyś przeczytałam , że ktoś dostał czkawki i czkał przez czterdzieści lat. zawsze przy pierwszym czknięciu mi się to przypomina i bardzo się przestraszam i czkawka zaraz mija ;)))

  4. faissele przetestowalam na ruskie pierogi i wyszly ok, choc oczywiscie nie tak dobre jak na szym twazrgiem (dlatego ma wlasnie w walize spakowny twarog wiejski, wylot za 3 godz). ale i tak najwiekszym osignieciem bylo robienie ruskich pierogow w Gwatemali – tam sie okazalo,ze ich bialy ser (a la cottage cheese) jest nawet ok, natomiast ziemniaki sa inne!!! zupelnie! ale i tak smakowalo 🙂 a bienot!

  5. spt, mnie by wystarczył ser w ramach prezentu 🙂 rzeczywiście z tą świnką to też wyjątkowo głupie 😉 czkawkę umiem opanować siłą woli, ponieważ raz po pijaku się żaliłam, że znów mam czkawkę pijacką, na co równie nietrzeźwy kumpel stanowczo odparł, że on to załatwia siłą woli, i ja się tak przejęłam, że też mi się udało. co najdziwniejsze, po wytrzeźwieniu nadal to potrafię…

    kaja, urocze, no urocze. na czym polega inność ziemniaków, słodkie były? trzeba było w tej gwatemali sernik zrobić, jajka od kur chyba mają?

  6. moim zdaniem najdziwniejszym ludzkim pomysłem jest jednak samolot.
    ostatnio na nartach udowadniałam, że to NIE MA PRAWA istnieć, gdyż kilka ton żelastwa, w dodatku z ludźmi w środku, NIE MA PRAWA ODERWAĆ SIĘ OD ZIEMI.
    a ja do GrEnobla się PRZETELETRANSPORTOWAŁAM.
    i nadal podtrzymuję tę wersję wydarzeń ;)))

  7. Jak sie denerwujesz nieszczesliwym zadlawieniem, to najwyszy czas przetrenowac z eM tzw Heimlich Maneuver:)
    http://www.ehow.com/how_14949_heimlich-maneuver.html
    Jakos mi sie skojarzylo z czyms co kiedys czytalam jak sie zachowac podczas niebezpiecznych/smiertelnie groznych wydarzen – jakbys musiala kiedys skakac z wysokiego mostu do rzeki, to pamietaj, skacz na nogi, palce wyciagniete jak strzala i zacisnij z calej sily posladki, bo ped/cisnienie wody moze ci rozerwac hmmm.. odbyt;)

  8. zupa, teleportowałaś się. od razu widać że sf nie czytasz. a poza tym pani chyba zna za dużo Prawdy, zajmiemy się tym!

    ania, „choking is a leading cause of accidental death” no dziękuję! naprawdę nie chciałam tego wiedzieć!! wiesz, prawdopodobieństwo że ktoś w pobliżu akurat będzie umiał wykonać heimlicha i zrobi to w stresie dobrze, jest jednak znikome. aczkolwiek jasne że lepiej o tym wiedzieć niż nie…

  9. -> ds : no tak. najlepsze, że po fr użyłam odpowiedniego słowa ;)))
    znaczy, że żabolandia z zakresu sajens fikszyn jest? ;)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s