Kuchenne perypetie

Sernik zrobiony z francuskiego „fromage frais” według tego przepisu jest jadalny, a nawet smaczny (na bezrybiu i rak ryba), aczkolwiek jednak nie jest to do końca TO. Jakiś taki posmak ma dziwny. Poza tym przy miksowaniu ten ser tak się rozchlapuje na całą kuchnię, że chyba więcej nie będę próbować. P, czekam na przepis z tego brillat-savarina, zanim zacznę go szukać po sklepach. Dziś w garnku jest gulasz według Gogi, a w szafce czeka do niego polska kasza gryczana. Nie chciałby kto szybciutko kurierem wysłać mi paru ogórków kiszonych?

W kwestii „Prison Break”: fascynuje mnie, jak błyskawicznie wszyscy przypadkowi ludzie natychmiast bez pudła rozpoznają zbiegów. Ja wiem że jestem trochę pod tym względem upośledzona i nie potrafię rozpoznawać twarzy, ale naprawdę tak wszyscy oprócz mnie od razu potrafią skojarzyć jedno zdjęcie w gazecie z żywym człowiekiem, widzianym na przykład przelotnie w samochodzie? Jeszcze jak jest charakterystyczny – ma sumiasty czarny wąs, albo szopę blond loków (a zwłaszcza oba naraz), to zgoda, ale taka całkiem przeciętna dziewczyna typu żona Franklina? Poza tym nawet jeśli faktycznie wszyscy Amerykanie tacy są bystrzy, od razu poznają, kojarzą i migiem informują, to i tak fałszywych zgłoszeń musiała być cała masa, a nie wszystkich prawdziwość można było potwierdzić, więc to też się kupy nie trzyma.

Skończyłam „Lód”. Odczuwam głęboką niewytłumaczalną satysfakcję, że mogłam w ogóle obcować z tym dziełem, bo nad podziw jest wspaniałe. Niepotrzebnie się obawiałam zakończenia: Dukaj wykonuje tam woltę stylistyczną niemal nieprawdopodobną, miejscami przypomina to sowizdrzalskie kawałki Lema z Ijonem Tichym, nie spodziewałam, że on tak potrafi, dowcipnie i niemal satyrycznie. I to jednak nie jest rzecz o poznawaniu niepoznawalnego; to jest przede wszystkim próba ogarnięcia Historii i czegoś, co można określić mianem dziejowej nieuchronności. Bardziej to wyjście do rozważań niż przedstawienie poglądów autora na sprawę, bo z pewnością nie należy filozofowania Gierosławskiego brać za przemyślenia samego Dukaja. Mocno mi to miejscami przypominało „Fundację” Asimova z jego psychohistorią i obliczaniem przyszłości, muszę chyba kiedyś wrócić do tej lektury. O ile dobrze pamiętam, u Asimova pojawienie się postaci wykraczającej ponad przeciętność wprowadzało chaos do obliczeń. U Dukaja w Zimie nie ma takiej możliwości, równania matematyczno-historyczne wyznaczają jedyną możliwą prawdę, jedyną możliwą rzeczywistość. Pojawia się tylko zasadnicze pytanie, czy w takich warunkach człowiek nadal jest człowiekiem… Ale to zdecydowanie nie jest książka na jedną lekturę, a z racji objętości powracanie do niej też wymaga sporego nakładu energii. Tak czy owak pod powiekami mam teraz fantastyczne wizje świata pod Lodem, architektury zimnazowej, oszałamiającego mrozu, a w głowie całe to Dukajowe cudowne słowotwórstwo.  I jak zwykle przekonana jestem, że nie da rady napisać już nic choćby w połowie tak wspaniałego. Tylko niby co ja mam teraz czytać?

13 thoughts on “Kuchenne perypetie

  1. To ja się właśnie odwrotnie nad Prisonem zastanawiałam – jak to jest, że mało kto ich rozpoznaje… 🙂

  2. fonnika, znaczy średnia z nas dwóch jest taka jak serial, to może dobrze o nim świadczy 😉 a w ogóle to druga połowa drugiego sezonu jest bardzo dobra, znacznie lepsza niż pierwsza 🙂

    laska, może sama go przeczytaj, nie będziesz się dziwić… poza tym hej, to była przyjemność!

  3. no wlasnie, jak ludzie to robia, ze poznaja gosci ze zdjec? nigdy by mi si enie udalo, moza a malo przygladam sie ludziom? milego weekendu. a o ogorkach trzeba bylo napisac 2 dni temu to bym ci przywiozla, zwlaszcza, ze dzis popoludniu bede w A.

  4. mimo wszystko zjadła bym ten sernik, narobiłaś ochoty:)
    a co do Dukaja, narazie przechodzę fascynację, ale jeśli chodzi o twórczość to jestem daleko w tyle:)
    pozdrawiam i życzę zdrowia:)

  5. kaja, tylko że dwa dni temu nie miałam gulaszu i kaszy 🙂

    kaszmir, albo wpadnij to poczęstuję, albo łap się za przepis, link podany.

  6. Do czytania: Sens nocy. Spowiedź (autor: Michael Cox). Zaczyna się smakowicie od morderstwa w londyńskim zaułku w XIX w. Na razie przeczytałem 100 stron i mnie wciągnęło.

    Nie czytać: Ogrody Kensington (jakieś hiszpańskie nazwisko). Zmarnowane 36 zł.

  7. O Niedzielny Ty zyjesz 🙂 ale ten Cox to jakas sensacja, co? nie lubie 😉

    girri, nazwisko znam, ale to zdaje sie jakas dluga space opera w wielu czesciach? nie zachecaja mnie takie…

  8. Notki do końca nie przeczytałem, bo jestem dopiero na 280 stronie „Lodu” i myślę, że ta przygoda potrwa jeszcze długo. Czytam sobie po kilka, klikanaście stron dziennie, bo w wiekszych dawkach myślę, ze mnie bym rozumiał, mniej przeżywał wewnetrznie, i coś przez to w nieunikniony sposób tracił. Jak przestaniesz pisac o „Lodzie” to zacznę znowu czytac w całości 🙂

  9. klamca, no jak rany boskie: pisze o innych ksiazkach, zle bo nie czytales, pisze o Lodzie, zle bo czytasz 🙂 juz nie bede o nim pisac, spoko. ale mysle, ze lepiej sie pospiesz z pierwszym czytaniem, i zabierz sie drugi raz za lekture, bo tak czy siak jeden raz nie wystarczy…

  10. „Sens nocy” to mniej więcej taki kryminał, jak „Płatek” Fabera to romans z życia wyższych sfer 🙂

    PS. Żyję, ale co to za życie… W każdym razie wiernie Cię czytam 🙂

  11. Hehehe
    Zdecydowanie nie jest to space opera 🙂
    Jeśli już to bardziej w kierunku Lodu… anioły na ziemi?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s