Głupie pomysły oraz życie towarzyskie

Czasem człowiek wpada na bardzo głupi pomysł. Na przykład taki: „skoro
już właśnie skończyły się soldy, a w dodatku są ferie zimowe, to na
pewno w sklepach w sobotę nikogo nie ma, i ja sobie pojadę do Les
Halles spokojnie rzucić okiem na asortyment”. I co gorsza człowiek
pomysł ten bez dalszej refleksji wprowadza w życie. Wyszłam z tych
sklepów szybciej niż weszłam, przetaczał się bowiem po nich potworny,
przerażający,  ogłupiający i ogłupiały tłum ludzi spragnionych dóbr
wszelakich. Czyżby wszyscy zastosowali tę samą logikę co ja? Może to
zdziczały tłum turystów był po prostu? W ramach nadrabiania braków w
życiu towarzyskim poszłam następnie spotkać z mą paryską koleżanką i
jej ukochanym. Koleżanka już nie całkiem jest paryska, dostała bowiem
pracę wraz z mieszkaniem kilkadziesiąt kilometrów poza stolicą, ale i
tak jest bardzo zadowolona, choć przedtem zarzekała się, że ona kocha
Paryż, musi mieć paryskie życie na wyciągnięcie ręki i nigdzie się stąd
nie wyniesie. Plan towarzyski wykonaliśmy nadzwyczaj udany, odwiedzając
chyba ze 3 knajpki w rejonie Chatelet oraz wystawę książek dotyczących
nauk humanistycznych, gdzie nabyłam sobie zapowiadającą się niezwykle
ciekawie książeczkę „Les origines du langage”. Jeśli specjalistyczne
słownictwo mnie nie zmoże, to poczytam ze smakiem.

Ukochany mej koleżanki jest osobnikiem niezwykle interesującym, jest to
bowiem Francuz pochodzenia hiszpańskiego, który jednak odcina się od
swoich korzeni, marudzi tak samo jak my obie na francuską
dezorganizację pracy i sprowadzanie całej działalności do niezliczonych
reunions, z których nic nie wynika. Chciałby też przenieść się do…
Niemiec, co jednak trochę mnie szokuje jako pomysł. (Ale ja z kolei
chciałabym mieszkać w Szwajcarii, więc jest remis.) Zapytał mnie w
którymś momencie, co mi najbardziej przeszkadza w życiu we Francji, na
co ja odparłam, że oprócz wiadomej mu i przedyskutowanej przez nas
szeroko dezorganizacji pracy, jest to kwestia językowa. Nieco się
zdziwił i uznał to pewnie za wymuszenie komplementu, że przecież tak
dobrze mówię po francusku. Trudno mi było mu wytłumaczyć, do jakiego
stopnia ja jestem związana z polszczyzną, jak bardzo myślę w tym
języku, jak przeszkadza mi po francusku brak bogatego słownictwa,
wyczucia najdrobniejszych niuansów, niezrozumienie niektórych dowcipów
słownych. A dochodzi do tego brak podstaw kulturowych – kiedy moi
koledzy zaczynają rozmawiać na przykład o francuskich aktorach, ja z
konieczności się nudzę, bo z francuskich aktorów znam Sophie Marceau, a
to tylko dlatego, że nieszczęsną żoną Żuławskiego była. Oczywiście, to
nie jest konieczne do życia. A gdybym się uparła, to bym to nadrobiła.
Tyle, że po pierwsze jestem za leniwa, a po drugie to jednak nigdy nie
będzie to samo co język i kultura ojczysta…

8 thoughts on “Głupie pomysły oraz życie towarzyskie

  1. eeee – na pewno znasz ich kilku więcej Kochana (ale może tych akurat Francuzi nie znają ;)))

    słyszałam kiedyś, że prawdziwa znajomość języka obcego zaczyna się gdy człowiek zaczyna w nim myśleć. ale nie wiem czy to w ogóle możliwe 🙂

  2. spt, ja często myślę po angielsku, ale jednak wolę po polsku. A mówić, to już w ogóle. Właśnie dlatego nie wyobrażam sobie siebie na emigracji. Właśnie z tych powodów, o których pisze ds. Moja polszczyzna jest fantastycznym zlepkiem tego, co w dotychczasowym życiu usłyszałam lub przeczytałam. Niektórzy twierdzą, że dlatego esperanto, jako język bez kultury i literatury, jednak nie zostało językiem globalnym i uniwersalnym.

  3. spt, znam kilku więcej, ale chodzi mi o ten poziom zrozumienia, jak na niwie polskiej na przykład to, że w shreku dubbinguje osła stuhr i śpiewa „latać każdy może”. to są drobiazgi. życie składa się z drobiazgów 🙂
    notabene, jeszcze w pl przeszkadzał mi czasem w podobny sposób brak tv i znajomości bieżących reklam, do których znajomi czasem się odwoływali – ale to akurat było łatwe do nadrobienia.

    nielot, to doskonale się rozumiemy. btw, na emigracji można doskonale używać polskiego – ja czytam obecnie więcej polskich książek niż przedtem, z jakiejś chyba przekory 🙂 i wiadomości polskie śledzę pilniej.
    esperanto zgoda, nauczyłam się go kiedyś, ale brakowało mu jednak jakiegoś bo ja wiem, ducha….

  4. Jeśli nieuważnie zaczynam oglądać film i już po 2 minutach umieram z nudów to znaczy że trafiłam na „francuza” 😉

    A tak emigracyjnie:

    **Irish government asked a question to its citizens:***

    **’Is the Polish immigration a serious problem?’**

    **35% respondents said: ‚yes, it is a serious problem!’**

    **65% respondents said: ‚absolutnie kurwa żaden’***
    🙂

  5. małgośka, no coś w tym jest. acz taka „amelia” całkiem przyjemna. dowcip już stary, ale niektórzy sie podobno popłakali 🙂

    p. pomieszane. czasem rozmawiam z francuskimi kolegami po polsku, czasem z polskimi po francusku, czasem we śnie się łapię, że coś tu nie tak 🙂

  6. Koniecznie obejrzec,proszę,te oscarowe filmy i zrecenzować, bo to doskonale potrafi -ds,oczywiście…
    Język,ogromnie ważny, gdy się nie jest milczkiem, ale dla Paryża warto się poświęcić – chyba? ;-)Gorzej byłoby w Niemczech – tak myślę ja.

  7. kwoka, poświęcać się nie warto prawie nigdy w życiu, to bardzo wielkie słowo. a że coś za coś – to owszem, nieustannie. często się zastanawiam co za co, dlaczego właśnie to, i jak mi z tym jest naprawdę. o tym w dużej mierze jest ten blog.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s