Jedna jest święta prawda o życiu

mianowicie że człowiek zawsze dostaje dokładnie to, czego sobie życzy, tylko potem zazwyczaj okazuje się, że nie przemyślał dokładnie swoich życzeń oraz nie obwarował ich dziesiątkami dodatkowych klauzul. Gdybym jeszcze czegoś w życiu miała sobie życzyć, na co chwilowo się nie zanosi, to nie bez pomocy dobrego prawnika.

Brak predyspozycji

Może ja się po prostu nie nadaję do związków damsko-męskich? Ostatecznie ludzie mają rozmaite talenty, może mnie akurat tego brakuje? Tak samo jak się całkiem nie nadaję na baletnicę czy inną śpiewaczkę, może powinnam sobie spokojnie i szczęśliwie żyć sama, a nie upierać się przy byciu w parze? Może brakuje mi jakiegoś genu, albo czegoś w wychowaniu, albo mam to po ojcu, który zdecydowanie nie powinien był zakładać żadnej rodziny, i czort jeden wie, dlaczego płodził kolejne dzieci z kolejnymi kobietami. Jestem dziś w każdym razie bardzo stara, bardzo cyniczna i jeszcze bardziej zmęczona.

The other Boleyn girl

„Kochanice króla” ma się ten film podobno po polsku nazywać, nie ma jak chwytliwy tytuł. Do prawdy historycznej temu tak daleko, jak stąd do Marsa. Raczej trudno uwierzyć, że Henio Tudor był manipulowany przez dzierlatkę i wystąpił z Kościoła tylko dlatego, że ta go do łóżka wpuścić nie chciała – nawet jeśli faktycznie była podobna do Natalie Portman. Tam naprawdę sporo ciekawej polityki było, i może gdybym nie widziała „Oto jest głowa zdrajcy”, to nawet bym uwierzyła, że nie dało się tego wszystkiego wsadzić do filmu, ale widziałam. Scarlett Johansson głównie ładnie wygląda, wcielenie niewinnego blond aniołka, Natalie Portman ma trochę ciekawszą rolę, poza tym jest mnóstwo złota, atłasów i szeleszczących jedwabi, mężczyźni mający w barach dwa i pół metra, i nieco galopujących koni. Reasumując, jeśli ktoś chce się dowiedzieć, jak uwieść króla Anglii oraz dlaczego lepiej jednak tego nie robić, to to jest film sezonu.

„Dworzec Perdido”

od dawna krążył wokół mnie, jak to czasem bywa, a ja dlaczegoś się
uprzedziłam do tej książki, nic o niej nie wiedząc. Też tak czasem
bywa. W końcu dotarło do mnie, że chwali ją sam Dukaj, co już o czymś
świadczy, i zaopatrzyłam się w nią postanowiwszy, że muszę jednak
przeczytać. Męczyłam się z tym postanowieniem przez 250 stron – bo
owszem, Nowe Crobuzon opisane z dużą dozą wyobraźni, ale nieustannie marudziłam
sobie pod nosem, że to już wszystko kiedyś było. Kobieta z głową owada, która
jest kochanką nieco szalonego naukowca, realizującego nietypowe
zlecenie – a wszystko to w świecie będącym zaiste przedziwną mieszanką
science-fiction, fantasy, steampunku (nie mają tam elektryczności,
zastępują ją parą albo taumaturgią, swoistą magią) i horroru. Po 250
stronach Miéville zaczął mnie jednak uwodzić rozmachem, i potem już z
kartki na kartkę rósł we mnie podziw dla jego wyobraźni. Kończy się
dużo lepiej niż się zaczyna, żadnych łatwych happy-endów, chociaż akcja nie
jest jego mocną stroną. Za to umiejętność tworzenia świata i owszem. To
wprawdzie nie jest eksperyment na miarę Dukaja – nie dowiemy się,
dlaczego właściwie Nowe Crobuzon jednocześnie się rozpada i tętni
życiem, nie poznamy tajemniczej historii tego świata, ale samo
zanurzenie się w tej feerii błyskotliwych pomysłów jest jednak zdecydowanie warte lektury. Może za
bardzo lubuje się w horrorze (sam China Miéville powołuje się na
Lovecrafta oraz na niechęć do klasycznej fantasy, i ma to
odzwierciedlenie w jego twórczości), ale ten facet naprawdę potrafi
pisać i ma w głowie coś, czego mu trochę zazdroszczę.

Nie ma jak w pracy

Proszę mi wyjaśnić, szczegółowo i z obrazkami, za jakie grzechy pracuję z facetem metrykalnie dorosłym, który na rzeczowe pytanie, dlaczego zrobił to-i-to, najpierw w żywe oczy się wypiera. To absolutnie nie on to zrobił i w ogóle nie wie o co chodzi. Z wielkim przekonaniem demonstruje obraz urażonej niewinności. Pokazuję palcem dowód, że to jednak on. Wypiera się nadal. Odpuszczam, bo co będę się męczyć. Po pewnym czasie przychodzi i mówi że to jednak on, właśnie sobie przypomniał, ale – cytuję „nie wie, dlaczego tak zrobił”. Aby mieć pojęcie o rzeczywistej mej codzienności, faceta należy pomnożyć przez 3. Jedynym w ekipie, który z grubsza wie co robi i dlaczego to robi, jest… Hindus (muzułmanin zresztą).

Dans les bars à la tombée du jour

Dowcip z radia porannego:
– Straszne rzeczy dzieją się w Chinach… bezrobocie w ciągu ostatnich dni bardzo wzrosło… mają ogromne problemy…
– A co się dzieje?
– No, zaczęli bojkotować francuskie produkty.
– I co?
– To oni je wytwarzali…

Zaliczyłam wczoraj całkiem fajną imprezę firmową, w dyskotece pod Łukiem Triumfalnym. Najpierw był bufet, gdzie do jedzenia było wszystko. No dobra, nie było pierogów, barszczu i schabowego, ale za to było na przykład raclette w postaci wielkiego półksiężyca sera umieszczonego na sprytnym podgrzewaczu. Roztopione warstwy sera należało zeskrobać nożem na swój talerz. A na deser była olbrzymia czekoladowa fontanna, w której można było maczać sobie szaszłyczki zrobione z bananów, gruszek i brzoskwiń. Moja wizja raju aktualnie obejmuje leżenie pod tą fontanną. Francuscy kelnerzy pozostawiają jednak wiele do życzenia, nie można na przykład się spodziewać, że złapią tacę z drinkami i będą je roznosić. Ich funkcja polega głównie na przemieszczaniu się szybkim posuwistym krokiem po całej sali, ze spuszczoną głową, i robieniu wrażenia niezwykle zajętych. Sprzątnęli jednak we właściwym momencie stoły i zrobili miejsce do tańczenia. Nie wiem, kto odpowiadał za wybór muzyki i czy moja firma miała na to jakiś wpływ, ale mieliśmy prawo do remiksów Madonny, Michaela Jacksona (z czasów, gdy jeszcze miał twarz) oraz Prince’a. Zawsze mogło być gorzej – przynajmniej nie były to remiksy po francusku… Tylko dlaczego, ja się pytam, nie mamy dzisiaj dnia wolnego na regenerację organizmu?

A tymczasem

W niedzielę w Bois de Vincennes wylegli na zieloną trawkę pasjonaci zdalnie sterowanych modeli samolotów i robili mnóstwo hałasu swoimi miniaturowymi helikopterami, odrzutowcami i nie wiem czym jeszcze. eM natychmiast wdał się w przyjazną pogawędkę z pomarszczonym Azjatą w wieku nieokreślonym, który dumnie demonstrował nam swoją krzyżówkę helikoptera z UFO. Cztery śmigła w czterech rogach. Stabilne niesamowicie i potrafiło wzlecieć zaskakująco wysoko.

Poza tym kasztanowce dzielnie szykują się do kwitnięcia mimo nadal chłodnej aury. Widziałam jednego, młodego i dziarskiego, który na nic nie czekając obsypał się już cały białym kwieciem. Trochę głupio wyglądał na tle swoich bardziej powściągliwych kolegów.