Pluszakowo

No proszę, a jednak nie zrobiłam się cyniczna, mimo wszystko” pomyślałam, kiedy szczerze ucieszył mnie sobotni sms od koleżanki, że właśnie się za mąż wydała (w połowie drogi między 30 a 40) i jest bardzo szczęśliwa. Od razu się też zrobiłam radosna i pełna optymizmu – fajnie żeby przynajmniej niektórym ludziom się udało coś w życiu.

Dziś w nocy natomiast zastanawiałam się (między czopkami przeciwgorączkowymi i chłodnymi okładami na czoło dla najmłodszego członka rodziny, zima nas bowiem w ogóle nie oszczędza) co by tu Państwu wesołego napisać, i przypomniało mi się, jak mnie moja siostra uradowała w święta, wyciągając nasze stare zabawki. Miś w kratkę ma już mocno wyblakłe kolory, zrobiony jest z jakiegoś gładkiego materiału i mocno wypchany czymś dziwnym, trochę szeleszczącym w dotyku, na mój gust słomą. Kangurzyca z czarnej zrobiła się brązowawa, ale nadal ma kangurzątko w torbie i trzyma się dzielnie na swoim solidnym ogonie. Mają ponad 30 lat, były z nami od zawsze, i absolutnie w niczym nie przypominają dzisiejszych mięciutkich pluszaczków produkcji chińskiej na licencji Disneya. W czasach, kiedy powstawały, nikomu się jeszcze nie śniło o praniu zabawek w pralkach automatycznych. Nie widziałam tych zabawek dobre 15 albo i 20 lat, więc kiedy je znienacka zobaczyłam, to było zupełnie przedziwne uczucie. Jakby mi kto nagle w mózgu otworzył klapkę i wyciągnął na światło dzienne wspomnienia, o których w ogóle nie wiedziałam, że je mam… Moja siostra nadal hołubi również swoją małpkę Monchichi, które przez chwilę były w Polsce popularne w szalonych latach 80-tych; musiała mieć wtedy może z 8 lat, i straszliwie chciała ją mieć, co żywo pamiętam. Ciekawe czy Mama się spodziewała, że ta małpka przetrwa kolejne 20 lat, choć w stanie już mocno wyleniałym… A Państwo mają jakieś zabawki ze swego dzieciństwa?

35 thoughts on “Pluszakowo

  1. Miś w kratkę 🙂
    Taki ryczący, na długi czas stracił głos, bo go kiedyś w wannie wykąpałam, nie wiedząc, że straci głos na następnych 7 czy 8 lat.
    Miałam 3 lata, kiedy uratowałam go z klapy śmietnika przedszkolnego, na której siedział obok swojej oderwanej głowy… zrobiłam ojcu potworną, histeryczną scenę koło tego śmietnika, byleby tylko zabrał misia 🙂 mama głowę przyszyła i tak miś jest już ze mną od 34 lat. A w przedszkolu nigdy się do niego dopchać nie można było.

  2. Już nie mam. Bardzo długo hodowałam niegdyś czarną kobyłkę Jenny, której zrobiłam na drutach spodnie i sweterek, bo była tak przetarta, że wata z niej wyłaziła. Byłyśmy nierozłączne, wszędzie ze mną jeździła i oczywiście spałyśmy zawsze razem.

  3. pewnie, że mam kilka pamiątek z dzieciństwa 😉 zachował sie: bębenek, żółw do ciągnięcia za sznurek, wisząca zabawka nad łóżeczkiem, pierwsze buciki (które Kuba zakłada misiom), masa książeczek 😉

  4. Lalka Lenka i lalek Marcin.
    Dziecko dokończyło dzieła, więc uściślam, nie ‚są’ a ‚były’ 🙂

  5. no więc mam gdzieś właśnie taką małpkę 🙂
    oraz pluszowego pieska z Rosji, takiego z pozytywką, się ciągnie za sznurek i on gra.

  6. Moja mama przechowuje pudełka z ulubionymi zabawkami moimi i siostry W moim są:
    1 matrioszki – dość oryginalne bo podanne przeze mnie stylizacji, między innymi przy pomocy mamy lakieru do paznokci z Pewksu, więc podejrzewam, że ma do nich stosunek wybitnie sentymentalny chociaz lakier dawno zlazł;)
    2 kolejka elektryczna z wszystkimi dodatkami typu budynki semafory mosty itd…
    3 rakieta producji ZSRR z seri radzieckie wojska;)
    4 Wilk i zając.
    5 Ken
    Moja babcia z kolei bardzo długo trzymała lalkę Fleur, która została wywieziona, żeby Ken nie zdradzał Barbie;)

  7. cały kosz zabawek w rodzinnym domu, tutaj tylko trzy, za to najukochańsze. Długonogiego, którego dostałam od cioci – imienniczki po urodzeniu (był większy ode mnie), Myszkę – również z pierwszego domu oraz niebieskiego stworka, którego dostałam od Dziadka, gdy już byłam bardzo duża 🙂

  8. nie mam. nie mam żadnej zabawki z dzieciństwa ! tylko je pamietam. ulubione lalki – Lila i Klaudyna – w pewnym momencie wystrzyżone na jeża – bo ja non stop je strzygłam. Pluszowy kucyk – prawie zgniły – bo temu zastrzyki robiłam. Wór żołnierzykow – gdzie byli też i indianie. straż pożarna na baterie. i mercedes na baterie. to były moje ulubione zabawki. taki rozstrzał zainteresowań miałam jak i dzisiaj mam 😉

  9. girri, rany jaka filmowa scena, ten miś z oderwaną głową 🙂

    nielot i co się stało…?

    autumn, no dla mnie wcale nie takie „pewnie, że”, JA nie mam 😉 nie licząc tych co u siostry…

    małgośka, było jedną uchronić dla wnucząt 😉

    goga, też strasznie chciałaś mieć taką małpkę?

    Kamenari, uroczo, zwłaszcza te matrioszki 🙂

    helena, a niebieski stworek bezimienny, czy to sekret?

    spt, to ja miałam ostrzyżoną lalkę Kaję, oraz masę małych plastikowych zwierzątek, którym wymyślałam niestworzone historie epickie i odgrywałam je przed siostrą. hmm, powinna gdzieś je też mieć…

  10. Nie mam, bo matka koniecznie musiała rozdawać biednym dzieciom wszystko, czym tylko straciliśmy z bratem zainteresowanie. Mrówka mówi, że u niego był taki sam problem. „Przeciez juz się tym nie bawicie.” Okropność.
    Za to mam pluszowego psa, którego dostałam w wieku lat 17, czyli prawie 20 lat temu.

  11. U mnie było tak jak u mignony. Nie mam więc nic…
    Prawda jest jednak taka, że przy naszych metrażach mieszkaniowych, trudno jest gromadzić wszystkie te rzeczy przez całe życie. Siłą rzeczy czasem się oddaje/wyrzuca… Czasem naprawdę szkoda…

  12. Ds, możesz mi wysłać pusty mail? Nie mam swojego komputera, a tym samym Twojego adresu, a chcę do Ciebie napisać.

  13. Ds, możesz mi wysłać pusty mail? Nie mam swojego komputera, a tym samym Twojego adresu, a chcę do Ciebie napisać.

  14. Też miałam małpkę Monchichi. Ulubionego misia z przetartymi łapkami,żółtą małpę i wiele innych. Mama wszystko oddała.

    Uratowała się tylko Buldinka (pies buldog), bo zabrałam ją ze sobą z domu i do tej pory z nią śpię.

  15. miałam ci ja kangura z długim ogonem, którego tuliłam do snu przez całe dzieciństwo. Kangur miał w torbie małe kangurzątko które miewało się nieźle do momentu kiedy jakies 5 lat temy zwęszył je mój ówczeny szynszyl Tyson i dokonał dzieciobójstwa.
    ***
    szkoda ze w dzisiejszych czasach jest za dużo zabawek żeby dzieciaki miały te jedną ukochaną

  16. nie, nie – Dzieci nadal mają swoje ulubione zabawki. Nawał prawdopodobnie wywołuje podobny skutek jak brak – bo np ukochaną zabawką mojego zasypanego wszelkimi dobrami Syna jest kij. Powtarzam – KIJ. Od podbieraka, którego część do podbierania już dwano odpadła. Kij robi za broń białą, za strzelbę, za laskę, puzon – i nie wiem za co jeszcze robi. Gdy machanie kijem przed nosem doprowadza mnie do szału (bo galop z kijem w tę i nazad jest swoistą normą) – jestem bezsilna – bo nawet w przypływie najwięksej furii – nie udało mi się go połamać i wyrzucić do kosza. Jest bambusowy ;)))

  17. Mam szczęście
    -uratowałam kilka ze swojego dzieciństwa:misia z trocinami, ostatnią lalkę, osiołka,który już się rozpada, kilka drewnianych figurek,rosyjskie drewniane naczynia (kokhloma-cudo) i niemal wszystkie książki ( nawet po mojej mamie i tacie). Zabawki mojej córki są pieczołowicie przechowywane w pawlaczu w pudełkach z Ikei.
    Były o to awantury z byłymi teściami, że się nie dzieli z dziećmi ich drugiego syna.
    Część zabawek oddałyśmy dzieciom bardziej potrzebującym.Ukochane zostały – zwłaszcza kucyki ( drogie teraz na aukcjach). Książki są prawie w komplecie.Bratanek teraz czytuje. Kolekcja powiększyła się o pokolenie.Nie ścibię jej dla siebie. Pożyczam na długo jak komuś potrzeba . Ale wracają od dobrych ludzi.
    Oby tylko moje przyszłe wnuki mówiły po polsku.

  18. gdzieś u rodziców cały worek malutkich plastikowych zwierzątek – moich i siostry, oraz pluszowa, rózowa wiewiórka 🙂
    lalki też strzygłam, nazywały się Klaudia i Seudia (bo myślałam, że imię „Sylwia” tak brzmi…)
    aha. mam jeszcze czerwonego matchboxa, samochodzik taki. nawet mu się drzwi otwierają 😉

  19. No cóż, w naszej rodzinie zabawki przechodziły na następne dzieci i ich dzieci, w związku z tym nic się nie zachowało, ale głównie pamiętam zabawki rosyjskiego pochodzenia – nakręcane metalowe ptaszki, dmuchane lalki w kształcie matrioszek, z dzwonkiem w głowie

  20. No własnie, też bałam się, że w czasach zbyt dużej ilości zabawek i zasypywania dzieci wszelakimi dobrami, moja córka nie będzie miała takiej ukochanej, jednej. Jednak się myliłam. Taką ukochaną zabawką stał się piesek-znajda, znaleziony na podwórku, utaplany w błocie, którego po wypraniu, wysuszeniu i podszyciu mu ucha, dziecko moje zaanektowało na stałe i pokochało. Nazywa się Reksio 🙂

  21. mamy brązowego misia z jaśniejszym brzuchem, bardzo nadwyrężonego wiekiem bez jednego oka. Dostałam go podobno od babci (nie pamiętam jej niestety) i ukochałam go od pierwszego wejrzenia.

  22. mig, dziwnych mieliście tych rodziców ;> żeby wszystkie zabawki rozdawać… przypomniałaś mi że ja mam myszę którą dostałam na 18 urodziny, ale nie we francji. wysłałam Ci mail, a adres jest tam na górze na prawo od „skomentuj” 😉

    obcasy, no przecież nie mówię żeby trzymać Wszystko. jeno parę pamiątek 😉

    Wężon, to moja Mama jakaś nieużyta była i nic nie oddawała. albo co. 😉

    nec, to chyba miałaś takiego samego kangura jak mój…

    spt, a bo on ma dużo wyobraźni. jak się ma wyobraźnię to najlepsze są najprostsze zabawki 🙂

    dintojra, trociny! to mogą być trociny! myślę że kwestia w jakim języku będą mówiły wnuczęta zależy również w dużej mierze od Ciebie i tego co przekażesz dzieciom…

    bere, „Seudia” mnie zabiła 😉 zaczęłam się zastanawiać co dzisiejsze dzieci będą uważać za wymyślne imiona, skoro Julii i innych Wiktorii mają naokoło jak mrówków… chyba też miałam lalkę Klaudię, ale nie jestem pewna. samochodziki ma oczywiście eM.

    batumi, przypomniałaś mi że miałam rosyjską wańkę-wstańkę! ale to było wieki temu naprawdę i się chyba szybko zepsuła.

    obcasy, to Reksio jeszcze jest znany współczesnej młodej młodzieży??

    scarbossa, a imię? jak ma na imię? 😉

  23. jako osoba dorosła straciłam chyba dar NAZYWANIA 😉 ale powiem Ci, że mam do tego stwora niezwykły sentyment, to chyba ostatnia rzecz, jaką dostałam od Dziadka.

  24. Biedronka! Na sznurku ciągniona! Drewniana! Machała skrzydełkami!

    Sorry, że tak wykryzknikuję, ale wydobyłaś mi ją z głębokiej podświadomości ;-).

  25. Nie mam żadnych już. Chyba, że u rodziców w piwnicy coś się przypadkiem ostało, ale bardzo wątpię.
    Pamiętam za to walec drogowy, który ojciec przywiózł mi z samej stolicy. Był na baterie. Walec, nie ojciec.
    Byłem tak ciekaw sposobu, w jaki był napędzany, że jeszcze tego samego wieczora rozebrałem go na części.
    Więcej już nie jeździł.

    Zdrówka maleństwu życzę!

  26. Na pierwsze urodziny dostałam wielkiego miśka. Znaczy wtedy był wielki, większy ode mnie 🙂 po kilku latach musiał przejść operację wszczepienia nowego oka, bo mu się urwało (samo oczywiście!)
    Później jako, że bardzo marzyłam o lalce, którą można by czesać, dostałam takową, Jola miała na imię bodaj. Kiedyś chciałam sprawdzić, czy jej odrosną włosy i obcięłam na zapałkę. Nie odrosły 😉
    I straż pożarną taką duużą, czerwoną i z drabiną. Kilka resoraków i ukochane jeepy. Z kołem zapasowym oczywiście. Jeep bez koła zapasowego, to nie był prawdziwy jeep.

    Nie mam żadnej z tych zabawek. Wszystkie poszły w ręce młodszych dzieciaków z rodziny, do sąsiadów tudzież.
    A szkoda!

  27. Moje zabawki i zabawki moich 2 siostr prawdopodobnie siedza w kartonach w rodzinnej piwnicy. Nie sprawdzilam tego do tej pory, poniewaz boje sie, ze odkryje smutna i bolesna prawde (wiem, ze mama lubowala sie w wydawaniu naszych zabawek).
    A zabawki jakie posiadalam m.in. to: lalka ktora dostalam na 1sze urodziny, taka co to niby sama miala chodzic, w zlotych lokach i z brazowymi otwieranymi oczami o imieniu Elzbieta (zadnych zdrobnien). Lalka ta ze wzgledu na swoja wielkosc dostalwala np specjalnie szyte dla niej sukienki, lub buciki po noworodkach i niemowlakach (wypychalam je wata), policzki i paznokcie miala wymalowane lakierem do paznokci (moja stylizacja), a wlosy stracila nie od obcinania ale od wyczesywania. Mialam tez misia brazowo-burego z pozytywka wszyta w szyje, ktora wygrywala melodie i slowa piosenki „My jestesmy krasnoludki”, nazywal sie ten misio Uszatek. Byl tez „kawowy” mis, ktoremu wysypal sie na glowe zar z pieca (do tej pory nie wiem jak) – Pawelek; piesek w zielonym fraku z mucha pod szyja – Nestor; lala Urszula z krotkimi bialymi wlosami, ale za to bardzo miekkimi, miala piekne niebieskie oczy. Mialam tez wielkiego brazowego misia z wylupiastymi brazowymi oczmi a uszy i koncowki lapek i nozek byly w kolorze zoltym, ale akurat jego imienia nie pamietam (nie wiem czemu bo to byl mis, ktory od sypiania ze mna tracil glowe :), zwyczajnie od mojego lezenia na nim mu odpadala). No i mialam takze kroliczka o mordce identycznej jak mordka malpki, o ktorej wspomnialas (az wyszukalam album aby odszukac zdjecia gdzie jestem z tym kroliczkiem i on oprocz tego ze ma dlugie uszy niczym sie nie rozni), byl bardzo gietki, mozna mu bylo w pyszczek wsadzac jego kciuki bo koncowki lapek byly z takiego samego tworzywa jak pyszczek, w kolorze spokojnego stlumionego rozu, ale imienia jego tez nie pamietam. O samochodach z otwieranymi drzwiami (roznych marek), calych kolekcjach roznorodnych klockow i masie innych pluszakow i lalek ale mniej zakorzenionych w pamieci nie wspominam juz :). No i byla tez w koncu ‚barbi’ dokladnie zakupiona w 1990 w Peweksie, byla cudna i z Matel (jakie to kiedys bylo wazne) :).
    A ze bylysmy trzy „rok po roku” to wiekszosc zabawek bylo w ilosci sztuk trzy (te ktore dostawialymy na wspolne okazje).
    Takie nasze zabawkowe imperium.
    Dodam, ze jestem rocznik ’80 wiec wiekszosc z tych zabawek dobija trzydziestu lat.
    Sentymentalnie mi sie zrobilo…

  28. no to ja off topic chcialam zlozyc najlepsze zyczenia urodzinowe szanownej autorce – STO LAT DS 🙂

  29. no to ja też! chociaż przyznam się bez bicia, że daty nie pamiętałam. STO LAT DS :**** (i wszystkiego LEPSZEGO 😉

  30. helena, znaczy samochodów nie miewasz czy nie nazywasz?

    mignona, 🙂

    Kay, a Ty mi wydobyłaś węża, który był na jakąś taką gumkę, gumkę się naciągało, następnie puszczało i wąż sam szedł na kółeczkach. czy jakoś tak. strasznie mnie to fascynowało.

    szyper, no to chyba typowo dla przyszłego inżyniera 🙂

    Rinonka, to chyba wszystkie obcinały…

    Aga, to nie sprawdzaj lepiej tej piwnicy i żyj w przekonaniu, że tam są…

    ***
    dziękuję Państwu za życzenia, wzruszyłam się 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s