Ludzie to dziwni są jednak

Musiałam ostatnio spędzić trochę czasu na peronach wielkiej stacji metra i RERu – mianowicie Chatelet. Na jednym peronie ciągnął mnie za rękę jakiś chory psychicznie (lub dobrze udający) żebrak tak namolnie, że mało mi jej nie złamał, więc uciekłam na inny peron, nie z wrzaskiem, ale mało brakowało. Zazwyczaj aż tak namolni nie są, ale był upał i cisza przed burzą, może dlatego. Na drugim peronie oparłam się spokojnie o ścianę, z nadjeżdżającego wagonu wysypał się tłum, z tego tłumu jeden podszedł do mnie, czy mówię po angielsku. Zaprezentowałam odruch ucieczki, zrozumiały po wcześniejszych przeżyciach, po czym się zreflektowałam, że przecież człowiekowi trzeba pomóc, a nie od razu homo homini lupus est. Odparłam, że mówię i że no, I’m not afraid. Facet wdał się w długie i zawiłe tłumaczenia, czy mianowicie znam różne stacje na tej linii, i że zginął mu bagaż w RER, że zgłosił to gdzieś, ale kazali mu jechać na ostatnią stację i tam zgłaszać… kiwałam ze zrozumieniem głową, brzmiało to prawdopodobnie znając francuską biurokrację. Dlaczego nie kazałam mu od razu iść na policję nie wiem, byłam zmęczona i ogłupiała od upału. W każdym razie facet kontynuował, wrócił tu, ale tu już było zamknięte i kazali mu wrócić jutro. Nadal kiwałam ze zrozumieniem głową. Po czym się ocknęłam, bo clou faceta brzmiało „czy możesz więc mi pożyczyć trochę francuskich pieniędzy?” Tak właśnie się wyraził, nie euro, tylko „French money”. Naprawdę mnie zdziwiło, że byłam już prawie gotowa uwierzyć w całą tę historię. Automatycznie odparłam, że ależ nie mam żadnych pieniędzy.
– Ach, szukasz pracy? – ucieszył się facet.
– Mhm – przytaknęłam, w sumie nie wiem dlaczego. Nie miałam akurat nic lepszego do roboty, więc czemu by sobie z nim nie pokonwersować. Następnie poprzytakiwałam mu jeszcze chwilę, w wyniku czego okazało się, że jestem pielęgniarką i szukam pracy w szpitalu. Dalibóg nie wiem, wyglądam jakoś szczególnie na pielęgniarkę? A potem facet zapytał skąd jestem – na pewno z Europy Wschodniej… Polska, Rosja? Nie wyparłam się ojczyzny, co jak co ale za Rosjankę proszę mnie nie brać. I tu facet mnie zaskoczył, bo zaczął wymieniać kolejne imiona stricte polskie, mianowicie: Agnieszka, Malgorzata, Ania, Maria… Muszę przyznać, że mnie zatkało, chociaż jeśli był z Londynu to naprawdę nie aż taka sztuka poznać tam teraz takie imiona. Potem rzucił „Tatiana”, na co ja się obruszyłam „O nie, to rosyjskie imię”. I tu facet mi podpadł, odparł bowiem
– Ale to to samo!
Wygłosiłam płomienne przemówienie, że otóż NIE – nie to samo, facet się zgarbił i wkrótce sobie poszedł zrezygnowany. Jestem naprawdę ciekawa, co zamierzał osiągnąć. Zagadać mnie i wyciągnąć mi portfel? A może też miał przerwę w podróży i się nudził…

12 thoughts on “Ludzie to dziwni są jednak

  1. Jestem przyzwyczajona do zebrakow, ale nigdy moi tutejsi nigdy nie sa nachalni, a juz dotykanie nie wchodzi w rachube. Bardzo dziwnie sie czulam w Krakowie wieczorami jak czulam ze zebracy podchodza za blisko. Tak samo w W-wie ledwie wysiedlismy z pociagu i rozpatrywali sie za taksowka, jak podszedl do nas facet z mowa ze on wlasnie jest na „przepustce z wiezienia” i zbiera pieniadze…nawet nie sluchalam do konca tylko natychmiast go splawilam. Brat sie mnie potem pyta, ale na co on zbiera te pieniadze? Pewnie na powrot do wiezienia, odpowiedzialam. No boje sie nachalnych atakujacych zebrakow, tacy co stoja grzecznie pod sciana z kubikiem lub wyciagnieta reka maja u mnie duze szanse.
    Podziwiam ze wdalas sie w takie dyskusje.

  2. Cóż – masz branie, przyciągasz szczególny gatunek fecetów – już wiem dlaczego się uzależniłem 😉

  3. brrrr,jakoś tak dreszcz mnie przeszył na temat tego nachalnego ciagnącego.
    Co do rozmownego to faktycznei albo się nudził i chcial pogadać( miałam taką sytuację w pociagu raz.Ależ niech pani nie myśli że paniapodrywam,mam żonę i dziecko ale chcę pogadać;))
    albo hm,hm no nie wiem.

  4. lumpiata, oszywiśśście i niewątpliwie 😉 zwłaszcza ten tekst o pożyczeniu kasy na to wskazuje, nieprawdaż 😉

    stardust, tutejsi też nie są aż tak, choć potrafią nad człowiekiem w rer stać i ględzić pięć minut, ale ten łapiący był wyjątkowy, nigdy przedtem mi się to nie zdarzyło, nie licząc cyganek w warszawie.
    ja się nie wdałam, to samo wyszło – z początku myślałam, że naprawdę zagubiony turysta.

    Klu, AAAAA! to ja już sobie pójdę.

    tuv, no brrr. no hmm, ja właśnie też nie wiem.

  5. ja w takich przypadkach daje tzw. evil eye i po wszystkim.
    kurde, dziwi mnie jak ludzie – bo im sie nudzi, to musza gadac..- niech se ksiazke poczytaja, albo muzyki – jak mozna zaczepiac obcych?
    no chyba ze powod jest inny, a obiekt zaczepiania interesujacy;)

  6. może faktycznie nie miał za dużo nic do roboty jak i Ty, to sobie pogadaliście?;-)
    a przy okazji chciał kasę wyciągnąć, ot co. No to ja już wolę takich „żebraków”, niż tych siedzących wszędzie na schodach i ulicach…

  7. who, nie – wyglądam jak naiwna którą się da naciągnąć. wiem o tym i czasem to z premedytacją wykorzystuję 🙂

    ania, też nie wiem jak można zaczepiać obcych 😉

    thernity, no właśnie, w sumie też chyba wolę, chociaż nie wiem czy nie są bardziej niebezpieczni. gdybym miała portfel w kieszeni, to może bym się go pozbyła przy okazji…

  8. Przy tekscie „to przecież to samo, co za róznica” zawsze dostawałam piany na pysku.
    Kij im w oko.
    😉

  9. Sze, słowo że pisząc ten fragment myślałam „kto jak kto, ale Sze to mnie zrozumie ;)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s