Samochodowy atlas kobiet

Korki, te podparyskie tłuste, dobrze odżywione, straszliwe korki, postrach wszystkich, zmora i koszmar senny na jawie dręczący nieszczęsnych kierowców. Wszystko już o nich napisano, i cóż więcej dodać. A jednak mają jedną zaletę. Jedną jedyną. Można w nich otóż czynić to, czego normalnie prowadząc auto robić się nijak nie da: czytać. W ten właśnie sposób w ciągu ostatnich trzech tygodni udało mi się strona po stronie przeczytać „Kieszonkowy atlas kobiet” Sylwii Chutnik i pewnie już zawsze będzie mi się kojarzył ze smrodem spalin wokół i odgłosami niecierpliwych klaksonów.

Jak zawsze wzdragam się przed pisaniem o czymś, co zostało szeroko rozreklamowane, bo wiadomo – pochwalę, powiedzą, że chwalę tylko dlatego, że wszyscy chwalą; zganię, powiedzą, że się czepiam i usiłuję na siłę być oryginalna, bo wszyscy chwalą. Postaram się zatem zachowac umiar i powiem, że podobało mi się – nawet na początku uznałam, że Paszport Polityki jest zasłużony, a to już coś, bo ja oczywiście od lat wiernie kibicuję w tej materii Dukajowi. Potem zresztą pomyślałam „Paszport to oznacza, że powinni ją tłumaczyć, ale mam nadzieję, że na francuski jej nie przetłumaczą, bo bym się musiała wstydzić” – i zaraz się sama zganiłam, bo kto jak kto, ale Francuzi akurat też miewają kloszardów i wariatów. To było przy tej pierwszej części, o Mańce-wariatce, nieudanej handlarze bazarowej. Ruszyło mnie też, że Chutnik, urodzona 35 lat po wojnie, ośmiela się pisać o Powstaniu Warszawskim, i JAK to robi – że człowiek, który czytał już i Borowskiego i Grzesiuka, jednak znów czuje się osobiście dotknięty. Może zresztą nie człowiek, tylko kobieta, i w tym sedno.

Bardzo szczególna jest konstrukcja tej książki, w ogóle trudno to nazwać literaturą – niby to są 4 opowiadania powiązane miejscem akcji, ale z Chutnik co chwila wyłazi temperament publicystyczny. To miejscami bardziej reportaż niż proza. Stąd zresztą tytuł, bo co chwila pojawiają się wytłuszczone nazwy kolejnych kategorii kobiet polskich, zabieg bardziej prasowy niż literacki. Zdarzają się zresztą w tym tekście takie gazetowe uproszczenia, nazbyt oczywiste skojarzenia, passusy z satysfakcją dowodzące założonej z góry tezy, i to chyba najpoważniejszy zarzut. Ale to nie styl rzuca się tutaj najbardziej w oczy, tylko naprawdę niewiarygodny zmysł obserwacji i cudownie uchwycony sposób mówienia ulicy (i nie ma to nic wspólnego z Masłowską, tylko za to już chapeau bas się należy). Samo to dostarcza przy czytaniu wiele niekłamanej radości. Jestem ciekawa, co dalej zaprezentuje nam Chutnik, i czy na coś zamieni ten publicystyczny styl. Ale mam nadzieję, że ten jej dar obserwacji się nie zmarnuje.

6 thoughts on “Samochodowy atlas kobiet

  1. Atlasu jeszcze nie czytałam, ale autorka tu i ówdzie mi miga. ostatnio – właśnie publicystycznie – w Polityce. pewnie czytałaś, jej felieton poświęcony był właśnie kobietom Powstania.
    dla mnie – bardzo sympatyczna postać 🙂
    (i do diabła z teoriami, że nie można utożsamiać autora z tym co i jak pisze 😉

  2. helena, w tym przypadku chyba akurat można utożsamić, przez ten publicystyczny styl i nieukrywane poglądy.

    szyper, tak właśnie.

    Sze, nononono no! no coś takiego!

  3. mnie ten „Atlas” poleciła Izabela Sowa na targach książki 🙂 i się zachwyciłam, chociaż jest taki, jak piszesz – publicystyczny.
    a felietony trochę mniej mi się podobają, chociaż podczytuję jej bloga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s