Kataklizmuś śniegowy

Malusi kataklizm tu mamy od wczoraj, że tak sobie stworzę oksymoron bardzo dobrze oddający sytuację. Rzeczywiście śniegu napadało wczoraj rano więcej niż przez trzy ostatnie grudnie razem wzięte (to jest mój czwarty grudzień tutaj i ja nie wiem, jak to się stało, oraz kategorycznie odmawiam jakichkolwiek rozważań na ten temat). To oznacza ładne parę centymetrów białego puchu, który mnie zresztą szalenie ucieszył i cieszy mnie nadal, chociaż dzięki temu wczoraj rano na przejechanie 5 km potrzebowałam godziny, bowiem wszyscy stali. A jak już się ruszali, to nie szybciej niż 6 km/h, jak bowiem powszechnie wiadomo, ŚNIEG jest straszliwie niebezpieczny. Do pracy w południe udałam się zatem RERem, który zasadniczo strajkował, ale jakoś był dla mnie łaskawy.

Dziś rano najpierw wyjrzałam za okno i ujrzałam, że śniegu od wczoraj nie przybyło, ucieszyłam się więc, że pojadę spokojnie autem do pracy. Potem radio zaczęło roztaczać apokaliptyczne wizje ŚNIEGU z gołoledzią, i orzekło, że najlepiej w ogóle nie wychodzić z domu. Włączona specjalnie na tę okoliczność tv pokazywała w kółko samochody w ośnieżonych rowach i informowała, że jest stan alarmu trzeciego stopnia (z czterech możliwych, tak zwany „alerte orange”). Dobrze, że nie stan wyjątkowy, mruknęłam do siebie, i z domu wyszłam zdecydowana jednak na użycie strajkującego transportu publicznego. Stąpnęłam na czarny chodnik, i mnie tknęło. Zamiast w stronę stacji RER udałam się na osiedlową uliczkę, która też była czarna i miejscami zupełnie sucha.
– Nikt mnie nie przekona, że jeśli moja osiedlowa uliczka jest czarna, to główne drogi będą ośnieżone i oblodzone! – poszłam po rozum do głowy i odpaliłam silnik. Słusznie, bo dojazd do pracy zabrał mi raptem 45 minut, a to i tylko dlatego, że po drodze zaczęło prószyć, więc wszyscy na wszelki wypadek zwolnili jeszcze bardziej. Przy czym na zdrowy rozsądek tutejszych kierowców naprawdę nie należy liczyć: przy zjeździe z dość stromej i krętej górki na jednak mokrym asfalcie wszyscy obficie używali hamulców. Niewykluczone, że jestem tutaj jedyna, która potrafi hamować silnikiem, i nic tu nie pomaga przypomnienie umieszczone przy wjeździe na górkę. Poza tym wszystkie tablice informacyjne po drodze zamiast normalnie powiedzieć, gdzie są korki i ile czasu będzie trwał przejazd, mówiły „uwaga, możliwe opady śniegu”, które to opady akurat świetnie widziałam w świetle reflektorów i nie potrzebowałam jeszcze o nich czytać.

22 thoughts on “Kataklizmuś śniegowy

  1. Jacuś, ale jakich problemów? Ty czytaj ze zrozumieniem! Przecież się na ulicach rozluźniło. Nie dość więc, że jest miło, to jeszcze przyjemnie. 🙂

  2. no tak, przepraszam. ja jestem taki małomiasteczkowy, więc dla mnie każda zwyczajna rzecz jest korkiem (?) co ja piszę?

  3. jest ślicznie i nawet jak wczoraj stałam godzinę, to i tak było ślicznie. w mojej wizji świata w grudniu ma być śnieg i dopiero wtedy mogę czekać spokojnie na wiosnę. w końcu jest jak ma być 🙂

  4. To, co mnie zawsze rozśmiesza to właśnie zachowanie Paryżan podczas opadów śniegu.
    Mówią o tym w wiadomościach, piszą w książce „Merde(…)” i Ty też o tym piszesz.
    🙂

  5. nie,no JEST ślicznie:).
    U nas też śnieg prószy , nawet ciutkę odśnieżaliśmy obejście;).
    Ja lubię taką zimę,chociaż ona raczej nei lubi mojego auta;>>>

  6. No nic mnie bardziej nie wkurza (oprocz ewidentnego lamania przepisow i wp… sie na kogos) niz ancymony co jada W DOL i nie wpadna na pomysl uzycia skrzyni biegow.

    No bez jaj.
    Kiedys jechalam sobie trasa 17 z gór Santa Cruz (jak ktos wie gdzie mieszkam to wie o czym mowie..). Tak jakies dobre 30 mil w dol, droga kreta etc.
    I co.
    Balwany zatkane jada na hamulcach.
    No luzik. Ale temu balwanowi przede mna w koncu dym poszedl z….(nie wnikalam skad bo i tak zatarasowal cale dwa jedyne pasy..).
    Cud, miod, malina i w ogole.

    A juz jazda w gorach w towarzystwie kalifornijczykow to jest daleko posuniete nieporozumienie.
    Oni w ogole, W OGOLE nie maja pojecia jak jezdzic w zimie…

    Takze, DS, nie narzekaj. Zawsze moze byc gorzej 😛

  7. Bywają katalepsje, kataplazmy i kata-klizmy (takie bardziej japońskie chyba). I nie wiadomo co lepsze.

  8. Proponuję puścić frogojadów we wczorajszą trasę z wawy do łodzi w godzinach nocnych. Zero piaskarek, żadnego odśnieżania, za to błyskające żółto światła pomocy drogowej (raczej rowowej)

  9. jacy, oj tak, jeszcze słoneczko by się zdało!

    sesz, ale trzeba im przyznać, że są skuteczni. wysypują tony soli i jest sucho. oraz przewidują i ostrzegają. o co w Polsce jakoś dziwnie trudniej, nie wiem czemu.

    tuv 🙂

    futrzak, mnie to nie wkurza, sami sobie w końcu hamulce psują, bardziej mnie bawi…

    bła-zenek, katapulty!

    małgośka, taaa…

  10. My zawsze odporniejsi i bardziej wyćwiczeni. Gdybym miała słuchać rad niemieckiego radia i się do nich stosować sczezłabym w jakiejś piwnicy!
    (huragany, śnieżyce, deszcz)
    2cm śniegu to była prawie klęska żywiołowa 🙂
    U nas też ludki zapomniały chyba o prawdziwych zimach, bo zaczynają pojękiwać i popłakiwać.
    Mam troszkę śniegu i troszkę mrozu i czekam na więcej.
    🙂

  11. szeh, brawo, ja też. pamiętam zaspy wyższe niż człowiek, chodziło się tunelami i serce się śmiało

  12. Anglicy tez nie maja pojecia jak jezdzic, do tego nie maja zimowek, bo i po co na kilka dni w roku. A wlasnie popadalo, wiec jest niezle.
    Ale z tego co widac na polskich portalach, to umiejetnosci kierowcow rowniez nie sa zbyt… hmmm…
    A snieg bywa tam przez kilka miesiecy w roku.

    Z tego co pamietam hamowanie hamulcem tam tez jest duzo powszechniejsze niz silnikiem, mechanicy zawsze cmokali na moje klocki, ze tak malo zuzyte;)

  13. A ja przez okno widzę, że jakiś łoś zostawił jachcik na wodzie.
    No i teraz został na lodzie.

  14. Jesu ds, tutaj (w sensie w Anglii) jest tak samo.
    Napadało przez noc 5-10cm (powtarzam, centymetrów) śniegu, już zamykają lotniska, autobusy kursują co drugi, do biura przyszła dziś może 1/4 pracowników, bo na drogach jest niebezpiecznie.
    Mnie nawet przez myśl nie przeszło, że mam nie iść do pracy, przecież w pl to normalne, nie? Śnieg się zdarza, to nie jest koniec świata.
    Aczkolwiek fakt, mogliby się nauczyć odśnieżać ulice i używać piasku/soli na chodnikach, żeby się ludzie nie pozabijali. Moja uliczka to faktycznie lodowisko, bo nikt się nie kwapi do odladzania.

  15. rozumiem, ze to co sie dzialo w warszawie w ostatni czwartek we francji wymagaloby ogloszenia stanu kleski zywiolowej

  16. Sze, ale całkiem poważnie, to solidna prognoza nie byłaby od rzeczy. czy odporniejsi czy nie.

    jacy, ale kto wtedy miał samochód… 😉

    GyPsi, przez kilka miesięcy w roku to chyba już tylko w Finlandii!

    szyper, łoś zasłużył, jachciku mi żal…

    mama Lenki, nie wiem co boskie, ale się zgadzam!

    Rinonka, u mnie w piątek jeden faktycznie nie dotarł, bo ślisko. śmiech zamarł mi na ustach.

    tuv, widziałam. pazerne francuzy jak zwykle.

    laska1, pewnie tak.

    Beata, nie – nikt nie zmienia, bo i po co. Mówię, od trzech grudni tyle śniegu nie było, a i lód tylko w lodówce. ale oni i w deszcz nie umieją jeździć.

  17. 🙂
    Dodam tylko, że zawsze wygląda na to, że w każdym kraju jak trochę popada, to maja paraliż, a tylko w Polsce jesteśmy w tym wyćwiczeni:) Surowe zimy w przeszłosci (a i teraz całkiem, całkiem), dały nam jednak niezłą szkołę. Może jeszcze Rosjanie i Skandynawowie są z nami w tej 1szej „10” 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s