B Ó B

Ludzie, nie uwierzycie.
Cud!
Kupiłam BÓB.
Prawdziwy, świeży BÓB.

Uparłam się w tym roku na zdobycie ukochanego warzywa tak, że od razu w
głowie mi się neon zaświecił na widok intrygujących dużych zielonych
strąków wystawionych na sprzedaż, chociaż nigdy jeszcze nie widziałam
bobu w tej postaci. Nadłamałam jeden paznokciem, i w środku istotnie
było to, co być powinno. Mimo emocji wąż w kieszeni był na miejscu i
pognałam do kasy pytać, ileż to moje szczęście kosztuje – nad strąkami
nie było ani nazwy ani ceny – ale nijak nie mogłam się dogadać z chińską
kasjerką. Nazwa, którą ja uważałam za właściwą w języku francuskim,
najwyraźniej nic jej nie mówiła, a odpowiednika chińskiego nie znam.
Pomyślałam w desperacji „a co mi tam, nawet jeśli z 10 € kosztuje, i tak
przecież muszę„, i poszłam napełnić strąkami foliowy woreczek.
Przy kasie okazało się że 2€ za kg, przy czym większość z tego kilograma
to strąki, a kiedy już zapłaciłam, chińska kasjerka objaśniła, że
sprzedają również łuskany, i pokazała woreczek całkiem jak w Polsce,
tylko malutki. Wkrótce zatem pierwszy raz w życiu wyłuskałam sobie bobu,
a następnie go zeżarłam z zachwytem. A wiedzieliście, że te strąki są w
środku wyściełane taką mięciutką warstwą jak gąbeczka?

20 thoughts on “B Ó B

  1. Pierwszy raz?! Co ja się bobu nałuskałam w dzieciństwie. Uwielbiałam tę mięciutką wyściółkę w strąku. Ale to świetnie, że go tam sprzedają. W końcu bób jada się nie tylko w Polsce. Właśnie się dowiedziałam, że na Malcie jest bardzo popularny jako przekąska do piwa czy wina i chciałam Cię tam wysłać. ;-/

  2. Zaraz, zaraz… To świeży bób jest jadalny??
    Dla statystyki podaję: nigdy nie łuskałem bobu i do tej pory nie miałem pojęcia o gąbeczce.

  3. Wiedzieliśmy, albowiem i my łuskaliśmy! My kupowaliśmy 5 kg bobu. Po łuskaniu było akurat na pożarcie. Nawet nie marudziliśmy przy tym łuskaniu, ale gdy na nowo objawiły się mozliwości zakupu łuskanego, jak należy, zarżeliśmy z radości 🙂

  4. too-tiki, Ty się nie liczysz, Ty nawet masz kury 😉

    nielot, ja jestem miastowa. świetnie że sprzedają, tu się zgadzam 🙂

    szyper, ugotowany.

    Sze, też nie marudziłam. ale być może wszystko przede mną 😉

  5. A co ma miastowość do tego? Jestem miastowa od urodzenia (miasto 120tys, więc raczej nie Bździnków Wielki), a bób znam głównie w postaci niełuskanej… samemu trzeba się było namęczyć…

  6. Wiedzieliśmy. Jadamy często wyłuskany z łupin, na chwilę pizgnięty na patelnię, z bardzo drobno posiekanym czosneczkiem.

  7. girri, a ja nie znam, i co mi Pani zrobi? w moich okolicach zawsze tylko wyłuskany sprzedawali…

    Baronowa, hmmm. hmmmmm. HMMMMM!!! ja gotuję. ale że czosneczek dobry do bobu, to wiedziałam. nie jestem KOMPLETNĄ ignorantką 😉

  8. Wiedzielismy. W glebokim dziecinstwie chadzalismy z dziadkiem na dzialke, gdzie trzeba bylo najpierw strakow narwac, a potem je wyluskac.
    Potem mieszkalismy w polskim bobowym zaglebiu, ale na szczescie wdzieczni pacjenci przynosili juz wyjety ze strakow.
    Bob lubimy w kazdej postaci, surowy, gotowany, z puszki podsmazany na masle…

    A jedna taka weszla do rodzinnych i nie tylko annalow stwierdzeniem: „a w Toruniu bobu nie ma”. Probowala wszystkich przekonac o tym, pech ze zaraz po wejsciu na rynek z pierwszego straganu lypal na nas.
    Od tamtej pory uzywamy tego powiedzonka, jak ktos probuje ewidentna bzdure nam wcisnac:)

  9. oczywiście…sadzę bób co roku od podstawówki. wyłuskuję i zjadam i zzbieram nasionka na następne sadzenie…
    oprócz mięciutkiej wyściółki ma czarne wrostki, bałam się kiedyś, że to robale; bób jest rewelacyjny:)

  10. Ja bób znam tylko w postaci wyłuskanej… wiele straciłam?

    Ale mam teraz smaka, taki świeżutki bobik na masełku z bułką tartą… mlask.

  11. Wiedzialam, ze straki sa wyscielone gabka i jak w ogole wygladaja 🙂
    Bo ja zawsze jadlam bób wlasnorecznie zrywany u Babci z dzialki a potem trzeba go bylo łuskać.

    Ale Chinczycy sa niezawodni – u nich mozna dostac wszystko.

  12. wiedzielismy 🙂 I w dziecinstwie luskalismy, ale dla innych, sami bowiem bobu nie lubimy! 🙂

  13. wiedzielismy, u babci na ogrodzie roslo toto w strakach wlasnie a nie w woreczkach foliowych 😉

  14. GyPsi, ja mogę wejść stwierdzeniem „a we Francji to bobu nie ma ;)”

    too-tiki, BO TAK! 😉

    athina, bdb, więcej będzie dla mnie!

    anonim, zazdroszczę. też bym sobie posadziła, tylko nie mam gdzie…

    cynamonowa, uff, chociaż Ty sie nie popisujesz że bób w strąkach to taka oczywistość 😉

    futrzak, ja do tej pory ich kojarzyłam raczej z elektroniką…

    miss, nie. maliny zbierałam, truskawek nie.

    aga-b, dziwne bardzo, jak można bobu nie lubić 😉

    tuv, dziękuję 🙂

    laska1, pfff. nie każdy miał babcię z ogrodem! (akurat miałam babcię na wsi, ale bobu nie miała, albo kompletnie nie pamiętam. groszek zielony pamiętam)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s