„Droga”

Wszyscy już z pewnością widzieli film, tylko ja jak zwykle nie, ale nie szkodzi, bo nie spodziewam się, żeby film w jakiejkolwiek mierze dorównywał książce. Zastrzegam, że to nie jest książka dla osób posiadających dziecko, zwłaszcza jedynaka płci męskiej. A zaczyna się zupełnie nieciekawie: po pierwszych paru stronach mruczałam do siebie „ileż ja już powieści postkatastroficznych przeczytałam w swoim życiu, i co niby nowego może powiedzieć ten jakiś McCarthy, w dodatku w XXI wieku?” oraz „a cóż to za pseudopoetycka grafomania i walające się wszędzie równoważniki zdań?”. Po czym ocknęłam się w połowie książki i poszłam wyglądać przez okno, sprawdzając czy moja cywilizacja aby nadal istnieje i czy niebo jest nadal niebieskie, lecz trudno było mi uwierzyć własnym oczom.

Ta dziwna narracja McCarthy’ego jest hipnotyczna, nie da się od niej oderwać, a wizja świata pokrytego popiołem zostaje w człowieku głęboko. Chapeau bas przed autorem, że nie poszedł na łatwiznę i nie zaczął wyjaśniać przyczyn końca świata. Nie wiemy, jak to się stało, co dokładnie się stało – i w ogóle mało wiemy, bo McCarthy jest oszczędny w słowach. Koncentruje się na pytaniu o granice człowieczeństwa, podanym językiem najprostszym z możliwych, w rozmowach z paroletnim synem. To bardzo łatwo mogło być nie do zniesienia melodramatyczne i banalne, a on tego uniknął. Tam jest też wadzenie się z Bogiem: równie minimalistyczne, i przejmująco prawdziwe. Genialnym podejściem jest brak usytuowania katastrofy w czasie: ta książka równie dobrze mogła zostać napisana w latach 50-tych, kiedy wyobrażanie sobie świata po wojnie atomowej było modne. Dzięki temu widać, że 50 lat rozwoju niczego tu nie zmienia, że nasza cywilizacja jest nadal tak samo krucha, że humanizm spaceruje po cienkiej linie, że człowiek jest i będzie jeszcze długo najgorszym wrogiem swego bliźniego. I że mimo wszystko potrafi się oprzeć przeciwnościom losu i zachować ludzką godność: bo wbrew pozorom McCarthy głosi tam piękną pochwałę Człowieka.

Przychodziły mi w trakcie lektury na myśl takie pozycje jak „Pamiętnik przetrwania” Doris Lessing, „Miasto ślepców” Saramagi, „Władca much” Goldinga – i chyba nieprzypadkowo to jest akurat twórczość noblistów. Proza McCarthy’ego ma tę samą siłę (choć nie wykluczam, że to ja wyjątkowo utożsamiłam się z bohaterem z racji wspomnianej w drugim zdaniu notki). Jeśli jak ja sądziliście, że znacie już wszystkie możliwe wizje postapokaliptyczne, to jednak nie.

8 thoughts on “„Droga”

  1. walnęła mnie ta książka w sam środek. nie mam dzieci, ale nie trzeba mieć, żeby poczuć.

    filmu nie oglądaj, nie ma sensu.

    właśnie nabyliśmy inną McCarthy’ego – Krwawy Południk. M, mówi, że podobnie napisana, i też kopie, choć inaczej.

    (Ty wiesz, że ja = whatever, prawda?;)

  2. a ja nie widziałam ani filmu ale nie czytałam książkę ale po Twojej notce chyba się skuszę i ją przeczytam 🙂

  3. a mnie przypomnial sie „Stalker” Strugackich. I chociaz w tej kategorii pozostanie ona nieosiagalnym wzorem (pewnie film Tarkowskiego ma takze na to wplyw) to ksiazka McCarthy’ego bedzie tuz obok. Jakze odmienna to literatura, w ktorej jak sama piszesz, sila relacji miedzy ojcem a synem zdanych na siebie w zdewastowanym swiecie powoduje, ze stawiamy sobie duzo ogolniejsze pytania niz te zaszufladkowane w dziedzinie SF.
    Nobel powiadasz … Moze Ty jestes Pytia a nie déesse ?

  4. Też chętnie sięgnę, ale w recencjach w Merlinie piszą o błędach w tłumaczeniu i redakcji. Prawda to?
    Boję się źle przetłumaczonych książek.

  5. inka, dobra, nie oglądam. chociaż kusi żeby zobaczyć jak dziecko zagrało 🙂

    miss, cobyeta, nie napiszę „przyjemnej” lektury, bo to jednak nie ta kategoria.

    p. dla mnie to jest właśnie ten rodzaj literatury, który powinien być nagradzany Noblem – uniwersalny, ponadczasowy, i o Człowieku.

    X. przyznaję, że nie zauważyłam żadnych błędów (i nie widzę zresztą gdzie w Merlinie się czepiają), a plastyczność opisu jest taka, że nawet jeśli tłumacz użył gdzieś niewłaściwego słowa, to na odbiór nie ma to wpływu.

  6. może źle się wyraziłam – sam film nie jest zły. gra dobra. ale emocje już zupełnie nie te.

    może gdyby TYLKO obejrzeć film…ale książka za bardzo człowieka przygniata, żeby film zrobił aż takie wrażenie.

  7. a film okazuje sie, ze nie jest wcale zly. Chlopak jest fantastyczny !

    Przy okazji , dvd pojawil sie w letniej wyprzedazy we FNAC-u, polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s