Kataklizm à la française

Kiedy wczoraj rano radio oznajmiło surowo „przewidywane obfite opady śniegu. 3 centymetry!” to nawet się uśmiechnęłam pod nosem. Ale kiedy po południu faktycznie zaczęło sypać i nie chciało przestać, mina mi rzedła z kwadransa na kwadrans. Nie chodziło o sam śnieg, tylko o to, co się będzie wyprawiać na drogach. Nie przewidziałam tego, że w panice pozamykają główne drogi, a to właśnie uczynili, cały ruch skierował się zatem na boczne, z wiadomym skutkiem. Strona komunikacji miejskiej padła z powodu obciążenia i informowała tylko, że żadne autobusy w rejonie paryskim nie jeżdżą. Wyszłam z pracy o 17, było jakieś +3, śnieg (ostatecznie według oficjalnych komunikatów w sumie 11 cm) częściowo stopniał, częściowo zamienił się w nieprzyjemną śliską breję. Kawałek od pracy jechało się zupełnie dobrze, acz bardzo powoli, na drodze było pusto, dopóki nie natknęłam się na osobnika stojącego na środku drogi i nie mogącego ruszyć pod lekką górkę. Zaraz zebrała się ekipa ratunkowa, coś wsadzili pod koła i auto ruszyło. Wyjechałam na główniejszą drogą i stanęłam. Dobre 20 minut przestałam kompletnie bez ruchu. W końcu trochę się ruszyło. Przepchałam się jakoś bokiem do mostu, który dla odmiany był całkiem pusty, ale moja radość nie trwała długo, bo za mostem – byłam już jakieś 2 km od domu – stanęliśmy znowu. I staliśmy. I staliśmy.

Radio prosiło, żeby pod żadnym względem nie porzucać auta na środku drogi, tylko w nim zostać. Informowało też w ramach ciekawostek, że zamknięta dla turystów została wieża Eiffla. Na pobliskim rondzie zablokowana została straż pożarna, która w desperacji w końcu wjechała pod prąd tuż koło mnie i tak stanęła. Nie było się gdzie ruszyć mimo najlepszych chęci. W końcu jakoś bocznymi drogami dotarłam do żłobka o 19, moje dziecko nawet nie było tam jedyne. Ostatni teoretycznie kilometr objechałam naokoło, ale mimo to prawie pod samym domem znowu napotkałam blokadę. Ryzykownie manewrując pojechałam pod prąd i dotarłam do domu o 20, zmęczona, ale szczęśliwa.

Rano dowiedziałam sie z radia, że ponad 3 tysiące ludzi w rejonie paryskim spędziły noc w centrach noclegowych, sporo innych w samochodach na środku drogi. Tłumy nocowały na lotnisku Charles de Gaulle, gdzie ruch powietrzny został całkowicie wstrzymany. Na drogach nadal są ponad 2 tysiące zablokowanych ciężarówek, główne drogi są ciągle zamknięte. Minister spraw wewnętrznych oświadczył, że mieliśmy do czynienia z fenomenem meteorologicznym o rozmiarach niespotykanych od pokolenia. I że zdecydowanie odradza wyjeżdżanie dziś autem, ponieważ jest gołoledź. Nieco oklapłam i nie spieszyłam się z wychodzeniem z domu, ale jak już wyszłam, to uznałam, że ja sobie sprawdzę na własne oczy, jak to wygląda. Droga owszem była dość śliska, ale na większości główniejszych dróg było praktycznie czarno (choć te naprawdę główne, jak N118, były zamknięte na amen). Za to niemal kompletnie pusto. Dojechałam do pracy bez żadnych problemów, acz rozważnie nie przekraczałam 50 km/h. Świat wyglądał jak po kataklizmie, na chodnikach i poboczach porzucone były liczne auta. Sytuacja ma wrócić do normy dziś po południu. Opady śniegu nie są na razie przewidywane, i oby ta prognoza się sprawdziła.

15 thoughts on “Kataklizm à la française

  1. Jednym słowem zima znów zaskoczyła drogowców 🙂
    u nas też biało i miałąm dziś kłopoty z wjazdem na parking firmowy, gdyż jest pod górkę, a szef zaoszczędził na piasku 🙂

  2. milena, dowcip polega na tym, że tu nie ma piasku pod ręką, a dozorca nie wstaje rano, żeby odśnieżać. i pewnie nawet łopaty nie ma. oni uwierzyli w to, że są ciepłym krajem i że posypanie solą wystarczy, gdyby trochę jednak coś zamarzło. faktycznie przez ostatnie 4 zimy widziałam na własne oczy, że to wystarczało.

  3. u mnie prawie wcale sniegu jak na te pore roku, ale 100 km ode mnie 1.5 metra, od weekendu. fajnie maja 🙂

  4. b! właśnie! i jak to u Was wygląda? drogi są odśnieżane na bieżąco? posypywane piaskiem, czy co? no przecież nie macie paraliżu kraju na całą zimę – nawet dziś jakis kanadyjczyk w radiu się z francji nabijał i mówił „bierzcie z nas przykład”. napisz coś więcej!

  5. A to mnie Francuzi zaskoczyli faktem iż uważają się za ciepły kraj :))))
    Teraz rozumiem 🙂
    U nas nad morzem już stopniało … robi się chlapa

  6. Powiadają ludzie, że nigdzie tak nie zmarzli jak w klimacie śródziemnomorskim zimą. Mnie się podoba, że w takiej kanadzie ludzie wożą bloki betonu albo wory z piaskiem w bagażniku, żeby mieć stosowne obciążenie na zakrętach.

  7. ds, tak jak piszesz, drogi sa odsniezane na biezaco. plugi wyjezdzaja jak tylko zaczyna padac snieg. czasami, jesli jest duza zamiec i bardzo zla widocznosc, drogi sa zamykane, ale raczej poza miastem. jak tu mieszkam 20 lat, nie pamietam zeby glowna autostrada byla zamknieta z powodu warunkow atmosferycznych.
    moja droga osiedlowa (czyli pewnie ostatniej kategorii) jest odsniezona codziennie jesli trzeba. ale – 1.5m sniegu w ciagu paru dni paralizuje troche miasto, na szczescie nie moje. ja osobiscie raz jeden tylko nie pojechalam do pracy bo nie moglam wyjechac z drogi osiedlowej. czyli nie tak zle.
    owszem, czesto wstrzymuja autobusy szkolne, ale szkoly sa z reguly otwarte, wtedy zalezy od rodzica czy dostarczy dziecko sam, czy zostawi w domu. moje dlatego chodzi do szkoly gdzie dochodzi na nogach, bez transportu szkolnego. mysle, ze pamietam nie wiecej niz 2-3 dni, gdy wszystkie szkoly byly zamkniete na glucho.
    piasku tutaj sie nie uzywa w ogole, tylko soli.
    tak wiec – wszystko jest kwestia przyzwyczajenia. i dobrych opon zimowych 🙂

  8. a ja siedzę i patrzę za okno i zastanawiam się, czy dzisiaj wrócę do domu… i nie dlatego, że zamkną mi drogę do domu ani z powodu korków. po prostu to jest droga nie odśnieżana. ja chcę do Hiszpanii!

  9. milena, chlapa najgorsza 😉

    lumpiata, ciekawe co by rzymianie zrobili 😉

    Baronowa, to jest coś co bezskutecznie tłumaczę francuzom – że my się po prostu umiemy ubrać na mróz i mamy opony zimowe i porządne ogrzewanie w domach… (i wódkę ;))

    b. dzięki. sól!? toś mnie zaskoczyła, myślałam że Kanada bardziej proekologiczna jest.

    batumi, wróciłaś? ale co, opon zimowych nie masz? po śniegu wcale nie jeździ się najgorzej…

  10. Znajac te historie z autopsji,postanowilem dodac moj komentarz.
    Mieszkajac w Seattle mam do czynienia z takimi sytuacjami srednio raz na rok.
    Trase dom praca ok 18 km pokonuje srednio w 13 minut,
    ale przed swietami po 10 cm opadzie sniegu jechalem 3 godz.
    Kto tu winien ??? —Kryzys i lyse opony.(To drugie jest wynikiem pierwszego).
    Ja sam choc mam 35 letnia praktyke jazdy po sniegu w Polsce ,staram sie nie wychylac nosa z domu w taka pogode. Bo co ztego ze mam dobre opony dobry samochod z all whell dr. jak jadacy za mna wielkim starym amerykanskim autem murzyn lub meksyk ma lyse opony. Ja nie mam szans
    a murzyn odwrotnie (solidniejsza konstrukcja).
    Tu zdarza sie i tak ze ludzie przy wiekszym opadzie sniegu
    wracaja do domu po pracy po 17 godzinach jazdy – stania
    na fre – way.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s