The Beaver

Mel Gibson występuje tu w roli Waltera Blacka, szefa i ojca rodziny, który popada w ciężką depresję, i próbuje się zabić, ale ratuje go znaleziona na śmietniku marionetka – bóbr, która użycza mu nowej, znacznie bardziej przebojowej osobowości. Reżyseruje i partneruje mu w roli żony Jodie Foster. Równolegle mamy wątek zbuntowanych nastolatków, czyli syna Blacka i jego dziewczyny. Po początkowych obawach odkryłam, że oglądam zupełnie niezły film, zwłaszcza zachwyca Gibson, który właściwie przez większość filmu gada ze swoją ręką (czyli rzeczonym bobrem) i mimo to daje radę. Chyba dobrze, że trudna tematyka depresji i rodzinnej walki z nią została poruszona w filmie w zasadzie familijnym, chociaż może trochę brakuje tu jasnego przekazu, że depresję należy jednak leczyć, a nie uciekać się do metod domowych (acz w pewnym sensie wynika to z akcji).

Wątkiem nastolatków byłabym zapewne zachwycona, gdybym była o połowę młodsza, a tak to tylko sobie prychnęłam „O – Amerykanie nagle odkryli, że cierpienie jest nieodłączną częścią życia, być to nie może!”. Oczywiście przed happy endem nie dało się uciec, acz w tym wypadku był wyjątkowo pożądany, inaczej widzowie tłumnie podcinaliby sobie żyły tuż po seansie. Tragikomiczna scena, w której pijany w drebiezgi Gibson próbuje się powiesić na krawacie i na drążku od zasłony prysznicowej, jest natomiast rodem z kina europejskiego, a właściwie spokojnie mogłaby się znaleźć w filmie polskim. Tylko że w „The Beaver” trwa jakieś dwie minuty i jest dokładnie tak przejmująca, groteskowa, tragiczna i żałosna, jak być powinna. W filmie polskim trwałaby minut dwadzieścia, bohater najpierw by się upijał bardziej, po czym gapiłby się długo i przenikliwie na krawat, który oczywiście byłby symbolicznie biało-czerwony, następnie upijałby się bardziej, gapił się przez długie minuty na drążek od zasłony, która zapewne byłaby pomalowana w jakieś bardzo symboliczne wzory rodem z Malczewskiego, itd. No – chyba że nakręciłby to Smarzowski.

Szalenie mnie intryguje, jaki będzie polski tytuł, jeśli jakiś będzie (google żadnego nie znalazł), bo Francuzi wymyślili sobie „Le complexe du castor” czyli „Kompleks bobra”, co jest chyba niemal równie durne jak polski „Wirujący seks”. Jaki znowu kompleks, na dziesiątą muzę?

5 thoughts on “The Beaver

  1. Od razu sobie przypomnialam slawna scene z kultowego filmu „Rejs” w ktorej porownuje sie filmy zagraniczne i filmy polskie 🙂

  2. Jesli bialo czerwony krawat, to powinna byc to zaslona od prysznica.
    Przepraszam, ale nie moglam sie powstrzymac.

  3. futrzak, bo ja mam klasyczne wzorce, a co 😉

    GyPsi, nie nadążam za Twoimi komentarzami. idę się napić 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s