Odsiecz

Na odsiecz pająkowi, który zginął w moim odkurzaczu, przyszła jego mamusia. Siedziała tuż koło moich drzwi wejściowych na wysokości dziurki od klucza, i była jeszcze większa. Nie wrzasnęłam, ponieważ w takich momentach całkowicie odbiera mi głos, za to odskoczyłam pod przeciwną ścianę, skupiłam się na oddychaniu i obracaniu w głowie jedynej myśli, która brzmiała „odwodnik prosiła sąsiada, ja też mogę!”. Niech dzięki będą blogom, bez tego nie wiem co bym zrobiła. Zbierałam odwagę i oddech, żeby zadzwonić do sąsiada, kiedy otworzyły się drzwi windy. Wyjrzałam. Wysiadło dwóch nastolatków. „No, ci to się nie będą bali pająka” przemknęło mi przez głowę, i rzuciłam się na nich.
– Pomóżcie! Tam pająk! Wielki! Ja się panicznie boję pająków! – wyjęczałam dramatycznie. Spojrzeli na mnie z ogromną dozą nieufności, i nawet się lekko cofnęli, ale ciekawość jednak przeważyła.
– Gdzie..?
– TU! – wskazałam.
– Ooo, faktycznie, wielki! – ucieszył się jeden chłopak, drugi wyraźnie trzymał się trochę z tyłu, ale ten pierwszy podskoczył i z wyskoku spróbował kopniakiem dosięgnąć pająka. Nie trafił i tenże wiedziony instynktem samozachowawczym zaczął się przemieszczać w dół. Jęknęłam przeraźliwie, gdyż od pająka w ogóle gorszy jest tylko pająk, który idzie. Na szczęście nastolatek tak nie uważał, migiem ściągnął but, i tym razem już nim dosięgnął straszliwe zwierzę na amen. Jęknęłam ostatni raz, potem zalała mnie fala ulgi – kto wie, ten wie, kto nie wie, ten i tak nie zrozumie – i rzuciłam się do podziękowań. Chłopcy rzekli, że nie ma sprawy, i rzucili mi spojrzenie mówiące wyraźnie „niech pani sobie strzeli kielicha”. Weszłam do domu i ujrzałam w lustrze sinozielonkawą zjawę ze zjeżonym włosiem i źrenicami rozszerzonymi na pół twarzy. W sam raz na Halloween.