O języku

Komentarz Spt mi przypomniał, jak kiedyś, naprawdę bardzo dawno temu, byłam (w Polsce) u lekarza, który akurat miał stażystę z bardzo odległego kraju. I tenże miał ze mną umówić kolejną wizytę. Próbował w języku, który jak jemu się zdawało był polskim, ja natomiast nie rozumiałam NIC. Nie dlatego, że polskim nie władałam. W desperacji zwrócił się w końcu do lekarza po angielsku „zapytaj ją, czy może przyjść w piątek”, na co ja z dużą ulgą wykrzyknęłam „Friday! Of course it’s ok”.

Poprzednie pytanie oczywiście było tendencyjne, ale dowiedziałam się tego, o co mi chodziło, za co Państwu dziękuję, obok całej reszty smacznych dygresji i anegdot: mianowicie, że większość jednak zacznie od zagadania po angielsku. W roli obcokrajowca występuję ja, w roli kraju słodka Francja. Zachwyca mnie nieodmiennie, że zaczepiana na ulicy jestem relatywnie często, a osobliwie wtedy, kiedy w ojczystym języku przemawiam do towarzystwa mego, i że jeszcze ANI RAZU nikt nie zaczął od zapytania mnie, czy mówię po francusku, albo po angielsku. Zawsze przysłuchują się chwilę memu szeleszczeniu, po czym radośnie zagadują po francusku. Skoro jestem we Francji i w ogóle umiem mówić, to z pewnością przecież również po francusku. Oczywiście z drugiej strony istnieje na pewno grono, które zagadać by chciało, a z góry zakłada, że nie mamy wspólnego języka, ale jednak zastanawiające jest, że dokładnie zero osób spróbowało kiedykolwiek ten język najpierw znaleźć.

5 thoughts on “O języku

  1. bo tacy są francuzi! nadal śnią sen o potędze 🙂

    (przypomniało mi się jeszcze jak w tym roku w barcelonie na koszmarnym kacu kupowałam lekarstwo na kaca więc trzymałam się za głowę i mówiłam – vino – muuuuchoooo vino, cervesa – muchoooo – a potem płaczliwym głosem pokazywałam na głowę i jęczałam – muy, muy TRAGICO – i nawet nie wiem czy jest taki wyraz – ale po tym moim występie aptekarz rzekł – hmmm – alka seltzer! i osłabłam ;)))(bo po co było takie akrobacje robić jak to międzynarodowa marka co mi do głowy nie przyszło na kacu;)))

  2. spt:
    faktycznie strasznie sie meczylas. ja poszlam na latwizne – tez musialam kupowac podobne likarstwo akurat w Madrycie, a wtedy jeszcze ni me ni be po hszpansku… ale mialam ze soba telefonik ze slownikiem dosc dobrym i na dziendobry wypalilam:
    Me duele la cabeza. na to obslugujaca kobieta pokiwala ze zrozumieniem i zapytala „mucho vino ayer?” – ja pokiwalam energicznie i bylo z gorki 🙂

  3. no cóż, ja się w Paryżu na ulicy po angielsku nie dogadałam:D za to przypadkiem w sklepie po polsku…
    więc ZUPEŁNIE mnie nie dziwi to, co napisałaś:)

  4. no właśnie. podobno tak mają Francuzi i Włosi. Zastanawiałam się czy to prawda 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s