Salon d’Agriculture

Pisałam o tym rok temu, ale przypomnę, że paryski Salon d’Agriculture (Targi Rolnicze) to jedna z najważniejszych imprez w roku. Odwiedzają ją obowiązkowo wszyscy urzędujący, z prezydentem na czele, oraz kandydaci na stanowisko, szczególnie w tym roku, bo kampania wyborcza trwa. Oraz dziki tłum ciekawskich w ogóle z rolnictwem niezwiązanych – choć to tylko teoretycznie, bo jego płody wszyscy przecież nieustannie spożywamy, i taka właśnie jest teza Salonu (oraz jedna z narodowych obsesji francuskich). Na tegorocznych Targach największe wrażenie zrobiło na mnie strzyżenie owiec. Wydaje mi się niemożliwe, żebym nigdy tego nie widziała nawet w telewizji, ale naprawdę zaskoczyło mnie, że owca sadzana jest na zadku ze wszystkimi czterema kończynami w powietrzu, następnie wykręcana we wszystkie strony, i że w ogóle jej to nie przeszkadza. Pod koniec już chce sobie pójść, ale to podobno dlatego, że już wie, że to koniec i się niecierpliwi. Obejrzeliśmy strzyżenie trzech owiec, w nieustającym podziwie, i tylko nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to robiono, gdy nie było jeszcze elektrycznych maszynek.

Następnie z równą fascynacją oglądałam wykluwanie się kurczaków. Masa jaj, zwykłych kurzych jaj, umieszczona pod lampą w czymś w rodzaju akwarium: wtem jajko pęka i wyłazi z niego kurczak. Zadziwiające. Całkiem jak w kreskówce, i oczywiście wiem, że Natura była pierwsza, ale dotychczas jej dzieła nie widziałam. I czy przypadkiem nie jest tak, że kurczaki uznają za swoją mamusię pierwszą ujrzaną po wykluciu istotę żywą? Bo jeśli tak, to te z Targów mają przechlapane na resztę (zapewne niedługiego) życia. A na koniec była jeszcze elektryczna dojarnia krów, też fascynujące urządzenie i przyjemnie szumi. Jakoś nie mieści mi się w głowie, że są ludzie, których codzienna praca polega właśnie na wprowadzaniu krów do boksu, zakładaniu dojarki na wymię i uspokajającym poklepywaniu zwierzęcia.

Poza tym jak zwykle: niewiarygodna ilość różnych ras krów, zupełnie do siebie niepodobnych, które gapiły się na nas z takimi samymi minami jak my na nie, tylko one sobie wygodnie leżały na sianku, a my przedzieraliśmy się w tłumie dzikich dwunogów; cielaki, owce i króliki do głaskania, przepiękne koguty, jeden wielkości indyka i rozindyczony indyk, którego durni zwiedzający specjalnie drażnili, nie lubię ludzi.

Krowa z grzywką

10 thoughts on “Salon d’Agriculture

  1. A czy we Francji przed pokazem owiec też jest moda na farbowanie zwierząt na zółto lub pomarańczowo?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s