I ostatni kawałek

Ostatnim krajem na drodze powrotnej była Szwajcaria. Jechałam tam cudownie piękną A5 z widokiem na Alpy, tak olśniona ogromem przestrzeni i ciągle zmieniającymi się górami, że nie byłam w stanie jechać szybciej niż setką. Wyjątkowo piękna droga, na której samochody wydają się małe i nieważne w obliczu otoczenia. Na Przełęczy Św. Bernarda wysunęłam z samochodu gołe ramię, żeby zapłacić za przejazd, i wzdrygnęłam się gwałtownie.
– Ależ zzzziiimno! – poskarżyłam się panu przyjmującemu opłaty. Faktycznie – na dole we Włoszech było prawie 30 stopni, na górze zaś 7. W Szwajcarii w ogóle tamtego dnia pogoda była bardzo deszczowa i chłodna.

Odwiedziliśmy Swiss Vapeur Parc – oto dowód na to, że nie tylko Polacy potrafią wymyślać takie potworne częściowo zangielszczone łamańce, ale poza nazwą jest to miejsce całkiem sympatyczne. Założone przez paru zapalonych wielbicieli parowozów gości rozmaite pociągi w miniaturze, ale akurat takiej wielkości, że można nimi jeździć, siadając okrakiem na twardej ławeczce. Zbudowane tam są w odpowiedniej skali rozmaite mostki, tuneliki, i budynki, z których najbardziej mnie ujęła pieczołowicie wykonana replika kościoła w Saanen. W ogóle przypomniały mi się czytane w dzieciństwie książki o rodzinie Pożyczalskich. („Guliwer” natomiast mi się nie przypomniał, ponieważ zupełnie nie mam sentymentu do tej książki, strasznie mnie denerwowała, chociaż już nie pamiętam czemu.)

Niedaleko znajdują się baseny termalne Les Bains de Lavey. W kwestii basenu termalnego trudno o zaskoczenie, bo niewiele da się wymyślić poza ciepłą wodą, bąbelkami, sztuczną rzeką i masującymi strumieniami wody. A jednak tu się udało. W Lavey o określonej godzinie odbywa się koncert muzyki klasycznej – podwodny. Nad wodą nie słychać niczego, należy zanurzyć uszy, w tym celu rozdają nawet materacyki, ale ja wolałam położyć się po prostu na powierzchni wody bez wspomagania. Efekt jest dość zabawny, i podobno bardzo odstresowujące jest takie całkowite zanurzenie się w muzyce.

1 thought on “I ostatni kawałek

  1. ach, jechałam tą trasą. jako pasażer. serce miałam w gardle, gdyż ta część mnie, która ma lęk przestrzeni, chciała natychmiast uciekać, natomiast część estetyczna miauczała z zachwytu i trzęsącymi się rękami robiła zdjęcia. coś wspaniałego.
    śmieszne uczucie, jednoczesny potworny strach i nieskończony zachwyt, wzbudzone tym samym bodźcem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s