Szewc z Lichtenrade; Przenośne drzwi

Zbiorem opowiadań Pilipiuka „Szewc z Lichtenrade” zostałam obdarowana, a jak wiadomo darowanemu Pilipiukowi zagląda się w literki. Pilipiuk jaki jest, każdy widzi: bardzo płodny, pomysłów trochę ma, czyta się go równie szybko jak on pisze, i generalnie byłoby nieźle, gdyby nie bardzo mocne odchylenie pisowsko-oszołomowe, które tutaj niestety w lekturze przeszkadza bardzo, bo żadnego uzasadnienia w tekście nie ma. Niektóre fragmenty wyglądają jak pisane przez zapalczywego licealistę, który coś usłyszał od politycznie zaangażowanych rodziców, a coś sobie sam wykombinował, i daje się ponieść młodocianej energii. Szkoda, bo Pilipiuk ma sporą wiedzę na różne dziwne tematy i potrafi ją wykorzystać, mogłoby to się czytać znacznie lepiej, a tak jednak niesmak.

Wyjdzie zaraz, że wpadłam w jakiś ciąg narzekania, ale Holta „Przenośne drzwi” nie podobały mi się również, i tu pretensję mogę mieć tylko do siebie, bo czytałam przestrogi przed tym utworem. Uznałam jednak beztrosko, że przecież de gustibus, i a nuż nie będzie wcale takie złe. Zaczyna się nawet nieźle: dwoje nieudaczników dostaje pracę w dziwnej firmie, i między innymi mają skatalogować magazyn, gdzie są na przykład mapy kopalni króla Salomona. Okazuje się, że firma zajmuje się świadczeniem usług magicznych, a w ogóle opanowana jest przez gobliny. Dobry pomysł, ale zupełnie źle wykorzystany. Zaczęłam głośno jęczeć, kiedy Paul znalazł tytułowe przenośne drzwi, którymi można przejść w dowolne miejsce i czas, i wykorzystał je do… picia kawy w Turcji albo Wenecji. Dalej niestety nie jest lepiej, a raczej wprost przeciwnie. Intryga na siłę zmierza do wymęczonego końca, a bohaterowie są coraz bardziej irytujący. Nie popełniajcie mojego błędu i trzymajcie się od tego dzieła z dala, to już lepiej przeczytać dowolnego Gaimana po raz setny.

2 thoughts on “Szewc z Lichtenrade; Przenośne drzwi

  1. No,do Co lepszych Gaimanów, albo Pratchetta sprzed choroby to się ma nijak, wiadomo, ale powiem Ci, że mi się tego dobrze słuchało na dobranoc i czekam na przetłumaczenie reszty. Wiesz, takich lekkich dobranocnych, pisanych na luzie i z odchyłem fantasy, a tylko takie M. jest skłonny czytać, to mało po jest. I jeszcze żeby prezentowały jakiś poziom. Moore jeszcze, Gromyko i niewiele więcej. Ale jak tak,to nie wiem, czy czytaj „Ziemia, powietrze…”, czy już machnij ręką. Ps. Dlaczego te litery i w notatkach i tu są takie dziwne,w sensie, że od połowy wyrazu się zmieniają? To specjalnie tak zrobiłaś? Bo, jak dla mnie osobiście, to niefajne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s