Ne le dis à personne

Nie nadaję się do oglądania thrillerów i wiem to nie od dziś, ale co jakiś czas próbuję, ot tak kontrolnie, żeby sprawdzić czy nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nadal nie. To zaskakujące, że mogę czytać albo oglądać rozmaitą fantastykę akceptując reguły gatunku i oceniając dzieło właściwą mu miarą, a w przypadku thrillera nijak. Nie mam po prostu w umyśle tego kołka do odwieszania niewiary. Ciekawe, czy on jest człowiekowi dany, czy można go sobie wyrobić.

Tym razem testowo obejrzałam „Ne le dis à personne”, czyli film francuski z roku 2006, który jest jednak adaptacją powieści Harlana Cobena. Gdyby Państwo mieli nieszczęście oglądać taki film w moim towarzystwie (poza tą jedną skazą oczywiście wybornym), to musieliby cierpieć komentarze typu
– Zgubiłam się, to kogo teraz podejrzewamy?
– Ale dlaczego oni ją zabili?
– Ale skąd on wie, że powinien uciekać?
– Zgubiłam się, że niby co? Kto teraz jest tym złym?
– Ale skąd on wie, że tam ma iść?
– Nie wchodź tam, nie wchodź tam, no po co tam leziesz, przecież od razu wiadomo, że cię napadną… o, no właśnie, mówiłam. Idiota.
– Ale znaczy, że ona osiem lat tak sobie gdzieś żyła i nawet nie próbowała sprawdzić tego, co jej powiedzieli?! Ale serio?!
Wiadomo, że nie serio, tylko thriller, ale wytłumaczcie mi to. Nie da się. A film ma przerobić na amerykański Ben Affleck. Ciekawe, czy wtedy główny aktor będzie miał więcej mimiki niż François Cluzet, który jednak idealnie nadaje się do ról paralityków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s