Sobota

Sobota utwierdziła mnie w przekonaniu, że McEwan jest dokładnie takim pisarzem, jakich uwielbiam i wysoko cenię: znakomitym prozaikiem, solidnym i ironicznym jednocześnie. Nadal nie rozumiem, dlaczego go nie odkryłam wcześniej, ale to i dobrze, bo przynajmniej coś jeszcze w życiu mnie czeka. Ta książka to jeden dzień z życia nudnego, angielskiego neurochirurga pod pięćdziesiątkę, męża swojej żony, ojca dwójki dorosłych dzieci. Skupia się na przeżyciach i przemyśleniach bohatera, co można łatwo uznać za nudne, jeśli się należy do rodzaju ludzi uznających takie rzeczy za nudne. Ja nie należę i uwielbiam tę łagodną ironię, kiedy McEwan opisuje ze smakiem, jak Perowne czytał pod kuratelą córki „Annę Kareninę” i „Panią Bovary”. Wartość tych książek, jego zdaniem, polega na tym, że przedstawiają „rozpoznawalną fizyczną rzeczywistość” i idę o zakład, że to motto przyświeca autorowi. „Żadnych więcej karłowatych doboszy” błaga w liście do córki bohater. Oprócz literatury mowa tu również o neurochirgii, o tym czymś niedefiniowalnym, a fascynującym, co nazywa się British Way of Life, i o polityce sprzed dziesięciu lat, rzecz dzieje się bowiem osiemnaście miesięcy po jedenastym września. Strach przed terroryzmem odgrywa tu rolę pozornie drugoplanową, w istocie jednak to on jest osnową tej powieści. McEwan potrafi stworzyć swojemu bohaterowi sytuację, która powoduje dyskomfort u czytelnika stawiającego się, mniej lub bardziej świadomie, na jego miejscu. Bardzo satysfakcjonująca lektura.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s