Pokuta

Po poprzednich dwóch powieściach przywykłam, że bohaterem McEwana jest mężczyzna w średnim wieku, odnoszący sukcesy zawodowe, więc pewnym szokiem w „Pokucie” było spojrzenie na świat oczami trzynastolatki, wrażliwej i uzdolnionej literacko przyszłej pisarki. Rok 1935, nietypowo angielskie duszne i upalne lato, rodzinna posiadłość gdzieś na wsi, do której zjeżdżają dorosły syn z przyjacielem, córka studentka, jej przyjaciel z dzieciństwa, trójka dzieci ciotki, na miejscu jest wspomniana trzynastoletnia Briony i cierpiąca na migreny matka. Pan domu nieobecny, upał wszystkim daje się we znaki, i gdyby to nie był McEwan, to byłaby wymarzona sceneria dla kryminału. Ale to nie jest kryminał, choć to, co się wydarzy, jest równie dramatyczne i nieuchronne… właśnie, czy rzeczywiście? Autor drobiazgowo konstruuje następstwo zdarzeń, wyjaśnia dokładnie i z różnych punktów widzenia, co działo się w głowach uczestników, ale nadal pozostaje pytanie „dlaczego?”. Widzimy, że do tragedii potrzebny był cały splot okoliczności, i że wystarczyłoby w jednym miejscu przerwać łańcuszek, żeby do niej nie doszło, ale łańcuszek nie został przerwany. Trochę za złe miałam tutaj niepotrzebne nadmierne dramatyzowanie i wybieganie w przyszłość, w poprzednich dwóch książkach tego nie zauważyłam, ale być może to tylko lekki przesyt McEwanem i jego specyficzną, gęstą narracją.

SIEDEM

Siedem lat. Siedem, nagle. Matematyka jest nieubłagana, a ja nie ogarniam nijak. I nawet po siedmiu lat ciągle nie rozumiem jak to możliwe, że jadąc ot tak sobie na niedzielny obiad wielkanocny przejeżdżam obok Wieży, przez Concorde, koło Madeleine i Opery (jechałam przez Paryż, gdyż périph był zapchany z racji gigantycznych chasse aux oeufs). Nadal mam wrażenie, że ktoś mnie w końcu zatrzyma i surowo zapyta „a pani to co sobie właściwie wyobraża, że tak sobie tu jeździ? Ludzie grubą kasę płacą, żeby to wszystko oglądać!”

TF1, program pierwszy telewizji francuskiej, uznał, że odpowiednim filmem na wielkanocny wieczór jest  „Harry Potter i Książę Półkrwi”. Oczywiście, że obejrzałam, mimo francuskiego dubbingu, i nadal uważam, że to jest najsłabszy z serii.