Jedzenie

Ukochana rodzina ciągnęła mnie okrężną drogą przez Bielsko, twierdząc, że jest tam nadzwyczajna knajpa włoska ze świeżymi owocami morza. Nie brzmiało to dla mnie szczególnie atrakcyjnie, gdyż takich knajp na miejscu mam dostatek, ale nie zamierzałam bliskim ludziom uprzykrzać życia. W trzeciej godzinie jazdy lokalnymi drogami, w upale i korkach, obłędnie głodna, zaczęłam już jednak mocno marudzić.

Weszłam do docelowej restauracji nastawiona negatywnie do życia, wszechświata, i całej reszty, a w dodatku okazało się, że dostawa osławionych owoców morza dopiero nazajutrz, bo zmieniły się dni. Pomyślałam „dobra, trudno, zjem już ten jakiś makaron z czymś, trudno, jutro jest nowy dzień, na Węgrzech sobie odbiję w kwestiach jedzeniowych, nie ma co sobie psuć wakacji”, i zamówiłam carbonarę rybną. Nie lubię carbonary. Po czym niedbale łyknęłam przyniesionego wina i zamarłam z kieliszkiem w dłoni. Trochę wina w swoim życiu wypiłam, nie chwaląc się. Mam dostęp do dobrych win i lubię. Ale to, co miałam w kieliszku, było jak płynny aksamit. Magicznie rozpuściło moją złość na świat już w pierwszym łyku. Uznałam, że nawet byle makaron podlany tym winem będzie smaczny. Za chwilę się okazało, że smaczny to naprawdę nie jest odpowiednie słowo w tym przypadku. Był wyjątkowy, a ja nie lubię carbonary, ale tę jedną mogłabym już jeść do końca świata.

Wymienialiśmy się talerzami próbując wszystkich dań, zamawiając kolejne, i nareszcie zrozumiałam, dlaczego rodzina moja upierała się przy całodniowym poście. Wszystko było proste, ale rewelacyjnie ugotowane. Pijana ośmiornica nasączona była czerwonym winem, risotto z krewetkami miało wyraźnie wyczuwalne każde ziarenko, a jednocześnie oblepione było pysznym sosem o idealnej konsystencji. Minęły trzy tygodnie, a ja do dziś dokładnie pamiętam ten smak.
– A tiramisu jest dobre? – bezczelnie zagadnęłam na koniec szefa.
– Nam smakuje – odparł prostolinijnie, rozbrajając mnie całkowicie. Zamówiłam, nie mogłam inaczej.
– Gdzie ty to zmieścisz?! – zdumiała się moja siostra.
– Nie wiem, ale zmieszczę – wystękałam, i takoż uczyniłam. Tiramisu też było proste, doskonale klasyczne, i przepyszne. Teraz już nie mam najmniejszych wątpliwości, że warto jechać przez Bielsko, nawet nadkładając w tym celu wielu kilometrów drogi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s