To samo

Nieustająco zaskakuje mnie uświadamianie sobie, że kiedy nabywa się dziecko, nabywa się również wielkie i dobrze rozgałęzione drzewo genealogiczne, kompletnie obce, a przecież spokrewnione. I w ten oto sposób przerwałam nagle miłą konwersację z przybyłym do miasta Paryż, Europa, przemiłym Amerykaninem, żeby oznajmić ze szczerym zdumieniem
– Ale to znaczy, że ty jesteś spokrewniony z moim synem! – i zagapiłam się na niego w niemym zachwycie.
Oczywiście mogą nie mieć ani kawałka chromosomu wspólnego, i ja to doskonale wiem, ale to rodzinne spotkanie było nader sympatyczne. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, mój syn być może będzie miał krewniaków pół-Hindusów mówiących w gudźarati, co dziwi mnie jeszcze bardziej. Choć może nie powinno, bo najosobistsza siostrzenica moja jest przecież ciotką cioteczną uroczej Dunko-Finki. A może dziwniejsze jeszcze jest, że równie osobisty szwagier posiada braci przyrodnich co najmniej w Rosji i Afryce. Kuzyn Amerykanin zwiedzał zaś uprzednio Zurich, Wenecję, Marsylię i coś jeszcze, wszystko w dwa tygodnie („jeśli dziś wtorek, to jesteśmy w Belgii”), i zapytany przeze mnie co go najbardziej w Europie zaskoczyło, zasępiwszy się odrzekł
– Mała… i co chwilę inny język. Przejedzie się ledwie kawałek, i już inna kultura.
O masz. A ja myślałam, że wszędzie to samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s