Jak tresowane gołębie mają się do Marii Skłodowskiej-Curie

Już czyniłam tu to wstydliwe wyznanie, że uwielbiam cyrk (chociaż lepiej, jeśli nie ma w nim zwierząt). Rok temu z niekłamanym zachwytem obejrzałam jeden z najlepszych cyrków na świecie. W ten weekend zaś mój syn zobaczył na ulicy afisze Guignol, klasycznego francuskiego pokazu marionetek, i zażądał, żebyśmy się wybrali. Kiedyśmy doszli na miejsce, okazało się, że kompletnie nie przeczytałam tego, co na afiszu, i nie był to wcale Guignol, tylko malutki cyrk objazdowy. Zawyłam w środku siebie z uciechy, ponieważ sztukę cyrkową uwielbiam i podziwiam, a w dodatku mam nieuleczalną, oraz chyba cokolwiek wstydliwą, słabość do małych cyrków niemal amatorskich. To jest rodzaj rozrywki, który się nie zmienił chyba co najmniej od średniowiecza. Klauni istnieją od ponad czterech tysięcy lat, a podejrzewam, że od zarania ludzkości. Kiedy tylko nieopierzony dwunóg z płaskimi paznokciami napełnił żołądek, chciał być zabawiony lub zabawić innych. Hołubię też, nieco ryzykowne, podejrzenie, że ze sztuczek cyrkowych wzięło się sporo postępu ludzkości („ej, ty, weź no pokaż jeszcze raz tę sztuczkę, z tym – jak to nazwałeś? Ogień? Ooo, ciepłe i świeci, niezły bajer!”).

Tym razem mały cyrk rodzinny zaoferował nam chodzenie po linie w wykonaniu pani w rajstopach z puszczonym oczkiem, kręcenie hula-hop w wykonaniu dziewuszki lat może 10, tresowane białe gołębie, oraz sześcioletniego klauna, absolutnie rozbrajającego. Zgodziliśmy się w tej ocenie z synem. Pokaz iluzji mnie zupełnie nie zaskoczył, do momentu przemiany ognia w żywego gołębia. Końcówka pokazu polegała zaś na obnoszeniu wśród dzieci małego żywego królika wyciągniętego z pustego pudełka, pomysł genialny w swej prostocie.

Poprzedniego dnia byliśmy natomiast na spektaklu, w którym występowała Marie Curie, „wielka uczona francuska” – po przedstawieniu surowo poinformowałam narratora, że była Polką.
– Tak, tak – odparł niezmieszany – wiemy, wiemy, przecież właśnie dlatego powiedziałem, że wynalazła polonium!
Syna w kwestii polskości oraz nazwiska Skłodowska uświadamiałam przez cały tydzień i nie zamierzam na tym poprzestać. Teatralne wcielenie Marii objaśniło dzieciom, że woda powstaje z tlenu i wodoru, że ciała mogą być gazowe, ciekłe oraz stałe, a także na czym polega reakcja chemiczna.

Kiedy wieczorem pro forma zapytałam syna, który spektakl bardziej mu się podobał, zaskoczył mnie odpowiedzią udzieloną bez wahania. „Ten o Marii Curie!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s