Zagubieni w Tokio

Pamiętam, że „Bezsenność w Tokio” czytała się bardzo przyjemnie, ale to były jednak takie amatorskie wynurzenia entuzjasty; prawda, że bystrego, szczerego, i dobrego obserwatora. Sięgnęłam po „Zagubionych w Tokio” z lekką obawą, że jeśli Bruczkowski znowu próbuje radośnie dyskontować swoje (niewątpliwie ciekawe) doświadczenia japońskie, to rzecz może być nieszczególnie strawna. Otóż duże i bardzo przyjemne zaskoczenie: to jest po prostu dobra książka. Ma wartką wciągającą akcję: zaginął James, wbrew imieniu rodowity Japończyk, kolega z biura narratora, Michała Jakimczyka, Polaka w Tokio pod koniec ubiegłego stulecia. Michał upiera się, żeby go odnaleźć, w czym pomagają mu nowa urocza pracownica Mairi oraz… Marcin Bruczkowski czyli Gajdzin. Bardzo fajny zabieg, dopracowany w każdym szczególe. Mocną stroną jest oczywiście również Tokio i folklor japoński odbierany oczami POlaka. Powieść byłaby już całkiem świetna, gdyby miała nieco więcej redakcji i korekty. Drobne niezręczności językowe można jeszcze wybaczyć, ale puszczenie przez korektorkę „stróżki” w znaczeniu „małej strugi”przyprawiło mnie już o ból zębów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s