Muzeum Magii i zamek w Blois

W Maison de la Magie na ostatnim piętrze jest halucynoskop. Zasada nadzwyczaj prosta: na nos dostajemy kawałek lustra w taki sposób umieszczony, że nie widzimy tego, co przed nami, jeno co się na suficie wyświetla, i tak idziemy przed siebie trzymając się poręczy, a przed nami kolorowe obrazy, kręcące się walce, która za chwilę nas wciągną, jakieś ogrody i kwiaty rodem ze snu, albo inne piekielne machiny. Fajne, oryginalne, choć w dobie 3D mało już zaskakujące.

Na koniec zwiedzania jest pokaz iluzji. Przyznaję, byłam pewna, że w takim miejscu w prowincjonalnym miasteczku będzie to jeden domorosły prestidigitator, który zrobi trzy sztuczki karciane, jedną ze sztucznymi kwiatami, i ewentualnie czterolatki będą się cieszyć. Otóż nie: mają tam salę widowiskową z prawdziwego zdarzenia, sporą i z fotelami w amfiteatrze. A na scenie para z pięknym spektaklem, oryginalnie łączącym poezję i złudzenie. Rzecz jest dopracowana muzycznie, ma sensowny scenariusz, i wymaga nie tylko umiejętności iluzjonistycznych, ale i aktorskich. Potem sobie uświadomiłam, że chyba wszystkie zastosowane sztuczki znam, lecz w trakcie spektaklu dałam się oczarować bez reszty. Jest tam bardzo pięknie zrobiona lewitacja. I to chyba pierwszy raz, kiedy widziałam panią zamykającą pana w tej takiej szafie, której środkową część się potem wysuwa. Na ogół jest na odwrót, ale widać i do tej dziedziny dotarło równouprawnienie. Aż żałowałam, że nie mieszkam bliżej, bo poszłabym jeszcze ze dwa razy na ten spektakl, choćby po to, aby się przekonać, kiedy właściwie jej te czerwone buciki znikają z nóg.

Poprzedniego dnia wieczorem byliśmy natomiast na pokazie „Światło i dźwięk” w zamku w Blois, który jest niezwykle interesujący, bo to cztery bryły z różnych epok połączone w jedną całość. Widać w nim jednocześnie klasycyzm, renesans, gotyk i gotyk płomienisty. Zaczął istnieć w wieku X, a rezydencją królewską uczynił go Ludwik XII. Nieco wcześniej w zamkowej kaplicy błogosławieństwo otrzymała Joanna d’Arc. Trochę później Karol Orleański, książę-poeta, zrobił tu centrum kultury i organizował konkursy poezji. W jednym udział wziął awanturnik François Villon, do dziś znany ze swoich ballad i z „ach gdzież są niegdysiejsze śniegi”. Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii zamku było podstępne zamordowanie diuka de Guise przez Henryka III, co jest przypominane w trakcie wieczornego pokazu na fasadzie, i o czym traktuje film wyświetlany w jednej sal zamku. Jest niemy, i wygląda na stary, mruczałam do siebie, „o, jak go udatnie wystylizowali na niemy film z epoki, nawet te uszkodzenia na kliszy zasymulowali”, po czym na koniec okazało się, że powstał w 1908. Trochę mi się głupio zrobiło. Ten sam Henryk III parę lat wcześniej zwołał w zamku Blois Stany Generalne, czyli wielkie zgromadzenie przedstawicieli trzech stanów: szlachty, duchowieństwa i stanu trzeciego, czyli całej reszty pospólstwa. Odbyło się ono w przepięknej sali z roku 1214, najstarszej niesakralnej sali gotyckiej we Francji. Później w Blois mieszkał na przykład Richelieu, bywał Machiavelli, Maria Medycejska uciekła stamtąd po drabince sznurowej (jak chce legenda), a w końcu Ludwik XIV stwierdził, że mu się tam nie podoba, i od tego czasu zamek był niezamieszkany.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s