Wymiary życia

Prześliczna książka, której przynależności gatunkowej nie podejmuję się nawet spróbować określić. Jest to tryptyk, którego pierwsza część poświęcona jest postaci Gasparda-Félixa Tournachona zwanego Nadarem, dziewiętnastowiecznego francuskiego fotografa, dziennikarza, karykaturzysty i miłośnika balonów. Połączył dwie ze swoich pasji i stał się pierwszym człowiekiem, który fotografował świat z lotu ptaka, czyli balonu. Wielokrotnie fotografował również Sarah Bernhardt. Pod koniec życia z oddaniem pielęgnował swoją ciężką chorą żonę Ernestine, zmarł niedługo po niej. Druga część to historia angielskiego podróżnika i oficera brytyjskiej armii Freda Burnaby’ego, który zakochał się nieszczęśliwie w Sarze Bernhardt, a potem przeleciał kanał La Manche balonem na ciepłe powietrze. 

Ostatnia część, zajmująca prawie połowę całości, to bardzo osobiste, boleśnie szczere wspomnienie i analiza uczuć, jakie nękały Barnesa po śmierci jego żony. Nie wymienia jej imienia, ale była to jego agentka literacka Pat Kavanagh, starsza od niego o sześć lat, i bardzo piękna. Zmarła na guz mózgu, 37 dni po diagnozie, w wieku 68 lat, po 30 wspólnie przeżytych latach. W ciągu tych lat, na początku małżeństwa, na jakiś czas odeszła od Barnesa i miała romans z Jeanette Winterson, młodszą od niej o prawie dwadzieścia lat, i swoją drogą też niezłą pisarką. Barnes to przemilcza, i zresztą słusznie, bo w obliczu straty nie ma to żadnego znaczenia. Pisze o swoim niekończącym się żalu, o planowaniu samobójstwa, o tym, dlaczego go nie popełnił. Wraca do Burnaby’ego w balonie i Nadara opiekującego się żoną. Pisze o moście, który wybudowano, by Eurostar mógł nim dotrzeć do nowej stacji końcowej na St. Pancras (jechałam w tym roku Eurostarem na St. Pancras), a on już nigdy z żoną nie pojedzie tym mostem do Paryża. Pisze o snach i swojej nieustającej rozmowie z nieżyjącą ukochaną. 

Byłam przygotowana na to, że to będzie trudna i przygnębiająca lektura. To ten sam Barnes, który w „Papudze Flauberta” napisał, że literatura to nie biustonosz, nie ma na celu łagodnie podnosić na duchu. Zupełnie nieoczekiwanie ostatni akapit mówi, że żal może się przenieść w inne miejsce. Że znów będziemy w ruchu. I przy pomyślnych wiatrach być może przelecimy przez La Manche.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s