Wielki Gatsby

Najwyżej cenię umiar, szlachetną powściągliwość, lapidarność stylu. Na drugie mam Minimalizm. Mniej znaczy lepiej, oto moja odwieczna dewiza. A jednak, na przekór, a może właśnie dlatego, noszę w sobie uwielbienie dla szczególnego rodzaju przepychu, egzaltacji, teatralności. Przepadam za pewnym gatunkiem ludzi, którzy szybciej mówią i działają niż myślą, którzy mają wszystkie uczucia na wierzchu. Pod jednym warunkiem: musi się za tym kryć absolutna szczerość i autentyczna pasja. Nanosekunda zawahania przekreśla wszystkie starania i zsyła całość w dziedzinę nieakceptowalnego kiczu i nędznej egzaltacji. Nie znajduje się tam jednakże „Wielki Gatsby” Luhrmanna, który jest adaptacją co najmniej tak dobrą jak powieść, jeśli w ogóle nie lepszą.

Zupełnym przypadkiem zobaczyłam, że daje to France 2, wrzasnęłam z radości, i nagrałam sobie. Oraz obejrzałam nie mogąc się oderwać, chociaż już widziałam, i chociaż czekało na mnie pranie do powieszenia. To jest film przesadzony, niemal nieznośnie ubarwiony, kapiący złotem, huczący muzyką, potwornie długi – i niosący w każdej sekundzie szczere uwielbienie dla powieści. Tego nie można nie docenić. Tylko tak należało pokazać zgubną pasję Gatsby’ego i bezmyślność odrzucającej jego hołdy Daisy. Żeby zrobić te absurdalne wyścigi samochodowe, trzeba było mieć odwagę graniczącą z obłędem, i za nią właśnie kocham Luhrmanna oraz ten film.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s