Mój 2015

Styczeń przyniósł mi pierwszą w życiu operację w narkozie. Poza nią nagłą miłość do Foera oraz zamach w redakcji „Charlie Hebdo”.
Luty upłynął na zwolnieniu i pod znakiem rehabilitacji kciuka. Zakochałam się w „Piaskowej Górze”.
W marcu byłam w Londynie, gdy syn pierwszy raz wyjechał bez mamusi.
W kwietniu w Bretanii.
W maju w Blois i zoo Beuval.
W czerwcu byłam w Polsce oraz czytałam „Seveneves„.
W lipcu „Ślepowidzenie” oraz poznałam Szypra. Syn wyjechał bez mamusi kolejny raz.
W sierpniu były wakacje. Pod koniec rozwaliłam kolano.
We wrześniu miałam rozwalone kolano.
W październiku zepsuły mi się plecy, siedziałam na zwolnieniu i jadłam leki. Czytałam Strossa. Zdałam paskudny egzamin zawodowy. Syn znowu wyjechał.
W listopadzie był 13, a potem przyjechała Maria z Radkiem, co było znacznie przyjemniejsze.
W grudniu byłam w Wersalu z Ewą i Marcinem, w Polsce na Święta, i poznałam Bajkę po nie wiem ilu latach wiernej lektury jej bloga, w każdym razie kiedy zaczynałam, ani jej śniło o jakimkolwiek potomstwie, a teraz najstarszy syn ma lat 10.

Poza tym czytałam Nothomb, Barnesa, Dukaja i Zeruyę Shalev, Robertsona Daviesa i Doris Lessing.

Chciałabym, żeby 2016 nie zapisywał się negatywnie w historii, ani mej osobistej, ani ogólnoludzkiej. I tego Państwu życzę.