Misja grawitacyjna

Hal Clement był o rok młodszy od Lema, skończył astronomię, chemię i pedagogikę. Podczas wojny latał na B-24, a potem był nauczycielem nauk ścisłych. Oraz pisał powieści s-f, na przykład wydaną w 1953 „Misję grawitacyjną” (czytałam ją w oryginale, uprzedzona, że tłumaczenie polskie podobno woła o pomstę do nieba, ale osobiście nie sprawdzałam). Odrobinę się zestarzała, ale tylko odrobinę – ach ten suwak logarytmiczny w rakiecie. Ludzie są na misji na planecie Mesklin, która wiruje niezwykle szybko wokół osi, i dlatego po pierwsze jest bardzo spłaszczona, a po drugie na biegunie panuje ciążenie 700g, stopniowo malejące aż do równika, gdzie jest tylko 3g. Ludzie mogą przebywać tylko tam, a i to ze sporym problemem. To pech, bo ich rakieta zwiadowcza z mnóstwem bezcennych instrumentów wylądowała na biegunie. Na szczęście są Mesklinici, rozumne stwory o mnóstwie nóg, długości ze 30 cm, przystosowane do życia w wysokim ciążeniu, błyskawicznie uczące się angielskiego, i chętne do pomocy. Problem polega na tym, że nigdy w życiu nie przekroczyli równika, są bowiem przekonani, że ich świat ma kształt miski, z największym ciążeniem na spodzie, i z zerowym na brzegu, wobec czego z brzegu spadną. A spadać się boją panicznie. Clement przemyca tu masę wyjaśnień na temat chemii, fizyki, meteorologii, mnoży problemy – i wynajduje ich rozwiązania, trochę na kształt „Marsjanina”. Czyta się całkiem przyjemnie, aczkolwiek w liceum byłabym to pewnie doceniła bardziej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s