Cafe Society

Klasyczny Woody Allen: literacka, niemal nachalna, narracja z offu, prześliczne zdjęcia, lata trzydzieste, Hollywood, magia kina. Młodziutki Bobby pochodzący z żydowskiej rodziny z Bronksu przyjeżdża szukać szczęścia w fabryce snów, gdzie jego wuj (rola przeznaczona dla Bruce’a Willisa, który po paru dniach zdjęć porzucił film dla „Misery”, ostatecznie zagrał tu Steve Carell) jest nieźle prosperującym agentem. Chłopak zaprzyjaźnia się z jego sekretarką (Kristen Stewart), a właściwie w niej zakochuje. W tle żydowska rodzina i brat gangster. Zastanawiałam się, dlaczego osiemdziesięcioletni reżyser postanowił wrócić do okresu wchodzenia w dorosłość. Wyjaśnia się pod koniec. Allen kolejny raz mówi nam, że beztrosko dokonywanych wyborów nie da się cofnąć, że ukształtują nasze życie, zanim się obejrzymy. Każe się zastanowić, co naprawdę jest ważne. Nie oszukuje przy tym, że blichtr Hollywoodu nie jest przyjemny.

Jest tu kilka uroczych scen, zwłaszcza ta, w której żydowska para dowiaduje się, że syn w celi śmierci postanowił zostać chrześcijaninem, trochę jakby wyjęta z zupełnie innego filmu. Nic oryginalnego, ale świetnie zagrane i podane w sosie, do którego mam słabość i pewnie już zawsze będę miała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s